Nadal była nieco oszołomiona. Jej zielone oczy dziwnie
krążyły po sali pełnej siatkarzy.
- Dzisiaj, moi drodzy, macie wolne. Jutro rano, o dziewiątej mamy siłownię, o dwunastej taktykę, czternasta obiad, a o szesnastej jedziemy na halę. Obejrzymy mecz Kanady z Brazylią i zagramy swój. Liczę na pełne zaangażowanie. Spotkanie ze Stanami może być naprawdę istotne. Z resztą, w Lidze każde spotkanie będzie ważne.
- Nie tak ważne, jak jej spotkania z Andersonem – rzucił Winiarski do Wlazłego, a Mariusz spojrzał na Niego zdziwiony.
- Jeśli szukasz kogokolwiek, kto ma ochotę ją krytykować, to nie tutaj. Przecież wiesz – powiedział atakujący do przyjaciela, a Winiar zacisnął zęby.
Ona, ignorując szmer dochodzący z drugiego rzędu, dokończyła wypowiedź i uśmiechnęła się do chłopaków.
- Pamiętajcie – Naszym celem jest wygranie wszystkich spotkań w grupie, bo Brazylia będzie mocno naciskała – podkreśliła na koniec i otworzyła drzwi. – Do wieczora.
Siatkarze szybko się z nią pożegnali i zniknęli. Jeden z Nich wolał jednak zostać. Propozycja, jaką miał zamiar jej złożyć w zasadzie nie przechodziła mu przez gardło. Zuza spojrzała w górę, szukając w jego oczach jakiejś wskazówki.
- Masz ochotę na spacer? – wydukał wreszcie Kubiak, a ona spojrzała na niego wielkimi oczami.
- Jasne – odparła podświadomie, nie wiedząc właściwie dlaczego się zgadza.
Chłopak niewiele myśląc zaoferował jej swoje ramię. Minęła go jednak, zerkając w stronę schodów.
- Wezmę tylko telefon i okulary, zaraz wrócę – powiedziała niespokojnie i pognała na górę.
- Słuchaj, myślę, że ona się cieszy z takiego obrotu sprawy – stwierdził Zbyszek, który nagle znalazł się przy przyjacielu.
- Ja tam nie wiem.
- Stary. Trzymaj łapy przy sobie i jakoś to będzie. Ja wiem, że w takich chwilach, to rozum nie zawsze zgadza się z ciałem, bo sukienka krótka, ale wytrzymaj. Jak dobrze pójdzie, to nie będziesz długo czekał.
- Dzisiaj, moi drodzy, macie wolne. Jutro rano, o dziewiątej mamy siłownię, o dwunastej taktykę, czternasta obiad, a o szesnastej jedziemy na halę. Obejrzymy mecz Kanady z Brazylią i zagramy swój. Liczę na pełne zaangażowanie. Spotkanie ze Stanami może być naprawdę istotne. Z resztą, w Lidze każde spotkanie będzie ważne.
- Nie tak ważne, jak jej spotkania z Andersonem – rzucił Winiarski do Wlazłego, a Mariusz spojrzał na Niego zdziwiony.
- Jeśli szukasz kogokolwiek, kto ma ochotę ją krytykować, to nie tutaj. Przecież wiesz – powiedział atakujący do przyjaciela, a Winiar zacisnął zęby.
Ona, ignorując szmer dochodzący z drugiego rzędu, dokończyła wypowiedź i uśmiechnęła się do chłopaków.
- Pamiętajcie – Naszym celem jest wygranie wszystkich spotkań w grupie, bo Brazylia będzie mocno naciskała – podkreśliła na koniec i otworzyła drzwi. – Do wieczora.
Siatkarze szybko się z nią pożegnali i zniknęli. Jeden z Nich wolał jednak zostać. Propozycja, jaką miał zamiar jej złożyć w zasadzie nie przechodziła mu przez gardło. Zuza spojrzała w górę, szukając w jego oczach jakiejś wskazówki.
- Masz ochotę na spacer? – wydukał wreszcie Kubiak, a ona spojrzała na niego wielkimi oczami.
- Jasne – odparła podświadomie, nie wiedząc właściwie dlaczego się zgadza.
Chłopak niewiele myśląc zaoferował jej swoje ramię. Minęła go jednak, zerkając w stronę schodów.
- Wezmę tylko telefon i okulary, zaraz wrócę – powiedziała niespokojnie i pognała na górę.
- Słuchaj, myślę, że ona się cieszy z takiego obrotu sprawy – stwierdził Zbyszek, który nagle znalazł się przy przyjacielu.
- Ja tam nie wiem.
- Stary. Trzymaj łapy przy sobie i jakoś to będzie. Ja wiem, że w takich chwilach, to rozum nie zawsze zgadza się z ciałem, bo sukienka krótka, ale wytrzymaj. Jak dobrze pójdzie, to nie będziesz długo czekał.
- Bartman. Spierdalaj, dziękuję bardzo – powiedział zwyczajowo i pokręcił
głową, widząc schodzącą po schodach Zuzę.
- Błyskotka – rzucił Zbyszek z szerokim uśmiechem i uszczypnął ją w pośladek,
gdy tylko zjawiła się obok.
- Łapska – warknęła mało uprzejmie.
- Nie bądź taka oporna, lecisz na mnie jak wszystkie – stwierdził atakujący i poruszył brwiami, znikając jednak szybko z pola widzenia.
- Łapska – warknęła mało uprzejmie.
- Nie bądź taka oporna, lecisz na mnie jak wszystkie – stwierdził atakujący i poruszył brwiami, znikając jednak szybko z pola widzenia.
Spacer był dość długi. Chodzili wokół stawu znajdującego się
w centrum parku. Rozmowa na początku niezbyt się kleiła. Szybko jednak złapali
wspólny język. Przez moment było nawet jak kiedyś.
- Wolałam, jak śpiewałeś o baranku.
- Niee! Nie zmusisz mnie do tego. Nie w miejscu publicznym – zaśmiał się, siadając na schodach, prowadzących do wody.
- Boję się tu z Tobą siedzieć. Miewasz głupie pomysły – powiedziała szczerze, patrząc na niego zza ciemnych okularów.
- Nie wrzucę Cię. Siadaj – powiedział, lekko się uśmiechając i zrobił jej więcej miejsca. – Zmieścisz swoją wielką dupę?
- Zawsze wiedziałam, że masz mnie za grubą.
- Zawsze lubiłem Twoje okazałe pośladki – powiedział poruszając brwiami. – Klepać – dodał szybko, powodując, że jej blada twarz pokryła się rumieńcem.
Zaśmiał się, obserwując ją uważnie.
- No zaśpiewaj – zaczęła naciskać.
- Zuza.
- Proszę – powiedziała tak słodko, ze nie był w stanie jej odmówić.
- Jak dobrze być barankiem – zaczął niepewnie.
Widząc jednak aprobatę dziewczyny i jej uśmiech, kontynuował wiele śmielej. Jak bardzo lubił sprawiać jej przyjemność. Za uśmiech na jej twarzy był w stanie oddać wszystko.
- I wstawać wczesnym rankiem. Wybiegać na polankę i śpiewać sobiee tak! Bee, beee, beeee, kopytka niosą mniee! – wyśpiewał głośno becząc.
Śmiała się głośno, widząc miny przechodniów i słysząc jego głos w ulubionej piosence.
- A może coś jeszcze? – powiedziała, gdy wreszcie się uspokoiła.
- Nie ma mowy. Nie! Nie namówisz mnie – dodawał szybko, widząc jej błagalne spojrzenie.
- No dooobra – powiedziała, bawiąc się brzegiem sukienki jak mała, obrażona dziewczynka.
Nie mógł pozostać obojętny. Nigdy nie pozostawał. Nachylił się nad jej uchem i zaczął cicho nucić.
- Lubiła tańczyć. Pełna radości tak, ciągle goniła wiaatr.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując jak opiera się za nią, obejmując ją nieznacznie ramieniem. Przymknęła powoli oczy.
- Zuziu, wiesz czym jest miłość? – zapytał nagle, a ona otworzyła oczy.
No czym. Czym właściwie ona jest. Tak nieuchwytna i abstrakcyjna, niekonkretna. Inna dla każdego.
- Sama nie wiem, czy wiem. Kiedyś myślałam, że tak, ale teraz… – powiedziała cicho i spojrzała w niebo.
- Aaa – mruknął tylko i spojrzał przed siebie.
- Wydaje mi się, że miłość to pomoc. Bezinteresowne wyciąganie ręki i docenienie tej wyciągniętej. Korzystanie ze wsparcia, które daje nam druga osoba. Wierność, cierpliwość i wzajemna akceptacja. Przyjmowanie drugiej osoby ze wszystkimi zaletami i Adami, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale co ja tam mogę wiedzieć…
- Czyli ja Cię kocham – powiedział nagle Kubiak, po krótkiej chwili milczenia.
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Michał – szepnęła cicho, a chłopak spuścił wzrok.
- Jest późno, zaraz obiad. Musimy chyba wracać – powiedział nerwowo i podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie.
- Chyba tak – przyznała, wstając przy nim i kierując się w milczeniu w stronę ośrodka.
- Wolałam, jak śpiewałeś o baranku.
- Niee! Nie zmusisz mnie do tego. Nie w miejscu publicznym – zaśmiał się, siadając na schodach, prowadzących do wody.
- Boję się tu z Tobą siedzieć. Miewasz głupie pomysły – powiedziała szczerze, patrząc na niego zza ciemnych okularów.
- Nie wrzucę Cię. Siadaj – powiedział, lekko się uśmiechając i zrobił jej więcej miejsca. – Zmieścisz swoją wielką dupę?
- Zawsze wiedziałam, że masz mnie za grubą.
- Zawsze lubiłem Twoje okazałe pośladki – powiedział poruszając brwiami. – Klepać – dodał szybko, powodując, że jej blada twarz pokryła się rumieńcem.
Zaśmiał się, obserwując ją uważnie.
- No zaśpiewaj – zaczęła naciskać.
- Zuza.
- Proszę – powiedziała tak słodko, ze nie był w stanie jej odmówić.
- Jak dobrze być barankiem – zaczął niepewnie.
Widząc jednak aprobatę dziewczyny i jej uśmiech, kontynuował wiele śmielej. Jak bardzo lubił sprawiać jej przyjemność. Za uśmiech na jej twarzy był w stanie oddać wszystko.
- I wstawać wczesnym rankiem. Wybiegać na polankę i śpiewać sobiee tak! Bee, beee, beeee, kopytka niosą mniee! – wyśpiewał głośno becząc.
Śmiała się głośno, widząc miny przechodniów i słysząc jego głos w ulubionej piosence.
- A może coś jeszcze? – powiedziała, gdy wreszcie się uspokoiła.
- Nie ma mowy. Nie! Nie namówisz mnie – dodawał szybko, widząc jej błagalne spojrzenie.
- No dooobra – powiedziała, bawiąc się brzegiem sukienki jak mała, obrażona dziewczynka.
Nie mógł pozostać obojętny. Nigdy nie pozostawał. Nachylił się nad jej uchem i zaczął cicho nucić.
- Lubiła tańczyć. Pełna radości tak, ciągle goniła wiaatr.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując jak opiera się za nią, obejmując ją nieznacznie ramieniem. Przymknęła powoli oczy.
- Zuziu, wiesz czym jest miłość? – zapytał nagle, a ona otworzyła oczy.
No czym. Czym właściwie ona jest. Tak nieuchwytna i abstrakcyjna, niekonkretna. Inna dla każdego.
- Sama nie wiem, czy wiem. Kiedyś myślałam, że tak, ale teraz… – powiedziała cicho i spojrzała w niebo.
- Aaa – mruknął tylko i spojrzał przed siebie.
- Wydaje mi się, że miłość to pomoc. Bezinteresowne wyciąganie ręki i docenienie tej wyciągniętej. Korzystanie ze wsparcia, które daje nam druga osoba. Wierność, cierpliwość i wzajemna akceptacja. Przyjmowanie drugiej osoby ze wszystkimi zaletami i Adami, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale co ja tam mogę wiedzieć…
- Czyli ja Cię kocham – powiedział nagle Kubiak, po krótkiej chwili milczenia.
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Michał – szepnęła cicho, a chłopak spuścił wzrok.
- Jest późno, zaraz obiad. Musimy chyba wracać – powiedział nerwowo i podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie.
- Chyba tak – przyznała, wstając przy nim i kierując się w milczeniu w stronę ośrodka.
- A gdzie nasz gwiazda? – spytał złośliwie Michał, wchodząc
do pokoju Kurka.
- W dupie. Nie bądź złośliwy – rzucił Bąkiewicz, stając w obronie pani trener.
- Kolejny zakochany. Co ona ma takiego, że wszystkich Was owinęła wokół palca? Jesteście tacy naiwni – zaśmiał się teatralnie Winiar, a Bartek wyłączył grę, zerkając na niego.
- Czemu jesteś taki cięty.
- Bo lubię – odpowiedział szybko Winiar i poczochrał włosy Bartka. – Milcz Bambino, kiedy dorośli rozmawiają – dodał, siadając przy nim.
- Partyjka? – spytał Bąku, tasując karty.
- Zawsze – odparł miło Winiarski i klepnął Bartka w ramię. – Żartowałem. Trochę luzu.
- Ja jestem luźny. Bardzo luźny. Jestem taki luźny – chcąc zademonstrować, wstał z łóżka i zaczął biegać po pokoju, wymachując łapami.
Chłopcy zaczęli się śmiać, a Jarosz, na swoje nieszczęście, wchodząc do pokoju i gadając z żoną przez telefon, nie zauważył podrygów przyjaciela. Zmasakrowany długimi, silnymi kończynami upuścił telefon i skrzywił się koszmarnie.
- Nosz kurwa mać, Kurek, do jasnej anieli, czy Ty jesteś chory?! – zapytał wściekły i podniósł komórkę z ziemi.
- Winiar mi zarzuca, że sztywny, Ty że chory. Walcie się wszyscy – powiedział obrażony przyjmujący i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Na korytarzu wpadł na Zuzię, która właśnie wróciła. Uśmiechnięta dziewczyna zrobiła na nim dobre wrażenie. W ogóle, wydawała mu się być całkiem w porządku. Nie rozumiał antypatii kumpla, a tym bardziej ich nie podzielał.
- Mała, idziemy na obiad?
- Tylko zmienię buty, bo mnie obtarły – powiedziała, wchodząc razem z Kurkiem do swojego królestwa.
- Nasza Kruszyna numer dwa, czyli Pani Trener. Uśmiechnij się proszę – powiedział Krzyś, wchodząc z kamerą do pokoju.
Wyszczerzyła się do niego ciepło, zakładając na stopy wygodne baleriny.
- Najczystszy pokój – rzucił Bartek, śmiejąc się.
- A u Bąkiewicza byłeś? – spytała zdziwiona, podważając jego zdanie.
- A Ty często tam bywasz? – zapytał Krzysiek, trącając ją palcem w bok i poruszając brwiami.
- Igła – warknęła tylko, kręcąc lekko głową i w doborowym towarzystwie dotarła do restauracji.
- W dupie. Nie bądź złośliwy – rzucił Bąkiewicz, stając w obronie pani trener.
- Kolejny zakochany. Co ona ma takiego, że wszystkich Was owinęła wokół palca? Jesteście tacy naiwni – zaśmiał się teatralnie Winiar, a Bartek wyłączył grę, zerkając na niego.
- Czemu jesteś taki cięty.
- Bo lubię – odpowiedział szybko Winiar i poczochrał włosy Bartka. – Milcz Bambino, kiedy dorośli rozmawiają – dodał, siadając przy nim.
- Partyjka? – spytał Bąku, tasując karty.
- Zawsze – odparł miło Winiarski i klepnął Bartka w ramię. – Żartowałem. Trochę luzu.
- Ja jestem luźny. Bardzo luźny. Jestem taki luźny – chcąc zademonstrować, wstał z łóżka i zaczął biegać po pokoju, wymachując łapami.
Chłopcy zaczęli się śmiać, a Jarosz, na swoje nieszczęście, wchodząc do pokoju i gadając z żoną przez telefon, nie zauważył podrygów przyjaciela. Zmasakrowany długimi, silnymi kończynami upuścił telefon i skrzywił się koszmarnie.
- Nosz kurwa mać, Kurek, do jasnej anieli, czy Ty jesteś chory?! – zapytał wściekły i podniósł komórkę z ziemi.
- Winiar mi zarzuca, że sztywny, Ty że chory. Walcie się wszyscy – powiedział obrażony przyjmujący i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Na korytarzu wpadł na Zuzię, która właśnie wróciła. Uśmiechnięta dziewczyna zrobiła na nim dobre wrażenie. W ogóle, wydawała mu się być całkiem w porządku. Nie rozumiał antypatii kumpla, a tym bardziej ich nie podzielał.
- Mała, idziemy na obiad?
- Tylko zmienię buty, bo mnie obtarły – powiedziała, wchodząc razem z Kurkiem do swojego królestwa.
- Nasza Kruszyna numer dwa, czyli Pani Trener. Uśmiechnij się proszę – powiedział Krzyś, wchodząc z kamerą do pokoju.
Wyszczerzyła się do niego ciepło, zakładając na stopy wygodne baleriny.
- Najczystszy pokój – rzucił Bartek, śmiejąc się.
- A u Bąkiewicza byłeś? – spytała zdziwiona, podważając jego zdanie.
- A Ty często tam bywasz? – zapytał Krzysiek, trącając ją palcem w bok i poruszając brwiami.
- Igła – warknęła tylko, kręcąc lekko głową i w doborowym towarzystwie dotarła do restauracji.
Wspólne posiłki z reprezentacją Polski okazały się być dla
niego nie lada wyzwaniem. Długie spojrzenia posyłane w jej kierunku nie umknęły
jednak uwadze Russella, który głośno się
roześmiał.
- Stygnie Ci zupa – zauważył, a Matt spojrzał w talerz, przenosząc szybko wzrok na roześmianego Holmesa.
- Zajmij się swoją – odparł nieco urażony i wbił oczy już wyłącznie w łyżkę, starając się nie rozpraszać.
- Stygnie Ci zupa – zauważył, a Matt spojrzał w talerz, przenosząc szybko wzrok na roześmianego Holmesa.
- Zajmij się swoją – odparł nieco urażony i wbił oczy już wyłącznie w łyżkę, starając się nie rozpraszać.
Pogrążona w myślach o Kubiaku i nagłym przypływie
szczerości, obserwowała cały czas amerykańskiego przyjmującego. Ideał, który
siedział właśnie w drugim kącie sali, całkowicie zaprzątnął jej myśli, szybko
wypychając z nich byłego kochanka.
- I co tam Mała? Smakuje? – spytał Krzysiek, który krążył właśnie po stołówce.
Pod wrażeniem słów wypowiedzianych przez libero tuż przy uchu, upuściła łyżkę prosto w barszcz, zachlapując przy tym zarówno swoją sukienkę, jak i białą koszulkę Gardiniego.
- Przepraszam – powiedziała szybko i zaczęła wycierać współpracownika.
Ignaczak, uwieczniając wszystko na taśmie, śmiał się głośno.
- Coo? Aj dżast METJU? – zapytał, akcentując ostatni wyraz.
Siatkarze zaczęli się głośno śmiać. Ona też, nie mogąc się powstrzymać od takiej reakcji, spuściła wzrok i roześmiała się, czując jak rumienią się jej policzki. Kolejny raz dziś.
- Metju Anderson. End dis is krejzii! – dodał jeszcze Igła i poklepał ją po ramieniu, podchodząc do Łomacza.
- I co tam Mała? Smakuje? – spytał Krzysiek, który krążył właśnie po stołówce.
Pod wrażeniem słów wypowiedzianych przez libero tuż przy uchu, upuściła łyżkę prosto w barszcz, zachlapując przy tym zarówno swoją sukienkę, jak i białą koszulkę Gardiniego.
- Przepraszam – powiedziała szybko i zaczęła wycierać współpracownika.
Ignaczak, uwieczniając wszystko na taśmie, śmiał się głośno.
- Coo? Aj dżast METJU? – zapytał, akcentując ostatni wyraz.
Siatkarze zaczęli się głośno śmiać. Ona też, nie mogąc się powstrzymać od takiej reakcji, spuściła wzrok i roześmiała się, czując jak rumienią się jej policzki. Kolejny raz dziś.
- Metju Anderson. End dis is krejzii! – dodał jeszcze Igła i poklepał ją po ramieniu, podchodząc do Łomacza.
_____________________________________
Nie będzie marudzenia, że za długo musiałyście czekać? :D
W przypływie weny. Wątpię, żeby to stało się normą.
Buziaczek.
W przypływie weny. Wątpię, żeby to stało się normą.
Buziaczek.
A.