Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2013

To koniec. Zabiliśmy w sobie wszystko.

Przepraszam, że tak to się urywa. Nie wiem nawet, co powinnam Wam powiedzieć. Wena do tej historii kompletnie zgasła, umarła. Nie ma jej. Szukałam wszędzie, nawet za szafą, za którą zwykle nie zaglądam. 
Nie wiem czy to dobra, czy zła informacja. Moim zdaniem dobra, bo lepiej z czegoś zrezygnować, niż ciągnąć na siłę. Mogę Wam obiecać, że za chwileczkę, za momencik wpadnę z czymś nowym. Siatkarskim, jak zawsze. Jeszcze nie wiem pod jakim kątem ugryzione. Negocjacje z moim Pierwszym Doradcą trwają :P.
Kiedy tylko powstanie, adres pójdzie na gadu, więc jeśli ktoś chce go poznać, to proszę o pozostawienie numeru w komentarzu :). Może nawet wrzucę link tutaj.
Buziak po raz ostatni.
A.

niedziela, 21 kwietnia 2013

14. Pali, pije, rwie i dusi mnie od środka. Bo nie trafiło na z plasteliny chłopca.


- Cieszę się, że jesteśmy wszyscy. Jestem cholernie zawiedziona – powiedziała, siadając na brzegu długiego stołu w sali konferencyjnej. – Zdejmij słuchawki – zwróciła uwagę Winiarskiemu, który z całej sytuacji nie robił sobie nic.
- Wyluzuj, co takiego wielkiego się stało – rzucił przyjmujący, a ona spojrzała na niego złowrogo.
- O tym, że wybieramy się na kręgle, wiedzieliśmy wyłącznie my. Nikt poza naszą ekipą (ani obsługa hotelu, ani amerykanie) nie wiedział wcześniej o tych planach! A w gazecie było wyraźnie napisane, że ich „informator” dał im znać jeszcze przed meczem. Naprawdę myślałam, że coś się zmieniło i jesteśmy w stanie współpracować. Ale teraz widzę, jak wielka to była pomyłka. Ktokolwiek ma zamiar się przyznać? – spytała i wbiła wzrok w Kubiaka.
Michał siedział spokojnie, wiedząc, ze przecież za czyste sumienie nikt go nie ukarze. Oparł się o krzesło Bartmana i szepnął mu na ucho: „To pewnie Winiar”.
- Masz nam coś do powiedzenia? – zapytała Zuza, widząc, ze dziwnie się ożywił.
- Ja? Nie – powiedział nieco zdziwiony, że w ogóle mogła go o coś takiego podejrzewać.
- Może jednak – naciskała, a Michał zmarszczył brew.
- Pogięło Cię, Zuzka? Niby po co miałbym ci robić krzywdę?
- Bo jesteś jej byłym facetem i nie chcesz, żeby robiła karierę – zasugerował Winiar.
Winiarski zdecydowanie cieszył się z takiego obrotu sprawy. O to właśnie chodziło. Oczyścić się z podejrzeń najłatwiej, gdy w świetle kłamstw postawi się kogoś innego. Teatralnie zerwał się z krzesła i stanął obok pani trener, niczym obrońca, który dla dobra swojej klientki gotów poruszyć niebo i ziemię.
A ona? Siedziała beznadziejnie na tym stole z lekko wykrzywionymi wargami i wpatrywała się w Kubiaka bezsilnie.
- Przecież nigdy bym czegoś takiego nie zrobił! Znasz mnie!
- Wiem, ze świetnie kłamiesz – powiedziała cicho.
Tak bardzo nie chciała wierzyć w to, że mógłby zrobić jej takie świństwo. Jeśli jednak nawet Winiarski, który zawsze był przeciw niej tym razem chciał pomóc, to musiała być prawda. Oni na pewno coś wiedzieli.
- Powinieneś się wstydzić. Nie tylko przez to, co zrobiłeś lata temu, ale też przez to, że nie pozwalasz jej stanąć na nogi. Myślę, Zuza, że powinnaś to jakoś rozwiązać – przyznał Michał, biorąc w dłonie jej drobną dłoń i patrząc jej w oczy.
- Bez jaj, przecież to nie jego wina – powiedział wściekły Bartman i stanął za krzesłem Kubiaka.
- Jaki jest taki jest, ale czegoś takiego by nie zrobił – dodał Mariusz, patrząc na Panią Trener.
Nie wiedziała, w co powinna uwierzyć.
- Z drugiej strony. Tylko on miał powód – powiedział cicho Nowakowski, nie wiedząc co o tym myśleć.
Możdżonek pokazał mu tylko, że nie warto się mieszać. Większość chłopaków nawet nie wiedziała o co chodzi. Szybko jednak w obiegu pojawiło się papierowe wydanie brukowca.
- Powód?! Stary, jaki miałem powód?! Złamałem jej życie lata temu, chociaż wcale nie chciałem. Dlaczego miąłbym to robić znowu i do tego z premedytacją?!
- No ja tam nie wiem – powiedział Piotrek i wzruszył ramionami.
- Może nie możesz patrzeć na to, że radzi sobie bez Ciebie – powiedział Winiar, zmieniając się z prawnika w psychoanalityka.
- Trzymaj mnie, bo mu zapierdolę – warknął Kubiak, a Bartman usadził go za ramiona.
- Z tego co pamiętam, to właśnie Ty byłeś najbardziej przeciwny Zuzie – zaczął spokojnym, dojrzałym, kompletnie pozbawionym emocji tonem Bąkiewicz, wstając z krzesła po drugiej stronie stołu.
Imponował jej dziwnym spokojem, który potrafił zachować. Większość, nawet niezaangażowanych w całą sprawę osób, reagowała bardzo żywiołowo na każde padające w dyskusji słowo.
- Dobra. Jestem winien, tak?
- No nie – powiedział Bartman, patrząc zdziwiony na Kubiaka.
- Wiedziałem, ze Nasza współpraca nie będzie łatwa. Ale nigdy nie myślałem, że posądzisz mnie o coś takiego…
- Michał – zaczęła, ale on nie bardzo chciał jej słuchać. Winiar złapał ją za ramię.
- Nie róbmy tu telenoweli – rzucił i posadził ją na krześle podchodząc do Kubiaka.
- Wiem, że to Ty mnie wkopałeś. Jeszcze się rozliczymy – powiedział Dzik i spojrzał na nią. – Lepiej będzie, jeśli zejdę Ci z drogi. Owocnej współpracy i dynamicznego rozwoju kariery.
- Kubiak – powiedziała wstając, a on uśmiechnął się tylko i wyszedł.
W sali konferencyjnej zapadła dziwna, ciężka, niemal grobowa cisza. Stanęła przy stole.
- Jesteś zadowolona? – spytał Bartman i pokręcił głową, wychodząc z pomieszczenia.
Spojrzała na chłopaków. Nie mieli zbyt tęgich min. W sumie wyglądali na zdezorientowanych. Tylko Winiar się uśmiechał, a gdy przeniosła na niego wzrok, smutno pokiwał głową, bezgłośnie mówiąc: „Tak trzeba…”.

- Nie bądź niepoważny, błagam Cię – powiedział Bartman, stając przy Kubiaku, który właśnie wrzucał swoje rzeczy do torby.
- Stary, ona ma prawo Ci nie ufać, ale zły powinieneś być na kogo innego.
- Winiarski za to beknie. Znajdę tego dziennikarzynę, obiję mu mordę i przywlokę go tu, a wtedy wszystko jej wyśpiewa – powiedział Kubiak i zapiął walizkę. – Ale już tu nie wrócę – zastrzegł i patrząc na kumpli kiwnął głową, wychodząc z pokoju.

- Co Ty o tym wszystkim myślisz? – spytał Ignaczak, stając z kamera przy Łukaszu.
- Nie wiem – powiedział cicho Żygadło. – Z jednej strony to mógł być Kubiak. Ale z drugiej… Bąkiewicz ma rację. Jaki Winiar ma interes, żeby jej bronić?
- Kobieta jako trener to nie jest dobry pomysł – powiedział Łomacz, jedząc batona, a Kosok pokręcił głową.
- Teraz przez nią jest taka atmosfera, że nie mamy najmniejszych szans na wygranie meczu. A niedługo Brazylia. Jeśli to się nie wyjaśni?
- Oj przestań. W sumie już się wyjaśniło – powiedział Igła, wzruszając ramionami.
- Twoim zdaniem to jest wyjaśnione? – spytał Bąkiewicz, podając butelkę pepsi Łomaczowi i usiadł przy laptopie, wchodząc na pierwszy lepszy portal informacyjny. – Dobrze wiesz, jaki teraz będzie szum wokół kadry. A najgorsze jest to, że ona nie jest niczemu winna.
- A Ty coś bardzo jej bronisz… - zauważył Żygadło, siadając przy przyjmującym i uśmiechając się swoimi kozimi ząbkami. 

_________________________________

To tak. Sprawa numer jeden: przyzwyczaiłyście się już zapewne, więc nawet nie przepraszam. To się chyba nie zmieni, nie jestem zbyt płodną autorką badziewia. 

Sprawa numer dwa: cytat "Dlaczego noc jest krótka, a dzień długi jak węgorz" pochodzi z ambitnej pieśni "Tylko hit na lato" zespołu V-Unit. Nie pytajcie skąd znam. Uprzedzam - Grechuta to to nie jest.
Pozdro, Maria xD.

I sprawa numer trzy: zostałam nominowana, po raz pierwszy już jakiś czas temu, do "Liebster Award". Nie ukrywam, że przy pierwszym powiadomieniu o nominacji niemalże się wzruszyłam :)). W każdym razie. Nominowały mnie: Wiktoria i Dominika z Siatkówka to coś co łączy , Madziula a z Bo marzenia się nie spełniają, sny zawsze kończą, wspomnienia wracają, Karolina z bloga Spełnienie marzeń oraz Bełchaters <świetny nick, nie powiem xD> z Maybe volleylove?. Za wszystkie nominacje bardzo dziękuję, to naprawdę przesympatyczne :). Moje odpowiedzi na wszystkie zadane przez was pytania i to, czym dręczyć będę swoje ofiary, znajdziecie w zakładce Liebster Award.

Ostatnia, czyli czwarta sprawa. Może to głupie, ale... Osobo podpisująca się jak M. Czy możesz odezwać się do mnie na gadu? To dla mnie dosyć ważne. Łudzę się, że jesteś kimś z przeszłości. Kimś bardzo istotnym. 3059600. 

Buziak. I do następnego.
Agu.
No i bez zmian zapraszam na fejsa

niedziela, 27 stycznia 2013

11. Jeśli już ktoś dziś puka w jej drzwi, to z całych sił tylko przeciąg. Przeciąg trzaska złudzeniami.


- To po meczu, tak?
- No tak, tylko to musi być niespodzianka – powiedział Mariusz kiwając głową.
Znał ją długo i świetnie pamiętał, że w dziś, w sobotę, są jej kolejne urodziny. Dokładnie dwadzieścia trzy lata temu przyszła na świat. Uśmiechnął się nieznacznie.
- Ale ona lubi takie kulturalne imprezy. Więc jakiś torcik, szampan i to wszystko – zastrzegł, a Ignaczak uniósł brew.
- Zaprosimy Matta – rzucił, śmiejąc się ciepło.

A ona? Siedziała właśnie w fotelu i patrzyła przed siebie. Żadna informacja nigdy jej tak nie rozbiła. W dzień swoich urodzin i debiutu w kadrze usłyszała słowa, których nigdy usłyszeć nie chciała.
- Zuzka, mogę? – spytał ciepło brunet, a ona uniosła oczy pełne łez i szybko odwróciła głowę ocierając je wierzchem dłoni. – Co jest? – spytał zmartwiony i podszedł bliżej, kładąc dłoń na jej plecach.
- Nic – szepnęła i spuściła wzrok.
Niewiele to jednak dało. Słysząc głośny szloch, Michał schował ją w ramionach i delikatnie głaskał jej drobne ciało, chcąc, aby się uspokoiła.
- Masz tremę? Będzie dobrze, Zuza. Zaufaj mi – powiedział Bąkiewicz, a ona pokręciła głową.
Widząc, że na razie niczego się nie dowie, wolał odpuścić. Usiadł wygodnie na łóżku i posadził ją obok siebie, obejmując nadal ramieniem. Oparła głowę na silnym torsie i bezsilnie patrzyła w ścianę, roniąc kolejne łzy na jego koszulkę. Czarne ślady opadające z jej oczu na materiał.
- Można wiedzieć zbyt dużo? – spytała cicho, unosząc głowę.
Przyjmujący delikatnie odgarnął jej włosy za ucho i ułożył drobne stopy na swoim udzie, lekko ja kołysząc.
- Myślę, ze nie. Że zawsze lepiej znać całą prawdę.
- Ale gdybym nie wiedziała chociażby o tym, że Michał mnie zdradził…
- Zdradził?- spytał chłopak zdziwiony i lekko zacisnął dłonie w pięści. – On cię zdradził?! – powtórzył, a ona lekko pokręciła głową.
- To nie jest istotne. Istotne jest to, ze to w mojej rodzinie najwyraźniej genetycznie uwarunkowane, że jesteśmy zdradzane. Nienawidzę was, jesteście bezduszni. Oddajemy wam całe życie, a wy w kółko tylko kłamiecie – mruknęła i ukryła twarz w dłoniach, a on wydobył ją z nich bardzo delikatnie i popatrzył w jej czerwone oczy.
- Co się wydarzyło – zapytał cicho.
- Rodzice się rozwodzą. Tata zdradzał mamę od trzech lat. A wiesz co jest najgorsze? Że ja byłam pewna, że to najszczęśliwsze małżeństwo na świecie. Żyłam złudzeniami– powiedziała cicho i rozpłakała się na dobre.
Westchnął głośno i posadził ją na swoich kolanach, delikatnie kołysząc. Nic nie dawało. Szloch roznosił się po pokoju coraz bardziej i bardziej, narastał i stawał się coraz głośniejszy. Zaczął głaskać długie, ciemne włosy i patrzył na drzwi. Jak można to zrobić takim kobietom, jak ona. Jak Kubiak mógł to zrobić?!
- Lepiej wiedzieć. Życie z kłamcą nie jest niczym dobrym – powiedział jej do ucha i wziął na ręce chodząc spokojnie po pokoju od okna do drzwi, dopóki płacz nie ustał, a ona nie spojrzała na niego dziwnie niewinnym spojrzeniem. Jak mała, zagubiona dziewczynka obserwująca starszego brata, który obronił ją właśnie przed kolegami z klasy.

- Czy aj dżast metju miał już trening? – spytał Krzysiek, chodząc z kamerą między chłopakami.
- Nie. Ale my mamy za kwadrans. A jej nie ma – rzucił Winiar, unosząc brew i zasznurował buty.
- Nowe? – spytał Krzysiek, kierując na nie obiektyw.
- A jak!
- Firmówki?
- A jaak! – rzucił z dumą Michał i wyszczerzył się tryumfalnie, prezentując obuwie.
Na halę wszedł Bąkiewicz. Jego dziwne zachowanie szybko przykuło uwagę kolegów. Siatkarz odłożył na stolik dużą reklamówkę i spojrzał na nich.
- Zuza zaraz będzie. Mamy się rozgrzewać – powiedział spokojnie, nieco zdziwiony drążącymi go spojrzeniami.
- Zuza będzie – powtórzył Ziomek, poruszając brwiami.
- Mamy się rozgrzewać – dodał Kosa, wykonując ten sam gest i wyszczerzyli się porozumiewawczo.
Kubiak lekko zacisnął zęby, wnikliwie obserwując Bąkiewicza. Szybko znalazł się przy nim, dotrzymując mu tempa w biegu. O czym gadali nie wiedział nikt. Rozmowa nie była jednak zbyt spokojną, o czym świadczyły zacięte miny obu panów.
- Skończy się na rękoczynach. A tymczasem, drodzy widzowie, jest i ona! Jasna gwiazda, która rozświetli nam drogę do zwycięstwa w el eśce. Zuzaaaaaaa Witkowskaaaaaaaa! – powiedział i skierował kamerę w jej stronę.
Widząc, jak dyskretnie spuszcza głowę i stara się odwrócić od obiektywu, wyłączył jednak nagrywanie i odłożył urządzenie na stół.
- Rozgrzewaj się – poprosiła spokojnie, a Ignaczak usiadł obok niej.
- Co jest? – spytał, bo jej zaczerwienione oczy nie wskazywały na żadne pozytywne wydarzenia.
- Nic Krzysiek. Rozgrzewaj się, proszę – powtórzyła, a on pokiwał głową i pobiegł na boisko.
Dała im jeszcze kwadrans, a później wstrzymała wszelkie ćwiczenia, zbierając ich wokół siebie.
- Chciałabym dopracować taktykę Chłopcy. Spróbujemy najpierw rozegrać parę akcji pierwszy skład na drugi, a później będę jeszcze zmieniać i testować – zapowiedziała i stanęła przy linii pierwszego z boisk. – W pierwszym składzie chciałabym zobaczyć najpierw Gumę, Igłę, Marcina i Piotrka. Na ataku Zbyszek, a na przyjęcie Kuraś i Winiar. Na drugie zapraszam Ziomka, Pawła, Grześka i Karola, atak Wlazły i Bąku z Kubiakiem. Na razie Na bok Rucy, Łomacz i Jarosz, wchodzicie na zagrywkę, będę mówiła kiedy. Później będziemy zmieniać. Gramy – powiedziała, podając piłkę do Kubiaka i odwróciła się, żeby tylko nie trafić na jego spojrzenie.

Trening nie należał do łatwych. Podejmowanie decyzji tego dnia, gdy czujesz, jak się marszczysz, ciało wiotczeje, cycki zaczynają opadać, a do tego Twoje życie rodzinne właśnie przestało istnieć, jest cholernie trudne. Przyznać trzeba jednak, ze stanęła na wysokości zadania. Gardini bardzo jej pomagał. Wiedziała, ze gdyby nie ten facet, nigdy by tego nie przetrwała. Ich wieczorne rozmowy dużo jej dawały. Napawał ją optymizmem i spokojem.

- Z dzisiejszych obserwacji wynika, że wieczorem w pierwszym składzie zobaczymy Ziomka, Igłę, Możdżona i Piotrka, Mariusza, a na przyjęciu Kurka i Kubiaka. Na rezerwie będą wtedy Guma, Grześ, Zbyszek, Bąku i Winiar. A na trybunach zasiądziecie wy, Chłopcy. Chcę jednak, żebyście wiedzieli, że tutaj nie ma nic na stałe. Nikt nie jest w pierwszy skład wmurowany. Liga Światowa daje nam ten komfort, że obiecuję, że zagracie wszyscy, bez wyjątków. Wiecie już jak grają Amerykanie, wczorajsze wieczorne spotkanie mam nadzieję nieco nam rozjaśniło sytuację. Zobaczymy, na co postawią dziś. Na pewno trzeba się nastawić na przyjęcie i szczelny blok, najlepiej aktywny. Pasywny z nimi nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo mają wtedy czas na ustawienie swojego, a Anderson ostatnio murował w rosyjskiej, Bartek coś o tym wie – powiedziała, uśmiechając się lekko.
- Czyli nadal Metju – roześmiał się Pit, a ona lekko zmrużyła oczy, patrząc na niego złowrogo.
- Proszę się uspokoić – powiedziała i zaczęła się śmiać, słysząc swój oficjalny ton. – A tak poza tym, to dziękuję za cukierki. Od kogokolwiek są.
- Pewnie od Matta – rzucił Kubiak z przekąsem, a Bartman uśmiechnął się lekko.
- Nie, bo karteczka w reklamówce po polsku. Częstujcie się – powiedziała jeszcze i przeszła między nimi z pełnym workiem słodyczy. – Zasłużyliście sobie. Jestem z was bardzo zadowolona. Jesteście świetnie przygotowani, Chłopcy. Musicie tylko robić swoje i pamiętać, że gramy u siebie. A jaka jest nasza publiczność?
- Najlepsza na świecie – powiedział pewnie Winiar, a ona kiwnęła głową, uśmiechając się do Niego lekko.
- A tak na przyszłość. Mieszanka Wedlowska jest pyszna, ale wolę Michałki. Papierki mniej szeleszczą i nie trzeba się dzielić – powiedziała i zaczęła się śmiać, patrząc na swoich chłopców.
Trening pozwolił jej się oderwać. Chociaż na chwilę zapomnieć o życiu, które chwilowo waliło jej się na głowę. A do tego on… Rozmowa podziałała jak terapia. Mogła się wypłakać i wygadać, a on słuchał i co jakiś czas dodawał coś od siebie. Jak dobrze było mieć w swojej ekipie kogoś tak ciepłego i przychylnego, kto podejdzie do Ciebie tak czysto po przyjacielsku, bez żadnych uprzedzeń.

Czysto po przyjacielsku nie oznacza chyba jednak z drugiej strony dziwnego ciepła, gdy trzymasz ją w ramionach. Usiadł na ławce w szatni i popatrzył na Winiara, który dziwnie się uśmiechał, klepiąc właśnie smsa.
- Co się szczerzysz? – spytał, trącając go łokciem.
- Nie Twój interes – rzucił przyjmujący, uśmiechając się szeroko  do kolegi z drużyny i wstał, owijając się ręcznikiem w pasie.
- To co misiu-pysiu? Prysznic? – spytał Kurek, wisząc przez ramię Jarosza.
- A iiidź! – mruknął Kuba i wytarł się zniesmaczony, patrząc na Ziomka.
- Bartuś, zaczekaj! – rzucił rozgrywający, łapiąc kumpla pod rękę i wszedł razem z nim do łazienki.
- Tylko po mydło się nie schylaj! – krzyknął za nim Winiar i wśród śmiechu kolegów wyszedł z szatni na korytarz, odbierając telefon.
- Po meczu. Tak. Myślę, że koło dwudziestej pierwszej. Hotelowa kręgielnia, ale na pewno wystarczy czekać pod budynkiem, pali papierosy więc razem wyjdą. Ale jasne, będzie materiał jak nic! – powiedział pewien i widząc nadchodzącą dziewczynę, szybko odłożył słuchawkę.
- To jakaś taktyka? Masz zamiar rozproszyć rywala golizną? – zaśmiała się Zuza, a on uśmiechnął się do niej.
Jak słodka była, gdy nieświadoma jutrzejszych nagłówków, starała się nawiązać z nim kontakt! Tryumfował, próbując uśpić jej i tak nikłą czujność. Bo przecież jak inteligencja znikoma, to i intuicji brak.
- Mam nadzieję, że Ciebie za bardzo nie rozproszę, bo nam się przydasz – powiedział poruszając brwiami i przepuścił ją w drzwiach do szatni.
- Nie patrzę – rzuciła, zasłaniając oczy dłonią i obserwując ich bacznie między palcami. – Chłopcy, tak jak mówiłam, na szesnastą jesteśmy już na hali, więc piętnasta trzydzieści zbiórka pod autobusem. Wszyscy, obowiązkowo. Oczywiście zwarci i gotowi do meczu, tego chyba nie muszę przypominać – powiedziała, lekko się uśmiechając, a oni grzecznie pokiwali głowami, stając przed nią półnago.
- Kocham tę robotę – rzuciła jeszcze tylko, obserwują męskie, umięśnione ciałka i zaczęła się śmiać, wychodząc szybko z przepełnionego testosteronem pomieszczenia.


_________________________________


Tadaaam! 
Jako świeżo upieczona siedemnastolatka mogę Was obdarować kolejnym rozdziałem. Czytać i mówić, co sądzicie. Konstruktywna krytyka mile widziana, bo weny brak, a może wy mnie jakoś natchniecie.
Jeszcze milej widziane pomysły na ciąg dalszy. 
Kreatywność jest teraz w cenie, Dziewczęta.

Odpowiadając na Wasze komentarze:
1) więcej siatkarzy - oczywiście, zawsze chętnie! Prawdą jest, że skupiłam się na kilku wybranych, ale postaram się to zmienić. 
2) telenoweli chciałam uniknąć, zaczynając to opowiadanie, ale wygląda na to, że inaczej nie umiem - zawsze musi mi wyjść romansidło, zawsze. A chciałabym się tego oduczyć. Jeśli ktoś prowadzi jakieś warsztaty z pisania nieprzesłodzonych, niemiłosnych historii, to ja bardzo chętnie.
3) spowodowanie nienawiści do Winiara nie jest moim celem, chociaż sama średnio za nim przepadam, to nie chcę nikogo nastawiać przeciw niemu, tylko żartowałam :P.
4) przepraszam, że tak Was zaniedbuję, ale wena przychodzi do mnie falami. W tej chwili odpływ. Dlatego liczę na pomysłowe wsparcie ^^.


A tak bardziej poza. Znacie jakieś piosenki o siedemnastolatkach? Będąc szesnastką, miałam swoją ukochaną Muzykę Końca Lata i ich "16 skończy w czerwcu", a teraz...

I jeszcze, a co mi szkodzi, ask autorki - MsPretensja. Serdecznie zapraszam :D.

A.

niedziela, 6 stycznia 2013

10. Ciało i rozum w permanentnej niezgodzie.


Nadal była nieco oszołomiona. Jej zielone oczy dziwnie krążyły po sali pełnej siatkarzy.
- Dzisiaj, moi drodzy, macie wolne. Jutro rano, o dziewiątej mamy siłownię, o dwunastej taktykę, czternasta obiad, a o szesnastej jedziemy na halę. Obejrzymy mecz Kanady z Brazylią i zagramy swój. Liczę na pełne zaangażowanie. Spotkanie ze Stanami może być naprawdę istotne. Z resztą, w Lidze każde spotkanie będzie ważne.
- Nie tak ważne, jak jej spotkania z Andersonem – rzucił Winiarski do Wlazłego, a Mariusz spojrzał na Niego zdziwiony.
- Jeśli szukasz kogokolwiek, kto ma ochotę ją krytykować, to nie tutaj. Przecież wiesz – powiedział atakujący do przyjaciela, a Winiar zacisnął zęby.
Ona, ignorując szmer dochodzący z drugiego rzędu, dokończyła wypowiedź i uśmiechnęła się do chłopaków.
- Pamiętajcie – Naszym celem jest wygranie wszystkich spotkań w grupie, bo Brazylia będzie mocno naciskała – podkreśliła na koniec i otworzyła drzwi. – Do wieczora.
Siatkarze szybko się z nią pożegnali i zniknęli. Jeden z Nich wolał jednak zostać. Propozycja, jaką miał zamiar jej złożyć w zasadzie nie przechodziła mu przez gardło. Zuza spojrzała w górę, szukając w jego oczach jakiejś wskazówki.
- Masz ochotę na spacer? – wydukał wreszcie Kubiak, a ona spojrzała na niego wielkimi oczami.
- Jasne – odparła podświadomie, nie wiedząc właściwie dlaczego się zgadza.
Chłopak niewiele myśląc zaoferował jej swoje ramię. Minęła go jednak, zerkając w stronę schodów.
- Wezmę tylko telefon i okulary, zaraz wrócę – powiedziała niespokojnie i pognała na górę.
- Słuchaj, myślę, że ona się cieszy z takiego obrotu sprawy – stwierdził Zbyszek, który nagle znalazł się przy przyjacielu.
- Ja tam nie wiem.
- Stary. Trzymaj łapy przy sobie i jakoś to będzie. Ja wiem, że w takich chwilach, to rozum nie zawsze zgadza się z ciałem, bo sukienka krótka, ale wytrzymaj. Jak dobrze pójdzie, to nie będziesz długo czekał. 
- Bartman. Spierdalaj, dziękuję bardzo – powiedział zwyczajowo i pokręcił głową, widząc schodzącą po schodach Zuzę.
- Błyskotka – rzucił Zbyszek z szerokim uśmiechem i uszczypnął ją w pośladek, gdy tylko zjawiła się obok.
- Łapska – warknęła mało uprzejmie.
- Nie bądź taka oporna, lecisz na mnie jak wszystkie – stwierdził atakujący i poruszył brwiami, znikając jednak szybko z pola widzenia.

Spacer był dość długi. Chodzili wokół stawu znajdującego się w centrum parku. Rozmowa na początku niezbyt się kleiła. Szybko jednak złapali wspólny język. Przez moment było nawet jak kiedyś.
- Wolałam, jak śpiewałeś o baranku.
- Niee! Nie zmusisz mnie do tego. Nie w miejscu publicznym – zaśmiał się, siadając na schodach, prowadzących do wody.
- Boję się tu z Tobą siedzieć. Miewasz głupie pomysły – powiedziała szczerze, patrząc na niego zza ciemnych okularów.
- Nie wrzucę Cię. Siadaj – powiedział, lekko się uśmiechając i zrobił jej więcej miejsca. – Zmieścisz swoją wielką dupę?
- Zawsze wiedziałam, że masz mnie za grubą.
- Zawsze lubiłem Twoje okazałe pośladki – powiedział poruszając brwiami. – Klepać – dodał szybko, powodując, że jej blada twarz pokryła się rumieńcem.
Zaśmiał się, obserwując ją uważnie.
- No zaśpiewaj – zaczęła naciskać.
- Zuza.
- Proszę – powiedziała tak słodko, ze nie był w stanie jej odmówić.
- Jak dobrze być barankiem – zaczął niepewnie.
Widząc jednak aprobatę dziewczyny i jej uśmiech, kontynuował wiele śmielej. Jak bardzo lubił sprawiać jej przyjemność. Za uśmiech na jej twarzy był w stanie oddać wszystko.
- I wstawać wczesnym rankiem. Wybiegać na polankę i śpiewać sobiee tak! Bee, beee, beeee, kopytka niosą mniee! – wyśpiewał głośno becząc.
Śmiała się głośno, widząc miny przechodniów i słysząc jego głos w ulubionej piosence.
- A może coś jeszcze? – powiedziała, gdy wreszcie się uspokoiła.
- Nie ma mowy. Nie! Nie namówisz mnie – dodawał szybko, widząc jej błagalne spojrzenie.
- No dooobra – powiedziała, bawiąc się brzegiem sukienki jak mała, obrażona dziewczynka.
Nie mógł pozostać obojętny. Nigdy nie pozostawał. Nachylił się nad jej uchem i zaczął cicho nucić.
- Lubiła tańczyć. Pełna radości tak, ciągle goniła wiaatr.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując jak opiera się za nią, obejmując ją nieznacznie ramieniem. Przymknęła powoli oczy.
- Zuziu, wiesz czym jest miłość? – zapytał nagle, a ona otworzyła oczy.
No czym. Czym właściwie ona jest. Tak nieuchwytna i abstrakcyjna, niekonkretna. Inna dla każdego.
- Sama nie wiem, czy wiem. Kiedyś myślałam, że tak, ale teraz… – powiedziała cicho i spojrzała w niebo.
- Aaa – mruknął tylko i spojrzał przed siebie.
- Wydaje mi się, że miłość to pomoc. Bezinteresowne wyciąganie ręki i docenienie tej wyciągniętej. Korzystanie ze wsparcia, które daje nam druga osoba. Wierność, cierpliwość i wzajemna akceptacja. Przyjmowanie drugiej osoby ze wszystkimi zaletami i Adami, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale co ja tam mogę wiedzieć…
- Czyli ja Cię kocham – powiedział nagle Kubiak, po krótkiej chwili milczenia.
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Michał – szepnęła cicho, a chłopak spuścił wzrok.
- Jest późno, zaraz obiad. Musimy chyba wracać – powiedział nerwowo i podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie.
- Chyba tak – przyznała, wstając przy nim i kierując się w milczeniu w stronę ośrodka.

- A gdzie nasz gwiazda? – spytał złośliwie Michał, wchodząc do pokoju Kurka.
- W dupie. Nie bądź złośliwy – rzucił Bąkiewicz, stając w obronie pani trener.
- Kolejny zakochany. Co ona ma takiego, że wszystkich Was owinęła wokół palca? Jesteście tacy naiwni – zaśmiał się teatralnie Winiar, a Bartek wyłączył grę, zerkając na niego.
- Czemu jesteś taki cięty.
- Bo lubię – odpowiedział szybko Winiar i poczochrał włosy Bartka. – Milcz Bambino, kiedy dorośli rozmawiają – dodał, siadając przy nim.
- Partyjka? – spytał Bąku, tasując karty.
- Zawsze – odparł miło Winiarski i klepnął Bartka w ramię. – Żartowałem. Trochę luzu.
- Ja jestem luźny. Bardzo luźny. Jestem taki luźny – chcąc zademonstrować, wstał z łóżka i zaczął biegać po pokoju, wymachując łapami.
Chłopcy zaczęli się śmiać, a Jarosz, na swoje nieszczęście, wchodząc do pokoju i gadając z żoną przez telefon, nie zauważył podrygów przyjaciela. Zmasakrowany długimi, silnymi kończynami upuścił telefon i skrzywił się koszmarnie.
- Nosz kurwa mać, Kurek, do jasnej anieli, czy Ty jesteś chory?! – zapytał wściekły i podniósł komórkę z ziemi.
- Winiar mi zarzuca, że sztywny, Ty że chory. Walcie się wszyscy – powiedział obrażony przyjmujący i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Na korytarzu wpadł na Zuzię, która właśnie wróciła. Uśmiechnięta dziewczyna zrobiła na nim dobre wrażenie. W ogóle, wydawała mu się być całkiem w porządku. Nie rozumiał antypatii kumpla, a tym bardziej ich nie podzielał.
- Mała, idziemy na obiad?
- Tylko zmienię buty, bo mnie obtarły – powiedziała, wchodząc razem z Kurkiem do swojego królestwa.
- Nasza Kruszyna numer dwa, czyli Pani Trener. Uśmiechnij się proszę – powiedział Krzyś, wchodząc z kamerą do pokoju.
Wyszczerzyła się do niego ciepło, zakładając na stopy wygodne baleriny.
- Najczystszy pokój – rzucił Bartek, śmiejąc się.
- A u Bąkiewicza byłeś? – spytała zdziwiona, podważając jego zdanie.
- A Ty często tam bywasz? – zapytał Krzysiek, trącając ją palcem w bok i poruszając brwiami.
- Igła – warknęła tylko, kręcąc lekko głową i w doborowym towarzystwie dotarła do restauracji.

Wspólne posiłki z reprezentacją Polski okazały się być dla niego nie lada wyzwaniem. Długie spojrzenia posyłane w jej kierunku nie umknęły jednak uwadze Russella,  który głośno się roześmiał.
- Stygnie Ci zupa – zauważył, a Matt spojrzał w talerz, przenosząc szybko wzrok na roześmianego Holmesa.
- Zajmij się swoją – odparł nieco urażony i wbił oczy już wyłącznie w łyżkę, starając się nie rozpraszać.

Pogrążona w myślach o Kubiaku i nagłym przypływie szczerości, obserwowała cały czas amerykańskiego przyjmującego. Ideał, który siedział właśnie w drugim kącie sali, całkowicie zaprzątnął jej myśli, szybko wypychając z nich byłego kochanka.
- I co tam Mała? Smakuje? – spytał Krzysiek, który krążył właśnie po stołówce.
Pod wrażeniem słów wypowiedzianych przez libero tuż przy uchu, upuściła łyżkę prosto w barszcz, zachlapując przy tym zarówno swoją sukienkę, jak i białą koszulkę Gardiniego.
- Przepraszam – powiedziała szybko i zaczęła wycierać współpracownika.
Ignaczak, uwieczniając wszystko na taśmie, śmiał się głośno.
- Coo? Aj dżast METJU? – zapytał, akcentując ostatni wyraz.
Siatkarze zaczęli się głośno śmiać. Ona też, nie mogąc się powstrzymać od takiej reakcji, spuściła wzrok i roześmiała się, czując jak rumienią się jej policzki. Kolejny raz dziś.
- Metju Anderson. End dis is krejzii! – dodał jeszcze Igła i poklepał ją po ramieniu, podchodząc do Łomacza.

_____________________________________

Nie będzie marudzenia, że za długo musiałyście czekać? :D
W przypływie weny. Wątpię, żeby to stało się normą.
Buziaczek.
A.

9. Dziś jest tylko jedna taka szansa na sto.


Dni mijały szybko, a godziny treningów przeciekały niczym przez palce. Pierwszy mecz z Amerykanami nie miał należeć do łatwych. Zabawa zaczęła się jednak już w momencie, gdy rywale dotarli do hotelu w Łodzi. Od chwili przekroczenia progu, Matt zaczął się nerwowo rozglądać.
- Może dyskretniej? – spytał po angielsku Holmes i zaczął się śmiać, klepiąc kumpla p plecach.
- Alekno kazał znaleźć żonę, więc szuka – odparł Lotman i poklepał młodszego kolegę po plecach.
- Szukam kumpla. Graliśmy razem, a on jest z Polski i gra w reprezentacji.
- I nawet ze mną w klubie – zauważył Holmes i zaśmiał się, widząc kompletną dezorientację i rozbicie Andresona.
Kubiak wypadł właśnie zza rogu i z radosnym okrzykiem powitał dawnego przyjaciela. Gdy dotarł do Stanów, to właśnie Matt wspierał go najbardziej. Z racji wspólnych lekcji i gry w jednej drużynie bardzo zbliżyli się do siebie. Teraz kontakt nieco się rozluźnił, ze względu na odległość dzielącą ich i kariery, które toczyły się zupełnie odmiennymi drogami. Jeśli jednak mieli okazję, bardzo chętnie spędzali ze sobą mnóstwo czasu, popijając piwo i grając w wyścigi, jak za dawnych lat.
- Stary – zaśmiał się Kubiak, klepiąc Matta po plecach i spojrzał na jego bagaże. – To idziemy na miasto?
- Na razie, to ja idę do łóżka – odparł zmęczony podróżą Amerykanin, uśmiechając się do dawno niewidzianego przyjaciela.
- Sam? – roześmiał się Michał, nie uzyskując jednak odpowiedzi.
Matt patrzył gdzieś daleko przed siebie, wyraźnie zafascynowany obiektem swojego spojrzenia. Przechodziła właśnie korytarzem w zwiewnej sukience, ze słodkim, malinowym uśmiechem na twarzy, a rzucając okiem to tu, to tam, nie zauważyła nawet, że przeciwnicy dotarli wreszcie na miejsce.
- Z nią – stwierdził cicho Amerykanin, obserwując ją bez przerwy, a Kubiak podążył za jego spojrzeniem.
Zaciśnięte szczęki Polaka świadczyły tylko o frustracji, jaką wywołała uwaga przykuta przez dziewczynę. Matt spoglądał na nią dziwnie oczarowany, a Michał czuł narastającą złość. Dlaczego? Przecież wcale jej już nie kochał. Jego obojętność przybrała jednak właśnie bardzo dziwną postać syndromu psa ogrodnika.
- To nasza trenerka – powiedział takim tonem, jakby miało to zniechęcić Amerykanina, swoim nienagannym angielskim.
- Śliczna – odparł Matt, bardziej chyba jednak do siebie.
- To jest Zuza. Moja była dziewczyna.
- Okej. Zostawiam – powiedział Anderson nieco zawiedziony i ostatni raz spojrzał za kobietą, która po raz kolejny przemknęła długim holem, dopadając tym razem ich trenera.

- Dzień dobry. Witamy w Polsce – powiedziała radośnie, całując oba policzki trenera Amerykanów.
Knipe uśmiechnął się ciepło i objął ją ramieniem, przyglądając jej się uważnie.
- Piękna następczyni. Alan Knipe, miło mi.
- Mnie również, Zuzanna Rakowska.
Uroczy uśmiech brunetki zrobił bardzo pozytywne wrażenie na mężczyźnie. Była czarująca, ale czy nadawała się na trenera? Teraz w ogóle się nad tym nie zastanawiał. Dziewczyna poprawiła nerwowo włosy i spojrzała w stronę hotelowej restauracji.
- Obiad jest o trzeciej, więc macie jeszcze dużo czasu, aby odpocząć – powiedziała dość płynnie, chociaż sprawniej posługiwała się chyba rosyjskim.
- Dziękuję – odpowiedział mężczyzna obdarzając ją kolejnym uśmiechem.
- Życzę udanego pobytu.
- Zwycięskiego – poprawił ją Knipe, a ona roześmiała się w głos.
- Nie. Raczej nie – odparła ciepło i zniknęła w hotelowej windzie, uciekając z pola widzenia przystojnego bruneta.

Siedział właśnie na łóżku, gdy weszła do jego pokoju. Uśmiech mimowolnie pojawił się na jego twarzy. Była taka pocieszna, gdy kolejny raz potykała się o próg i klęła siarczyście, zerkając wreszcie w jego czekoladowe oczy.
- Co czytasz? – spytała, siadając na brzegu materaca.
- Gazetę – odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Konkretniej?
- Ciekawą gazetę – zaśmiał się, drocząc się z nią.
- Bąkiewicz – warknęła tylko i usiadła wygodnie obok niego, patrząc w drobne literki.
Przez ostatnie tygodnie spędzili ze sobą dużo czasu. Zdecydowanie się do siebie zbliżyli. Z resztą, jak wszyscy koledzy, poznawał ją coraz lepiej i dostrzegał coraz więcej zalet posiadania szefowej, a nie szefa. Zuza była bardzo elastyczna. Trzymała dyscyplinę, często chodząc jednak na ustępstwa dla dobra swoich kochanych chłopców. Poza tym była bardzo zabawna i dbała o to, żeby wyglądali jak ludzie. Najważniejszym był jednak jej profesjonalizm. Gdy zaczynała pracę, nikt z nich nie spodziewał się, że jest w tym aż tak dobra. A ona każdego dnia udowadniała, że nauki pobierane u Andrei nie poszły na marne. Piątkowy mecz z Amerykanami miał być ostatecznym sprawdzianem, czy nowa gwiazda, bo bez wątpienia nią właśnie była, o czym świadczyło chociażby wielkie zainteresowanie mediów, daje sobie radę na tak odpowiedzialnym stanowisku.
Wracając jednak do szumu, jaki się wokół niej zrobił. Wydaje się, że głównym tematem dotyczącym Zuzy były podejrzenia kolejnych romansów. Ja i chłopaków jedynie to bawiło, prezes Przedpełski, zaniepokojony jednak takimi doniesieniami, szybko skontrolował sytuację w drużynie narodowej. Chłopcy zachwycali się nią w wywiadach i na facebooku, a redaktorki Ciach szczerze nienawidziły, obsmarowując ją i podkreślając brak sympatii przy każdej nadarzającej się okazji.
Pozostańmy przy Bąkiewiczu. Siedząc obok niej, uśmiechał się bez przerwy i złośliwie przywracał strony, gdy tylko zainteresowała się jakimś fragmentem tekstu.
- Michał – mruknęła obrażona i zmarszczyła brwi, wywołując tym śmiech bruneta.
- Będziesz brzydka i pomarszczona, jeśli nie przestaniesz – ostrzegł.
- Tak jak Ty – powiedziała ze współczuciem w głosie, a on spojrzał na nią zdziwiony.
- Ty mała Wredoto! – odparł oburzony.
Radosny śmiech rozniósł się po korytarzu, bo właśnie wyszła z pokoju czekoladowookiego, uciekając przed poduszką lecącą w swoją stronę. Przez nieuwagę wpadła jednak na kogoś, a odbijając się od silnego torsu wylądowała na twardej ścianie. Poczuła jednak mocny uścisk na nadgarstku, który w ostatniej chwili uratował ją przed bolesnym runięciem na ziemię.
- Przepraszam – usłyszała przerażony, amerykański akcent.
Powoli unosząc głowę, odzyskała równowagę i zamilkła, przyglądając się wybawcy. Jeden z cudów świata właśnie stał przed nią, uparcie trzymają dłonie na nadgarstkach. Matt Anderson we własnej osobie uratował właśnie jej niewiele warte, marne życie i uśmiechnął się tak, że znów straciła równowagę. Jego idealnie białe ząbki błysnęły jej po oczach, a spojrzenie wbite w nią wywołało nagłą potrzebę obejrzenia własnych butów.
- To ja przepraszam – powiedziała po polsku.
Chłopak uśmiechnął się tylko, kompletnie nic nie rozumiejąc. Ona za to szybko złapała brak reakcji.
- Przepraszam – powtórzyła po angielsku i delikatnie wysunęła ręce z jego silnych uścisków.
Sytuacja mogłaby w gruncie rzeczy uchodzić nawet za odrobinę romantyczną, gdyby nie fakt, iż cały wypadek obserwowały trzecie baczne, męskie, nieźle teraz zdenerwowane spojrzenia. Pierwsze z nich należało do Michała „Nie zależy mi” Kubiaka, a drugie, do gnijącego na łóżku Michała „To tylko szefowa” Bąkiewicza. Trzecie jednak było chyba najgroźniejsze. Michał „To doskonała sytuacja, żeby Cię udupić” Winiarski, planował właśnie jak obrócić to przeciwko Zuzie. Najlepszym sposobem wydawało się przecież rozkochanie ich w sobie do szaleństwa, przegranie meczu z Amerykanami i udowodnienie całemu światu, ze dziewczyna jest zdrajczynią. Amerykańskim szpiegiem w polskiej ekipie. Przyjmujący zaśmiał się tylko, myśląc o swym szatańskim planie i zniknął niezauważony przez parę, która wciąż stała na korytarzu, milcząc.


______________________________________

Nocą lepiej się tworzy. Mimo narzekań Bartków na stukanie w klawiaturę.
Do następnego. 

A.

niedziela, 9 grudnia 2012

7. I już się modlę do spadających gwiazd. Bo mi brakuje ciepła twych rozchylonych warg.


- Oficjalną część uważam za zakończoną. Życzę miłej zabawy! – powiedział Kurzajewski i uśmiechnął się jak zwykle bardzo czarująco, schodząc ze sceny.
Wszyscy przeszli powoli do drugiej sali, nieco chyba nawet większej. Uśmiechnęła się tylko, widząc piękny wystrój. Nieco elegancki, jednak luźniejszy, niż w poprzednim pomieszczeniu. Poczuła czyjąś dłoń na swojej. Szybko odwróciła się w stronę nieznajomej w jej mniemaniu osoby.
- Należy mi się pierwszy taniec – powiedział Andrea z uśmiechem i objął ją w pasie.
Zaśmiała się tylko ciepło. Poczuła, że to będzie dobra noc. Że wreszcie odpocznie. Że będą się świetnie bawić. Razem. Pierwszą piosenką jaką usłyszeli zgromadzeni było „Something stupid”. Parkiet zapełnił się parami, delikatnie przechodzącymi z nogi na nogę. Andrea delikatnie ją prowadził, uśmiechając się jednocześnie. Jego żona tańczyła tuż obok, z Gardinim, a Zuza, trzymając dłoń na ramieniu poprzednika i mentora, rozglądała się dyskretnie po sali.

- Jak się bawicie? – zapytał Kurek, podchodząc ze swoją dziewczyną do Winiarskich.
Michał zacisnął tylko lekko zęby.
- A dobrze. Ta Zuza wydaje się taka ciepła i miła. Jak Wam się z nią pracuje? – spytała Dagmara, patrząc na przyjmujących.
- Źle – uciął jej mąż i poszedł po drinka.
Kuraś tylko przewrócił oczami i uśmiechnął się do Winiarskiej.
- Spoko. Wiesz, trzy dni to niewiele, ale widać, że jest solidna, pracowita i kompetentna.
- I ładna – burknęła Agata, a Bartek zaczął się śmiać.
- Piękna. Naprawdę. A najładniej wygląda jak wychodzi wieczorem z pokoju, w samej koszulce.
- Kurek – warknęła jego partnerka.
- Takiej krótkiej, koronkowej.
- Zaraz Cię pobiję – zagroziła dziewczyna, a przyjmujący zaczął się śmiać, wpijając czule w jej usta.
- Głupia jesteś – mruknął, patrząc jej w oczy.
- Milusio – rzuciła Zuza, podchodząc do nich właśnie.
- O. Miło, że przyszłaś. To jest Dagmara, Winiara, a to Aga, moja.
- Dagmara Winiara? – zaśmiała się, słysząc rymy Kurasia i podała dłoń kobietom. – Zuza. Bardzo miło mi Was poznać – uśmiechnęła się ciepło.
- Mała, tańczysz?
- Jaasne. Tańczę, haftuję, krawaty wiążę i usuwam ciąże – rzuciła, śmiejąc się i wzięła od Możdżonka szklankę, którą jej podał.
- To Hania. Hania, to Zuza.
- Cześć – powiedziała ciepło towarzyszka Marcina i uścisnęła delikatnie dłoń brunetki.
- Po każ cycki. Pokaż cycki, poo każ cycki, pokaż cycki – Bąkiewicz właśnie stanął za nią, nucąc pod nosem.
- Ale że tu? Tak przy wszystkich? – spytała, odwracając się do niego.
- A co, wstydzisz się?
- No pewnie.
- A nie powinnaś – powiedział ktoś siedzący przy barze obok nich.
Spojrzała w prawo i zmarszczyła brwi. Szczęsny. Wojciech Szczęsny. Naprawdę? Już chciała krzyknąć „Och, miałam Cię tego lata!”. Na puszce oczywiście.
- Ej, to moja Pani Trener. Znajdź sobie swoją – mruknął Bąkiewicz i objął ją ramieniem w pasie, odwracając się tyłem do bramkarza.
Ogarnął ją niepohamowany śmiech. Spojrzała na przyjmującego rozbawiona całą sytuacją i pokręciła głową.
- Ty coś piłeś.
- A skąd.
- Naprawdę.
- No nie, Zuza – zaśmiał się Michał i chuchnął jej w twarz. – Mięta – wyszczerzył się, a ona oparła się o bar, śmiejąc się jeszcze głośniej.
- Zatańczysz? – spytał piłkarz, nadal nie ustępując.
- Powiedziałem coś na temat tej Pani – zauważył przyjmujący i uniósł nerwowo brew.
- Stary, wyluzuj. Pani jest dorosła, potrafi mówić i może dopuścisz ją do głosu.
- Ale może ona nie chce z Tobą rozmawiać?
- A może chce?
- A może nie? – spytała Zuzia, odwracając głowę w stronę Wojtka.
Mężczyzna zamilkł, a ona uśmiechnęła się słodko i wróciła do rozmowy z Pauliną, która właśnie zeszła z parkietu wraz z Mariuszem.

- Ju dont noooo oooł. Ju dont noł ju biudyfol! – wykrzyczał jej nad uchem Kuraś, który z Jaroszem bardzo hucznie świętował zdobycie tytułu drużyny roku.
Zaśmiała się patrząc na nich i usiadła wygodnie na krześle, patrząc na Michała.
- Ładnie się śmiejesz – rzucił czekoladowooki i poruszył brwiami.
- To podryw?
- Nie. Prawda – wyszczerzył się, znów wywołując jej śmiech.
- Słodziutki jesteś – przyznała, patrząc na krawat siatkarza, który nieco się przesunął.
Poprawiła go troskliwie i popatrzyła w oczy przyjmującego. Uśmiechnięte, błyszczące, ciepłe oczęta wyraźnie świdrowały ją spojrzeniem od dłuższej chwili. Szybko uciekła wzrokiem, zerkając na Jarosza siadającego przy niej.
- Cześć Zuziu – powiedział płomiennowłosy, obejmując ją ramieniem.
- Cześć Kubusiu – odpowiedziała z uśmiechem, czując że z drugiej strony, między nią a Michała wpycha się z krzesłem Bartek.
Ich partnerki poszły akurat do łazienki, mieli więc moment, żeby zainteresować się panią trener.
- Jak się bawicie? – spytał znów Bartek, poruszając brwiami.
Bąku tylko lekko się uśmiechnął, popijając wino. Ona za to obserwowała Kubiaka i jego Kasię, którzy podążali w stronę ich stołu.
- Cześć – rzucił Michał, siadając obok niej.
Może to był dobry moment na zażegnanie konfliktu? Może właśnie teraz powinni się pogodzić? Przez głowę przemykało jej właśnie tysiące myśli, a przyjmujący popatrzył na nią tak grzecznie, ulegle, niemalże przepraszająco.
- Hej – odparła cicho i uniosła wzrok na jego oczy.
Dawno nie przyglądała im się tak wnikliwie. On zaś widząc jej spojrzenie, uśmiechnął się i wskazał jej swoją towarzyszkę.
- To jest Kasia, moja nowa, najpiękniejsza na świecie, dobra przyjaciółka – powiedział, psując tymi słowami wszystko.
Co chciał osiągnąć? Na pewno chciał wzbudzić zazdrość. I doskonale mu to wyszło.
- Dobra przyjaciółka.
- Moja dziewczyna.
- Będę Cię kochał do końca świata – mruknęła, patrząc na chłopaka.
- To Ty nie chciałaś dłużej ze mną być.
- To Ty uciekłeś.
- Daj już spokój.
- Bo co?! – spytała wściekła.
Siedzący przy stole bacznie obserwowali parę byłych kochanków, przysłuchując się mało spokojnej wymianie zdań. Nie mając zamiaru dłużej znosić jego podłej obecności, zerwała się od stołu i wyszła przed hotel, w którym odbywało się przyjęcie. Do wszystkich właśnie dotarło. Zuza i Michał. Oni. Kiedyś. Razem.

- Daliście pokaz, nie ma co – zaczął Bartman, który siedział obok Bąkiewicza.
- Spierdalaj. Dziękuję bardzo – powiedział Kubiak i oparł głowę na dłoni.
Po całej awanturze Kasia się rozpłynęła, a Zuza jak zniknęła, tak nie wróciła. Gdzie była? Odpowiedź była łatwiejsza, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Siedziała właśnie na murku przed hotelem, wypalając kolejnego długiego, babskiego papierosa. Znalazł ją Łomacz. Dawno niewidziany w kadrze rozgrywający przysiadł obok i uśmiechnął się ciepło.
- Cześć – zaczął.
- Ty też to widziałeś- stwierdziła cicho, wypuszczając chmurę dymu z płuc.
- Widziałem. I nawet mam pewne swoje zdanie na ten temat.
- Jakie? – spytała.
Skoro już zaczął, to niech dokończy – pomyślała przez moment. Po chwili jednak bardzo tego żałowała.
- Kochacie się jeszcze.
- Błagam – mruknęła, wywracając oczami.
- Jemu musi strasznie zależeć.
- Co to za brednie?! – krzyknęła, rzucając zapalniczką o bruk.
Popatrzył na nią, wstając z miejsca.
- Przemyśl to lepiej. Może Wam się coś uda – powiedział, podając jej dłoń. – A teraz chodź. Zatańczymy.
- Zguba się znalazła – zakomunikował sms’em Wlazłemu i wkroczył z nią na parkiet.
Mariusz nieco spokojniej dopił swojego drinka. Siedział właśnie z Winiarskimi w żoną przy stoliku na uboczu i obserwował tłum bawiących się ludzi.
- Może porozmawiaj z Kubiakiem – podpowiedziała Paulina, delikatnie głaszcząc ramię męża drobną dłonią.
- Są dorośli. Poza tym, po tym co jej zrobił nie zasługuje na żadną pomoc – uśmiechnął się gorzko Szampon i dopił trunek, biorąc żonę w ramiona. – Idziemy podbić parkiet.
- Suń Maseraku! – rzucił Winiar przez śmiech, wskazując przyjacielowi drogę dłonią i pokręcił głową, widząc chodzące już biodra Mariusza.

Zabawa trwała do białego rana. Nieliczni zwinęli się szybciej, nie mając już nastroju na dalsze tańce. Ona jednak została, obtańcowywana przez kolejnych swoich zawodników. Nie tańczyła w sumie tylko z jednym. Zajadły spór z Winiarskim nie pozwolił mu złapać jej za dłoń i poprowadzić w rytm skocznej melodii. Kolejny dzień nie zapowiadał się różowo. Szczególnie dla tych, którzy więcej wypili. A ona sama? Niemal trzeźwa odprowadzała właśnie Bąkiewicza do hotelu.
- Zuzanko, moja Zuzanko – powiedział wcięty przyjmujący, gdy siedział jeszcze przy stole.
- Słucham? – spytała, uśmiechając się ciepło.
- Milczysz, Niewiasto piękna jak poranna jutrzenka.
Michał zaczął mickiewiczować, wywołując u niej niemały śmiech.
- Miś, wszystko dobrze? – spytała szczerze rozbawiona.
- Jak najbardziej – odparł, poruszając brwiami.
- Zbieramy się – zdecydowała nagle wstając od stołu.
Było już późno, a lepiej było wrócić, zanim alkohol wejdzie Michałowi w nogi. Wtedy już na pewno go nie odholuje.
- Zuzanko, ale dlaczego już? – spytał zdziwiony przyjmujący.
Stanęła za nim z płaszczem i pomogła mu Go na siebie włożyć. Stanął przed nią i delikatnie nachylił się nad jej ciałem, uśmiechając się bez przerwy. Rozbawiony jej powagą, zajrzał głęboko w jej zielone oczy.
- Daj buzi – zaproponował, poruszając brwiami.
- Jesteś pijany – zaśmiała się głaszcząc jego policzek.
- O nie, moja Panno! – powiedział, unosząc dłoń w teatralnym geście.
I zaczął mickiewiczować już w pełni. Konkretnie – Panem Tadeuszem.
- Na obelgę śmiertelną dla uszu szlachcica, której żaden nigdy nie słyszał Soplica, zadrżał Tadeusz, twarz mu pobladła jak trupia, usta przyciąwszy, nogą tupnąwszy, rzekł: GŁUPIA! – powiedział pewnie i zadarł wysoko głowę, powodując u niej niepohamowany śmiech.
- Chodź – poprosiła, nie mając już siły.
Popatrzył w jej maślane oczy. Śmiały się, a wraz z nimi jej usta, policzki, cała twarz i cały świat.
- A buzi dasz? – zapytał znów.
- Michał!
- Bo inaczej będę musiał Cię. Ekhem. Spałować – powiedział, poruszając brwiami.
Zaczęła się znów śmiać, łapiąc w lot aluzję Chłopaka.
- Ja Ci dam spałować – powiedziała, nie mogąc się już uspokoić.
Michał złapał ją za to w pasie i popatrzył głęboko w oczy.
- Zuziu, piękna. Tutaj – powiedział, wskazując palcem swoje wargi.
Pogłaskała je tylko opuszkiem palców, kręcąc głową i wreszcie upchnęła siatkarza do taksówki, wracając do hotelu. Tam nie musiała się z nim użerać aż tak długo. Gdy tylko weszli do jego pokoju, zasnął jak dziecko, a ona wróciła do siebie z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie widziała nikogo równie słodkiego.

______________________

Patrzę na to ile dziś ode mnie dostajecie i... Hm. To na Mikołajki :D Nie dziękujcie. 
Kolejny może niedługo, bo skończyłam wreszcie pracę językową na konkurs i mogę poszaleć.
Buziak.
A.

Zapraszam na fejsa, kto jeszcze nie zaglądał.

sobota, 1 grudnia 2012

6. Chore serce otwieram. Bez znieczulenia.


- Powinieneś z nią pogadać.
- Już to zrobiłem – odpowiedział, grając na konsoli.
- Kubiak, odłóż to pudło i porozmawiaj ze mną.
- Przecież rozmawiam.
Zbyszek podszedł do przyjaciela i siłą zabrał mu grę.
- Dzięki, kurwa, właśnie biłem rekord – warknął przez zęby.
- Pobijesz rekord głupoty, jeśli nic z tym nie zrobisz.
- Nie wiem, jesteś jakiś niedorobiony? Ona mnie nie chce! Ja z resztą nie mam zamiaru nic z tym robić.
- Tyle zauważyłem. Jesteś palantem i tyle – rzucił Bartman i wyszedł z pokoju, odkładając konsolę na stół.
Wstał i głośno zatrzasnął za nim drzwi. Nienawidził, kiedy ktoś ingerował w nieswoje sprawy. Złapał znów konsolę i wyłączył ją, siadając na ziemi. Głowa schowana w dłoniach zawsze mówiła jej, że coś się dzieje, coś jest nie tak. Tak samo byłoby teraz. Gdyby tylko tu była… Gdyby jej delikatne, czułe dłonie dotknęły jego karku, skroni. Ona mogłaby to wszystko odmienić. Mogłaby przywrócić jego życie na właściwe tory. I gdyby wiedziała, w jakim jest stanie, może by to zrobiła.

Dwa dni treningów. Nic się nie zmieniało. Podejście chłopaków nadal pozostawiało wiele do życzenia. Dystans, jaki wytworzyli, doskwierał im samym, a co dopiero jej. Usiadła wygodnie przed lustrem z kosmetyczką. Dłuższą chwilę zastanawiała się, co z makijażem. To nie było wcale takie proste. Pierwszy bal sportowca w jej życiu był wielkim wydarzeniem.

- Z kim idziesz? – zapytał Bartman, wchodząc do pokoju.
- Nie Twój interes – rzucił Kubiak, mierzą przyjaciela wzrokiem.
Odkąd poznał nowego trenera kadry, zrobił się nie do zniesienia. Nigdy nie był tak chamskim i wrednym idiotą jak teraz.
- Czyli kogoś zaprosiłeś?
-Tak. Kaśka ze mną idzie. Masz coś przeciwko?
- Jesteś debilem roku. Jak tak dalej pójdzie to zaczną przyznawać statuetkę „Kubiak Roku”. Dla największych głąbów świata. Gratuluję!
- O co Ci znowu chodzi?! – zapytał wściekły i zerwał się z fotela, sięgając po koszule.
- Mam Ci tłumaczyć, jak na nią patrzysz? To co teraz robisz, to najgorsza z opcji. Zobaczy, że z kimś przyszedłeś i całkiem Cię skreśli.
- I tak już ją straciłem – powiedział dziwnie rozgoryczony.
Smutek i żal w jego głosie zabolał nawet samego Zibiego, który nie słynął nigdy ze zbyt miękkiego serca. Może dlatego właśnie jego zainteresowanie ich związkiem było wręcz dziwne. Bartman jednak miał bardzo głęboko ukryty zmysł romantyczny. Lubił, gdy ludzie pasujący do siebie schodzili się, a gdy jeszcze mógł do tego przyłożyć rękę, czuł się naprawdę spełniony. Dojrzał. Zdecydowanie dojrzał, odkąd zaczął spotykać się z obecną narzeczoną. Owszem, narzeczoną! Zbyszek zdążył się już swojej Asi oświadczyć.

Stała przed lustrem w niedługiej, czarnej, koronkowej sukience. Uśmiechnęła się lekko do swojego odbicia, aby dodać sobie otuchy. I co? I nic! Nie działało. Kompletnie nic nie było w stanie jej ośmielić. Stanęła na palcach, lekko przechylając głowę w lewo. Później w prawo… Czegoś brakuje? Nie. Wszystko jest dobrze. Wsunęła na stopy wysokie, czarne szpilki i zarzuciła na ramiona skórzaną, obcisłą kurtkę. Długie oglądanie w lustrze i ćwiczenie uśmiechu przerwało nagłe pukanie do drzwi. Nauczyła się już, że jeśli ktoś puka, to na pewno jest Michałem Bąkiewiczem – jednym z niewielu szanujących prywatność w tej ekipie.
- Słuchaj, Zuza. Czy Ty mi pomożesz? – spytał, a zaraz za nim zjawił się Ignaczak z kamerą.
- Jak widać, przygotowania do Balu trwają, mogę zdradzić, że ruszyły pełną parą już parę godzin temu.
Michał nieco się schylił, a ona długo patrzyła na jego koszulę i kompletnie niedopasowany dodatek.
- Okropny krawat – powiedziała delikatnie i bardzo uroczo, z wielką lekkością, niemal zalotnie patrząc w oczy swojego zawodnika i lekko się uśmiechając.
Michał zamilkł. Patrzył na nią tylko uważnie, głośno przełykając ślinę.
- Gorąco się zrobiło – zauważył Igła, śmiejąc się i nagrywając wszystko bez wyjątku.
- Taśmy prawdy? – zapytał Pit, który miał dokładnie ten sam problem.
- Czy Wy naprawdę nie chodziliście na zajęcia praktyczno-techniczne? – spytał zdziwiony libero i wyszedł, kręcąc głową.
- No Twój już lepszy – roześmiała się ciepło, oddając Bąkiewiczowi jego zwis męski prosty i przyciągając Piotrka do siebie. – Schyl się trochę, bo nie zawiążę – mruknęła podenerwowana przewagą wzrostu.
Michał uśmiechnął się tylko i wrócił na moment do pokoju. Gdy przyszedł z wąskim, czarnym krawatem, powitała go uśmiechem.
- Tak lepiej – zauważyła stając na łóżku i szybko zaplotła odpowiedni węzełek, schodząc z gracją z wysokiego materaca.

- Cześć Kasiu – powiedział z uśmiechem, całując dłoń pięknej brunetki.
Sporo niższa, jednak zdecydowanie jak na swoją płeć wysoka, zgrabna dwudziestoparolatka ujęła pewnie dłoń przyjmującego.
- Miło cię widzieć – powiedziała cicho, całując delikatnie idealnie gładki policzek mężczyzny.
Zbyszek pokręcił tylko głową. Jako człowiek kulturalny przedstawił się jednak partnerce przyjaciela i nawet słodko się uśmiechnął, zabijając go jednocześnie wzrokiem. Jego Asia również szybko dotarła do hotelu, w którym aktualnie pozostawali siatkarze z trudem odnajdując narzeczonego w tłumie wysokich mężczyzn kręcących się po pokojach. Stroili się jak baby. Gorzej nawet od samej Pani Trener, która spokojnie siedziała w swoim pokoju, gotowa do wyjścia.
- Chodź Paulina, zobaczysz ją – powiedział Wlazły, ciągnąc żonę w stronę jedynego pachnącego damskimi, słodkimi perfumami, pokoju.

Uniosła się z fotela, widząc, że wchodzi nie sam, a z towarzyszką życia. Uśmiechnęła się lekko, patrząc na ślicznie wyglądającą, brunetkę.
- Chciałem Ci przedstawić, Zuza. To moja Żona, Paulina. A to Zuzia.
- Ta Zuzia – zauważyła Paula i podała jej dłoń, ciepło się uśmiechając. – Nawet nie wiesz, jak miło mi Cię poznać – powiedziała Pani Wlazły i szybko ją przytuliła.
Zuza poczuła nagły przypływ ciepła. Tak jakby ktoś roztapiał taflę lodu, a woda pozostała po niej właśnie wstąpiła w jej oczy. Mocno zacisnęła delikatnie pociągnięte jasnym cieniem powieki i oparła brodę o ramię kobiety. Widziały się pierwszy raz w życiu, a ona okazała jej tyle ciepła, tak wielkie wsparcie.
- Nie martw się Mała. Oni tacy są. Ale pokochają Cię, na pewno. Mariusz dużo o Tobie mówił – szeptała szybko partnerka atakującego, jakby chcąc jej przekazać wszystko na raz.
Spojrzała jej w oczy. Na język cisnęło jej się pytanie, kim ona do cholery jest. Chyba dobrą wróżką, naprawdę.
- Dziękuję – szepnęła tylko, uśmiechając się delikatnie.
Pierwszy raz poczuła, że ktoś jednak za nią stoi. I to murem.
- Tak dobrze? – spytał Kurek, wchodząc do pokoju.
Spojrzała na przyjmującego i roześmiała się ciepło, poprawiając mu krawat.
- Idealnie – powiedziała cicho, wiedząc, że to jedna z niewielu wspierających ją osób.
Tylko nieliczni wyłamali się spod osądu Winiara i dali jej szansę. Ale to dla nich warto było walczyć i próbować. Bo wreszcie mogła spełniać marzenia. Swoje, ich i milionów kibiców w tym kraju.

- Drodzy Państwo, kolejna kategoria wieczoru. Najlepsza drużyna. Nominowani do tej nagrody to: Vive Targi Kielce, Legia Warszawa, Reprezentacja Siatkarzy, Skra Bełchatów i Asseco Prokom Gdynia. Werdykt odczyta komentator Polsatu Sport, Grzegorz Swędrowski.
Andrea siedzący przy Niej delikatnie uścisnął jej dłoń. Uśmiechnęła się niepewnie, a on schylił się w jej stronę.
-Gdyby wygrali. Pójdę z Wami, ale to Ty musisz mówić – powiedział cicho.
Widać było, że leki wiele mu dawały. Wszyscy jednak wiedzieli, jak długą drogę do przejścia ma ten siwy, kochany Włoch, aby wrócić do zdrowia. Spojrzała na Niego nieco przerażona. Nie mogła stwierdzić, że woli, aby przegrali, bo nie było to prawdą. Ale poczuła dziwny ucisk w żołądku.
- Nie bez powodu to ja wręczam tę nagrodę. Dziś zgarnęła ją drużyna, która zasługuje na największe uznanie. Myślę, że wszyscy nominowani zasłużyli na wielkie brawa, jednak przyznaję, to za nich trzymałem kciuki. Tym bardziej, że wielka rewolucja, jaka ich ostatnio dotknęła, ma przynieść podobno jeszcze większe owoce. Oby tak było. Proszę Państwa, mam przyjemność ogłosić, że Drużyną Roku zostaje Reprezentacja Siatkarzy!
Głośne brawa rozległy się na sali. Chyba nikt nie miał wątpliwości co do wyniku. Wcześniej nagrodzeni zostali już Bartosz Kurek, trener Anastasi, za którego wówczas wypowiadał się Gardini, oraz duet Fijałek/Prudel. Siatkówka tryumfowała dziś więc po raz kolejny, ustępując miejsca na scenie tylko raz, Agnieszce Radwańskiej.
Wstała z krzesła i powoli weszła na scenę.
- Widzę, że teraz wypowie się nasza Debiutantka. Powitajmy ją gorącymi brawami! – zaapelował Maciej Kurzajewski, a ona tylko lekko się uśmiechnęła, podchodząc do mikrofonu.
Stanęła przy nim nieśmiało unosząc wzrok na zgromadzonych. Tłum ludzi właśnie patrzył na nią, a ona czuła, że coraz bardziej trzęsą jej się dłonie. Zaczęła drżącym głosem.
- Bardzo miło stanąć w takim miejscu. Cieszę się, że to właśnie Panowie dostali nagrodę. Za wszystkie dokonania mijającego roku zdecydowanie im się to należało. Na osiągnięcie tych sukcesów pracowali bardzo ciężko i bardzo długo, wraz z trenerem Anastasim. Mam świadomość, jak wszyscy, że to właśnie jego statuetka – zatrzymała się na moment. Po takim wstępie nieco się rozluźniła. – Właściwie sama nie wiem co tu robię – roześmiała się wraz z publicznością. – Skoro jednak dostałam już szansę podziękowania w imieniu Andrei, chciałabym zacząć od PZPSu. Robią naprawdę wielką robotę, żeby zarówno Panowie, jak i Panie mogli startować, trenować i godnie reprezentować Nasz kraj. Zaraz po nich chciałabym podziękować również rodzinom Zawodników. Gdyby nie Wasza cierpliwość i wsparcie, Panowie nie byliby tu gdzie są. Bo nie zawsze trening czy trener są najważniejsi. Niekiedy to właśnie te plecy czynią sportowca wielkim. A poza tym w imieniu Andrei dziękuję całej drużynie, bo rozmawiając ostatnio, nie mógł przestać Was chwalić. W ogóle, gdy przygotowywałam się do objęcia tego stanowiska, ciągle mówił o Was w samych superlatywach. Dziękuję więc, że jesteście tak sumienni i pracowici, bo gdyby nie Wasze zaangażowanie, nie byłoby żadnej drużyny. Ale przede wszystkim Trener chciał podziękować Kibicom. To dla Was grali, dla Was zwyciężali, i dla Was nadal będą ciężko pracować. A ja razem z nimi. Dziękujemy – zakończyła ciepło się uśmiechając i popatrzyła na Możdżonka dzierżącego w dłoni statuetkę.
- Ja tak jeszcze krótko – powiedział Marcin, podchodząc do mikrofonu i bardzo się schylając.
Na sali rozległ się donośny śmiech, a Magneto uśmiechnął się tylko uroczo, nadal zgięty wpół.
- Chciałbym podziękować, tak jak Zuza mówiła, wszystkim którzy stali za tym sukcesem. Nie będę ich wymieniał po raz kolejny, bo ona podziękowała w pięknych słowach. Dodam tylko, ze w imieniu zawodników, przekazuję tę statuetkę Andrei, bo to jemu najbardziej się należy. Dziękuję za cały trud, który włożyłeś w budowanie tego zespołu, a dodatkowo za to, że wybrałeś sobie świetną następczynie. Przez trzy dni treningów dała Nam niezły wycisk, ale współpraca z nią będzie na pewno bardzo owocna. Dziękujemy – zakończył Marcin, patrząc w jej oczy i ucałował lekko jej policzek.
Popatrzyła na Niego zdziwiona. Cichy, spokojny Możdżonek faktycznie nie rzucał się ze swoimi poglądami w oczy. Wydawało się, ze jest raczej neutralny, ani na tak, ani na nie. A dziś… Okazał jej tyle wsparcia! Zeszli ze sceny zgraną grupa i wrócili do długiego, wspólnego stołu.
- Dziękuję – szepnęła tylko, patrząc na środkowego.
- Będzie dobrze, Mała Księżniczko – powiedział ciepło, puszczając jej oczko i usiadł obok swojej Hani, całując ją bardzo czule.


____________________________

Musicie mi wybaczyć. Naprawdę, musicie.
Koniec trymestru w mojej szkole to jakaś totalna jatka, jazda bez trzymanki, jak Boga kocham.
Ale wróciłam i jest dłuuugi, na przeprosiny.
Buziak dla cierpliwych.
A.

PS. Zaległości na waszych blogach też niedługo nadrobię.

sobota, 10 listopada 2012

5. I czyja to wina? Nie wiem. Wodzi nas za nos przeznaczenie.


- Przyznać się, który? – zapytał Bąkiewicz, wchodząc do szatni.
Głośny śmiech rozniósł się po pomieszczeniu. Nikt jednak nie był zbyt skory do wyznań.
- Ja nie, ja mam żonę – zaśmiał się Ignaczak i popatrzył na Bąkiewicza. - A po co Ci ta wiedza, Michaś? – zapytał nieco podejrzliwie, a czekoladowooki roześmiał się w głos.
- Nie chciałem wypytywać jaka jest w łóżku, po prostu jestem ciekaw, który z nas był tym szczęściarzem. Widziałeś te nogi?! – Bąku zgrywał się niesamowicie.
I wiedzieli o tym wszyscy. Nie o nogi tu chodziło.
- Mario, podziel się wiedzą.
- Nie – uciął krótko Szampon, zmieniając koszulkę.

Rozczesywała właśnie poplątane włosy patrząc w lustro. Zmieniła się? Bardzo. On ją zmienił. A raczej jego brak. Wyciszyła się, odsunęła, pochłonęła ją praca. Wyłącznie praca. Od rana do wieczora, w tygodniu i w weekendy, wciąż i na okrągło. Usiadła w fotelu i zaczęła przeglądać włoskie notatki Anastasiego. Zatrzymała się na moment. Odpocznij. Poczytaj książkę, odpręż się.
- Muszę pracować – szepnęła, odpowiadając sama sobie.
Odetchnęła powoli i otworzyła okno, żeby wpuścić do pokoju odrobinę świeżego powietrza. Rozsiadła się wygodnie na parapecie, tak jak to robiła zawsze we Włoszech (w Rosji nieco rzadziej, bo tam było chłodniej) i zagłębiła się w lekturze pochyłego charakteru pisma.

- Nie – odpowiedział tylko na pytanie kolegów, czy idzie z nimi pograć na playstation.
- No weź, co Ci jest – zapytał zdziwiony Bartman, stukając go w ramię.
- Nic, chcę odpocząć.
- No ale.
- Daj mu spokój – powiedział Ignaczak, widząc zaciętą minę.
Szybko zniknęli z pokoju, zostawiając go w samotności. Włożył na uczy duże słuchawki i pogrążył się w zadumie. Ani trochę się nie zmieniła. Nadal potrafi porządnie krzyknąć, pięknie opowiadać, ma ten sam ciepły głos i te same piękne, krągłe…
- Uspokój się, to Twój szef do cholery! – skarcił się w myślach i podszedł do okna.
A przed nim rozciągał się widok piękny i spokojny. Prawie tak spokojny jak ona, gdy jeszcze szczęśliwie zasypiała w jego ramionach. Wspomnienia tych nocy powracały za każdym razem, gdy zostawał sam. A nie działo się to zbyt często. Gdy odszedł, zostawiając ją całkiem sama, rzucił się w wir kolejnych imprez. Nie liczyło się nic. Nawet gra zeszła na dalszy plan. Dopiero przyjaciel, całkiem nowy, poznany przypadkiem Bartman, który nawinął się w jednym z kolejnych klubów, pokazał mu, że da się imprezować i nie tracić formy. Dzięki niemu trafił do kadry. Mariusz odwrócił się od niego całkowicie. Nie raz za nimi tęsknił. Za Nią i za Wlazłym. Ale po tym co zrobił, doskonale wiedział, że nie zasługuje na ich przyjaźń. Ba, nawet na odrobinę uwagi. Zepsuł wszystko, a później zamiast walczyć, uciekł jak ostatni tchórz, zostawiając ją samą.

- Jeśli myśli, że takimi gadkami coś wskóra, to naprawdę będę musiał ją wyprowadzić z błędu – stwierdził Winiarski, zakładając buty.
- Odpuść. Przecież nie wiesz jak to będzie wyglądało – powiedział Kosa, dojeżdżając właśnie do mety przed Kurkiem.
- Zawsze musisz mnie wyprzedzać?! – spytał obrażony Bartek, który prowadził przez cały wyścig, a na końcu został w zawrotnym tempie minięty przez środkowego.
Playstation było jedną z ich ulubionych rozrywek. Zaraz po grze w karty, bo w to bawili się wszyscy, bez względu na wiek, staż w kadrze, przynależność klubową czy cokolwiek innego. Przy pokerze dochodziło niemal do walk bratobójczych, gdy Ignaczak z Nowakowskim licytowali się w ostatniej rozgrywce.
- Już ja wiem, jak to będzie wyglądało. Ona będzie się promowała, wy będziecie ją nosili na rękach, a mnie nikt nie będzie słuchał – wróżył przyjmujący.
- Winiar. Zamknij się wreszcie – powiedział zdenerwowany przegraną i bredzeniem kumpla Kuraś.
Bartek był słodkim dzieciakiem. Nigdy nie był wrogo nastawiony przed faktem. Nie było tak, że lubił wszystkich, ale żeby dostać się na czarną listę, trzeba było mu porządnie podpaść. Jak Zibi. Ich dwóch lepiej było nie zostawiać samych. Zawsze kończyło się to piekielną kłótnią, a niekiedy nawet rękoczynami.

- Idzie Pani na obiad? – zapytał Michał, zaglądając do jej pokoju.
Siedziała nadal na parapecie w laptopem na kolanach. Uniosła na moment wzrok znad klawiatury i kiwnęła głową, ciepło się uśmiechając.
- Za moment.
- To ja zaczekam. Można? – był tak grzeczny i ułożony.
Jako jeden z niewielu w tej kadrze nie wpadał do pokoju z wrzaskiem i bez pukania.
- Jasne. Zapraszam – wskazała na łóżko, żeby spokojnie sobie usiadł i dokończyła dwie ostatnie linijki.
- Długo z nim byłaś?
- Dlaczego najbardziej interesuje was matrymonialna strona mojej kariery? – zaśmiała się nerwowo, starając się uniknąć odpowiedzi.
Michał patrzył jednak bardzo cierpliwie w jej oczy i czekał na odpowiedź. Uciekła wzrokiem i odłożyła laptopa na stolik, wprowadzając go w stan uśpienia.
- Jakiś czas. Byliśmy szczeniakami, ale kochaliśmy się nad życie. To znaczy. Ja jego. Bo on mnie chyba jednak nie aż tak bardzo – powiedziała bardzo otwarcie jak na siebie i spojrzała zdziwiona w ziemię.
Dlaczego ja Ci to mówię? – spytała w myślach i uniosła wzrok na Bąkiewicza. Świdrował ją czekoladowym spojrzeniem wyraźnie zainteresowany.
- Kto to? – zapytał bardzo bezpośrednio.
Zaśmiała się tylko i znalazła klucz do pokoju.
- Idziemy na ten obiad? – spytała, patrząc na niego.
- Przecież i tak się dowiemy.
- Może jednak nie – powiedziała cicho.
Wolała, żeby to nie wyszło na jaw. Była upokorzona. Cholernie upokorzona tym głupim rozstaniem. A najbardziej bolało wspomnienie tego, że odpuścił, nie walczył. Nie zrobił nic, aby to naprawić. Po prostu odszedł. Jak ostatni tchórz!

Usiedli przy stoliku. Bartman spojrzał na przyjaciela i uniósł brew.
- Co jest grane? – zapytał przyglądając mu się uważnie.
- Daj mi spokój – mruknął chłopak, unosząc wzrok na Zbyszka.
- To Ty! – powiedział bardzo odkrywczo atakujący i przez dłuższą chwilą nie mógł podnieść szczęki z podłogi.
- A tylko komuś powiedz! – warknął spanikowany i zaczął mieszać w talerzu pełnym zupy.
- To jest ta Zuza! Ta sama! – przeżywał nadal Zibi, nie mogąc w to uwierzyć.
Był zszokowany, że drogi mogą się tak krzyżować. Na pewno nie tak, jak Zuza. Przyjechała tu pewna, ze uciekła od przeznaczenia. Nieświadoma składu, w jakim zastanie kadrę, zgodziła się bez wahania. A teraz z każdą chwilą żałowała coraz bardziej. Tym bardziej, gdy pojawiał się w polu widzenia.
Drogę do restauracji przemilczeli. Bąkiewicz otworzył jej drzwi i puścił przodem, torując jej później drogę między stolikami. Szła za nim aż dotarła do swojego miejsca.
- Smacznego – powiedział cicho, nieco zawiedziony tym, że nie poznał prawdy.
- Tobie też, Michał – uśmiechnęła się ciepło.
Spokojny obiad przerwał nagły huk otwieranych drzwi.
- Bal sportowca jest pojutrze – krzyknął Przedpełski na powitanie i przedefiladował przez całą stołówkę rozdając każdemu z siatkarzy wejściówkę.
- Z osobą towarzyszącą. Musze kogoś skołować – stwierdził Rudy, patrząc na Kurasia.
- Ja z Tobą nie pójdę, nawet o tym nie myśl! – krzyknął oburzony Bartek, wywołując tym śmiech zebranych.
- Zniszczyłeś jego marzenia – powiedziała dość nieśmiało, a Jarosz przytaknął.
- No właśnie! Pani trener mnie rozumie! – stwierdził pewnie i, idąc po drugie danie, przybił z nią piątkę.
Wstrzymała oddech rozglądając się po ich twarzach. Jedni uśmiechali się ciepło obserwując ją uważnie, inni dyskutowali między sobą z zaciętymi minami. Tylko Kubiak siedział jak zbity pies, nie mając odwagi spojrzeć w oczy tej kobiety. Kobiety, która kiedyś kochała zbyt mocno.

_______________________________

Przed chwilą prawie umarłam, bo jestem bardzo udana i zapomniałam jakiego mam maila. Pół godziny poszukiwań doprowadziły mnie niemal do łez, a wystarczyło zwyczajnie zamienić kolejność nazwiska z imieniem w adresie xD.
Przerwa długa, ale musicie mi wybaczyć. Nawał pracy nie pozwolił wcześniej.
Byłby wczoraj, ale bawiłam się na balu w rytm "Ona tańczy dla mnie", świętując niepodległość Naszego kraju nad Wisłą.
Do następnego ^^.
A.

sobota, 3 listopada 2012

4. I tak nie będziemy się więcej już znać. I tak nasze usta nie będą już ze sobą więcej grać.


- Przeoczyłam Cię w czasie obiadu – przyznała po wejściu na halę.
Wiązał akurat buty, siedząc na ławce przy jej stoliku. Odłożyła na jasny blat plik kartek, nawet na niego nie patrząc. Była obojętna do granic możliwości.
- Może dlatego, że mnie na nim nie było – odpowiedział, stając przed nią.
Zmusił ją tym samym do uniesienia wzroku na jego oczy.
- Nic się nie zmieniłaś. A na pewno nie urosłaś – zauważył z lekkim, zawadiackim uśmiechem.
- Rozgrzewaj się – syknęła przez zęby.
To było cholerny błąd. Z każdą chwilą coraz bardziej przekonywała się o tym, jak wielką pomyłką było podpisanie tej umowy. Poprawiła kitkę i stanęła przy bocznej linii boiska.
- Panowie! – krzyknęła bardzo głośno.
Zdziwili się. Nikt z nich nie uważał, że w tak drobnej osóbce może skrywać się tak donośny głos. Nie raz jeszcze miała ich zaskoczyć.
- Miło mi widzieć Was w komplecie na pierwszym treningu. Szczególnie niektórych. Dziękuję, że stawiliście się wszyscy, bez względu na nastawienie do mojej osoby. Usiądźcie, proszę – powiedziała ciepło, bardzo delikatnie.
To zdecydowanie bardziej pasowało do tak kruchej postaci. Zuza była niewielka. Zarówno wzrostem, jak i posturą. Miała bardzo kobiecą figurę, jednak mimo tego była drobna. Lekko zaokrąglone biodra i pośladki były chyba jej największym atutem, zaraz obok długich nóg. Sama jednak, jak na kobietę przystało, wciąż narzekała na zbyt małe piersi i dość szerokie jej zdaniem ramiona. Teraz, gdy stała przed tłumem mężczyzn, jej bardzo blade oblicze pokryło się delikatnym rumieńcem. Miała porcelanową cerę i bardzo wrażliwą skórę. Z ciemnozielonymi oczami i czekoladowym odcieniem włosów, karnacja tworzyła silny kontrast. Nieco zdenerwowana zacisnęła drobne dłonie w pięści. Przyglądali jej się uważnie. Jedni nieco cieplej, inni chłodniej. W sumie ciężko było domyślić się na czym są skupieni. Lustrowali ją wzrokiem, a ona coraz bardziej speszona nie pamiętała co chciała im przekazać.
- Więc… - jakie to niepolonistyczne! – To znaczy… - miała wrażenie że się jąka.
Zatrzymała się na moment i spojrzała na niego. Siedział łobuzersko uśmiechnięty. Jak zawsze. Znienawidziła ten wyraz twarzy już dawno temu.
- Panowie – wzięła się wreszcie w garść, głęboko oddychając. – Chciałabym, aby nasza współpraca układała się pomyślnie. Michale Winiarski, zaczekaj proszę z uwagami – dodała, widząc, że Misiek wymienia już jakieś spostrzeżenia z Zagumnym.
- Jak sobie pani życzy – powiedział dość kpiąco.
Przeszła obok tego obojętnie. Nie było teraz czasu na głupie kłótnie.
- Myślę, że powinniśmy przede wszystkim lepiej się poznać. Jestem pewna, ze dużo skuteczniejsi będziemy jako zgrana grupa. Układ szef-podwładni w ogóle mi nie odpowiada. Nie chcę być katem ani złym policjantem. Chcę, abyśmy nawiązali nić porozumienia. Choćby nikłą. Jednocześnie nie wymagam od was sympatii. Może kiedyś się do mnie przekonacie. Na razie chciałabym, abyście szanowali moje wybory oraz moje zdanie. I może, żebyście nie skreślali mnie na starcie. Jeżeli nie macie nic przeciwko, dzisiejszy trening możemy poświęcić na rozmowę, może macie jakieś pytania. Myślę, że jeden dzień takiego luzu Wam nie zaszkodzi. Od jutra zaczynamy ostrą pracę. Chyba, że nie chcecie wiedzieć nic – popatrzyła badawczo na ich twarze.
Dłuższa chwila ciszy. Już otwierała usta, aby zarządzić rozgrzewkę.
- Skąd się właściwie wzięłaś? – zapytał w pewnej chwili Rucek.
- Siadaj i opowiadaj – dorzucił Igła.
Usiadła razem z nimi po turecku na parkiecie i spojrzała na libero. Uśmiechnął się do niej dość ciepło. Spuściła wzrok bardzo stremowana. Nie lubiła opowiadać o sobie. Nie o przeszłości. Ale teraz musiała to zrobić. Musieli ją poznać, żeby jej zaufać.
- To bardzo długa historia.
- Mamy czas. Całe dwie godziny treningu – powiedział Bąkiewicz i przysiadł się bliżej, opierając plecami o ścianę.
Otoczyli ją ciasnym kołem. Jedni wyprostowali nogi, inni położyli się na brzuchu, jeszcze inni wsparli ściany wielkiej hali.
- Okej… Pytacie o to skąd się wzięłam trenersko, jak rozumiem.
- Skąd w ogóle siatkówka.
- Skąd… Mama grała, kiedy miałam osiem lat zapisała mnie do klasy sportowej. Tak wyszło. Później jeszcze trochę sobie grałam. Mając szesnaście lat musiałam zrezygnować z gry przez niestabilne stawy skokowe. Kontuzje męczyły mnie do tego stopnia, że kompletnie wypadłam z obiegu, nie było sensu dalej zajmować miejsca w zespole zawodniczkom, które mogłyby się przydać. Wówczas wyjechałam. I tu zaczyna się trenerska część historii. Mając te szesnaście lat i nieciekawą sytuację w domu, kompletnie nie dogadywałam się z rodzicami, a dali mi wolną rękę, razem z moim ówczesnym, nieco starszym chłopakiem, który dobrze grał w siatkówkę i podpisał kontrakt we Włoszech, wybyłam do Italii.
Zawiesiła głos. Nikt nie miał świadomości, że chłopak, o którym mowa, siedzi właśnie wśród nich i patrzy w nią jak w obrazek. Ona też na to nie zważała.
- Po dwóch latach rozpadło się to jednak z hukiem. W tak zwanym międzyczasie brałam nauki, i tu uwaga, krzyżują się drogi moje i Anastasiego, bo właśnie u niego kształciłam się trenersko. Pracował wówczas z jednym z włoskich klubów. Wychowywał mnie, nie ukrywam. Szesnastolatka bez rodziców miała wiele nienormalnych pomysłów, on trzymał mnie w ryzach. Jest dla mnie jak drugi ojciec. Idąc dalej. Po dwóch latach spędzonych we Włoszech, czyli jako osiemnastoletni podlotek, wybyłam do Rosji. Mój siatkarz przeniósł się wtedy do Stanów i tam kontynuował karierę. Słuch o nim zaginął dla mnie całkowicie, jeśli tylko migało mi jego nazwisko to robiłam wszystko, żeby nie wiedzieć nic. Bałam się, że mogłabym go znowu spotkać. Mówię o tym, bo wpływało to w dużym stopniu na zawodowe decyzje które podejmowałam. W Rosji współpracowałam raczej z klubami nieco niższego rzędu, z samego dołu tabeli. Mam skończoną szkołę średnią, konkretniej liceum, nieźle zdaną maturę. W tym roku kończę AWF, myślę o kolejnych studiach.
Zakończyła i uniosła wzrok bardzo niepewnie. Siedzieli zasłuchani, nawet Winiarski.
- Czyli Andreę znasz od dawna?
- Tak. I nie wchodziłam mu do łóżka. Po prostu wychował mnie, zna moje możliwości i chciał dać mi szansę, a ja zrobię wszystko, aby go nie zawieść. Wiem, że będzie Nam dużo pomagał.
- Kim jest ten siatkarz? Nadal gra?
- Nawet tu jest – odezwał się Wlazły i spojrzał jej w oczy.
Jej zęby mocno zacisnęły się na dolnej wardze.
- Mariusz? – spytał zdziwiony Ignaczak.
Atakujący odpowiedział tylko zawadiackim uśmiechem patrząc w oczy dziewczyny. Pokręciła głową na znak, ze nie chce, aby Wlazły odpowiadał na to pytanie i w ogóle o tym opowiadał.
- Niektórzy ludzie się nie zmieniają – stwierdziła tylko widząc ten uśmiech i delikatnie uniosła się z parkietu. – Mam nadzieję, że rozwiałam choć część waszych wątpliwości. Gdybyście chcieli zobaczyć moje referencje czy w ogóle jeszcze o coś zapytać, zapraszam do mojego pokoju. Tymczasem dziękuję za uwagę.  Wieczór macie już wolny, chciałabym jedynie zobaczyć Was w komplecie na kolacji i żebyście jutro byli w pełni sprawni. Rano zaczynamy od treningu – zakończyła bardzo spokojnie.
Czuła, jakby kamień spadł jej z serca. Ta rozmowa wcale nie musiała nic zmienić, nic ułatwić, jednak poczuła dziwną ulgę, opowiadając im tę historię. Historię swojego życia. Historię, którą nie dzieliła się z nikim. Wreszcie historię, które oczyściła ją chyba z większości zarzutów.

_____________________________

Niech Was nie zmyli nic, co pojawiło się w tym rozdziale. Nie wyciągajcie pochopnych wniosków ;))).
Jeśli chodzi o ankietę. Chciałam zauważyć, że trafił ją szlag. Tzn. obcięło połowę głosów o.O Wbrew zarzutom, nie jestem Putinem i nie fałszuję wyborów :P. W głosowaniu wygrał Kubiak, drugie miejsce miał Wlazły. I cóż, fajnie było poznać Wasze zdanie, stwierdziłam jednak, że sama jeszcze pomyślę, jak to się potoczy.

Do następnego.
A.

00. Ankieta

Cholernie ważna sprawa. 
Wobec głosów, które ujrzałam w komentarzach nie mogę pozostawać obojętna. Miał być Kubiak, ale nie chcecie. Dlatego właśnie powstała ANKIETA (po prawej stronie, na górze). Proszę pomóżcie mi podjąć decyzję :).
Z góry dzięki. 

A.

EDIT:
Dodam tylko, że wybrany w ankiecie bohater będzie powracającym z przeszłości, ale nie najważniejszym czy głównym! 

czwartek, 1 listopada 2012

3. Złośliwi mówili na nią niewinna.


- Niektórzy na karierę pracują latami, inni potrafią dać dupy odpowiedniej osobie – powiedział Winiarski, patrząc na nią.
Nie zauważyła tego wzroku, stojąc w kącie windy ze spuszczonymi oczami. Przecież wcale nie musiała. Nikt nie musiał widzieć obiektu spojrzenia Michała, żeby zrozumieć, kogo ma na myśli. Zacisnęła tylko zęby i uniosła wzrok. Brakowało jej odwagi. Nie miała na tyle siły, żeby walczyć z tymi cholernymi pomówieniami. Nie wiedziała nawet, co ma mu powiedzieć.
- Z nikim nie spałam – powiedziała bardzo cicho, a on odpowiedział głośnym  śmiechem.
- Wciskaj takie brednie mediom, a nie nam, dobra? Skoro już musimy Cię znosić, to bądź chociaż uczciwa – zaapelował.
Przymrużyła lekko oczy. Czuła, że niemoc odchodzi. Prawda była taka, ze jeśli już miała z nimi współpracować, to nie mogła im pozwolić, żeby weszli jej na głowę.
- Słuchaj, skoro nie wiesz, na jakiej podstawie zostałam wybrana, to idź do Anastasiego i go zapytaj. A Twoje wątpliwości co do moich umiejętności postaram się rozwiać na najbliższych treningach.
- Będzie trudno.
- Tobie utrzymać się w kadrze też nie musi być łatwo.
- Grozisz mi wyrzuceniem? Nie wiesz, Mała, z kim rozmawiasz!
- Chyba Ty nie wiesz. To, że masz na nazwisko Winiarski o niczym nie świadczy. Nazwisko nie gra. Udowodnij, że się tu nadal nadajesz, bo ostatnio nie idzie Ci najlepiej – przypomniała mu, twardo patrząc w jego oczy.
Była dumna z faktu, że głos nie złamał jej się ani razu. Walczyła ze sobą, czując w gardle łzy. Nie miał prawa jej obrażać. Nie mógł wypowiadać się w ten sposób. Reszta zawodników stała obok i uważnie przysłuchiwała się jej słowom. Jedni byli po stronie Michała, nie chcąc zaakceptować rządów kobiety, inni po jej stornie, wiedząc, że jest wystarczająco trudno i nie należy jej skreślać jeszcze przed pierwszym treningiem.
- Cudów nie ma. Miałaś ty kiedyś, Dziecko, piłkę do siatkówki w dłoni?
- Miałam. Przez 8 lat codziennie, wchodząc na boisko, a przez ostatnie sześć jako pomocnik trenera lub trener, wyobraź sobie. A teraz idźcie się przebrać, spotykamy się za godzinę w hali. Obecność obowiązkowa – podkreśliła, wyprzedzając pytanie buntownika.
Szybko wydostała się z windy i wydobyła klucz do pokoju. Przyglądali się jej długim nogom, które szybko kroczyły po dywanie, znikając później w progu. Kurek uśmiechnął się lekko i popatrzył na wściekłego Winiara.
- Zadziora – powiedział, poruszając brwiami.
- A taka była grzeczna i nieśmiała na obiedzie – dodał Jarosz, a Bąkiewicz tylko się uśmiechnął.
- To będzie ciekawa współpraca – mruknął z uznaniem i razem z kolegami ruszył w stronę swojego pokoju.

Spojrzała w lustro. Kogo widziała? Nieco zagubioną postać, która potrafiła walczyć o swoje. O to chyba w życiu chodziło. Nie miała czasu się teraz nad tym zastanawiać. Złapała swój czarny dres i białą koszulkę z napisami. Kątem oka rzuciła jeszcze na podpisany kontrakt ze Skrą i uśmiechnęła się do siebie. Nowe życie. Całkiem nowe. Bez wspomnień. Bez niego. 
- Tu masz listę powołań – powiedział Mirek, wchodząc do jej pokoju.
Wiązała akurat włosy w kitkę. Długi, gładki kucyk dyndał jej po plecach, gdy zapoznawała się z kolejnymi nazwiskami. Szeroka, choć już chyba nieco okrojona kadra. Zagumny, Żygadło, Łomacz i Woicki. Jakoś to będzie. Libero. Ignaczak i Zatorski. Później Możdżonek, Nowakowski, Czarnowski, Kłos i Kosok. Atak. Jarosz, Gromadowski, Bartman i Wlazły. I przyjęcie. Bąkiewicz, Kurek, Winiarski, Ruciak, Mika i Kubiak. Odłożyła kartkę i uśmiechnęła się do siebie. Szybko jednak do niej wróciła. Jedno z nazwisk spowodowało zawał serca. Mówiła coś o zaczynaniu od nowa? Może o tym myślała? Cóż. Cały misterny plan też w pizdu.

_______________________________________

Trzeci oddaję.
I zapraszam na fejsa. 
Buziak.
A.