piątek, 14 czerwca 2013

To koniec. Zabiliśmy w sobie wszystko.

Przepraszam, że tak to się urywa. Nie wiem nawet, co powinnam Wam powiedzieć. Wena do tej historii kompletnie zgasła, umarła. Nie ma jej. Szukałam wszędzie, nawet za szafą, za którą zwykle nie zaglądam. 
Nie wiem czy to dobra, czy zła informacja. Moim zdaniem dobra, bo lepiej z czegoś zrezygnować, niż ciągnąć na siłę. Mogę Wam obiecać, że za chwileczkę, za momencik wpadnę z czymś nowym. Siatkarskim, jak zawsze. Jeszcze nie wiem pod jakim kątem ugryzione. Negocjacje z moim Pierwszym Doradcą trwają :P.
Kiedy tylko powstanie, adres pójdzie na gadu, więc jeśli ktoś chce go poznać, to proszę o pozostawienie numeru w komentarzu :). Może nawet wrzucę link tutaj.
Buziak po raz ostatni.
A.

niedziela, 21 kwietnia 2013

14. Pali, pije, rwie i dusi mnie od środka. Bo nie trafiło na z plasteliny chłopca.


- Cieszę się, że jesteśmy wszyscy. Jestem cholernie zawiedziona – powiedziała, siadając na brzegu długiego stołu w sali konferencyjnej. – Zdejmij słuchawki – zwróciła uwagę Winiarskiemu, który z całej sytuacji nie robił sobie nic.
- Wyluzuj, co takiego wielkiego się stało – rzucił przyjmujący, a ona spojrzała na niego złowrogo.
- O tym, że wybieramy się na kręgle, wiedzieliśmy wyłącznie my. Nikt poza naszą ekipą (ani obsługa hotelu, ani amerykanie) nie wiedział wcześniej o tych planach! A w gazecie było wyraźnie napisane, że ich „informator” dał im znać jeszcze przed meczem. Naprawdę myślałam, że coś się zmieniło i jesteśmy w stanie współpracować. Ale teraz widzę, jak wielka to była pomyłka. Ktokolwiek ma zamiar się przyznać? – spytała i wbiła wzrok w Kubiaka.
Michał siedział spokojnie, wiedząc, ze przecież za czyste sumienie nikt go nie ukarze. Oparł się o krzesło Bartmana i szepnął mu na ucho: „To pewnie Winiar”.
- Masz nam coś do powiedzenia? – zapytała Zuza, widząc, ze dziwnie się ożywił.
- Ja? Nie – powiedział nieco zdziwiony, że w ogóle mogła go o coś takiego podejrzewać.
- Może jednak – naciskała, a Michał zmarszczył brew.
- Pogięło Cię, Zuzka? Niby po co miałbym ci robić krzywdę?
- Bo jesteś jej byłym facetem i nie chcesz, żeby robiła karierę – zasugerował Winiar.
Winiarski zdecydowanie cieszył się z takiego obrotu sprawy. O to właśnie chodziło. Oczyścić się z podejrzeń najłatwiej, gdy w świetle kłamstw postawi się kogoś innego. Teatralnie zerwał się z krzesła i stanął obok pani trener, niczym obrońca, który dla dobra swojej klientki gotów poruszyć niebo i ziemię.
A ona? Siedziała beznadziejnie na tym stole z lekko wykrzywionymi wargami i wpatrywała się w Kubiaka bezsilnie.
- Przecież nigdy bym czegoś takiego nie zrobił! Znasz mnie!
- Wiem, ze świetnie kłamiesz – powiedziała cicho.
Tak bardzo nie chciała wierzyć w to, że mógłby zrobić jej takie świństwo. Jeśli jednak nawet Winiarski, który zawsze był przeciw niej tym razem chciał pomóc, to musiała być prawda. Oni na pewno coś wiedzieli.
- Powinieneś się wstydzić. Nie tylko przez to, co zrobiłeś lata temu, ale też przez to, że nie pozwalasz jej stanąć na nogi. Myślę, Zuza, że powinnaś to jakoś rozwiązać – przyznał Michał, biorąc w dłonie jej drobną dłoń i patrząc jej w oczy.
- Bez jaj, przecież to nie jego wina – powiedział wściekły Bartman i stanął za krzesłem Kubiaka.
- Jaki jest taki jest, ale czegoś takiego by nie zrobił – dodał Mariusz, patrząc na Panią Trener.
Nie wiedziała, w co powinna uwierzyć.
- Z drugiej strony. Tylko on miał powód – powiedział cicho Nowakowski, nie wiedząc co o tym myśleć.
Możdżonek pokazał mu tylko, że nie warto się mieszać. Większość chłopaków nawet nie wiedziała o co chodzi. Szybko jednak w obiegu pojawiło się papierowe wydanie brukowca.
- Powód?! Stary, jaki miałem powód?! Złamałem jej życie lata temu, chociaż wcale nie chciałem. Dlaczego miąłbym to robić znowu i do tego z premedytacją?!
- No ja tam nie wiem – powiedział Piotrek i wzruszył ramionami.
- Może nie możesz patrzeć na to, że radzi sobie bez Ciebie – powiedział Winiar, zmieniając się z prawnika w psychoanalityka.
- Trzymaj mnie, bo mu zapierdolę – warknął Kubiak, a Bartman usadził go za ramiona.
- Z tego co pamiętam, to właśnie Ty byłeś najbardziej przeciwny Zuzie – zaczął spokojnym, dojrzałym, kompletnie pozbawionym emocji tonem Bąkiewicz, wstając z krzesła po drugiej stronie stołu.
Imponował jej dziwnym spokojem, który potrafił zachować. Większość, nawet niezaangażowanych w całą sprawę osób, reagowała bardzo żywiołowo na każde padające w dyskusji słowo.
- Dobra. Jestem winien, tak?
- No nie – powiedział Bartman, patrząc zdziwiony na Kubiaka.
- Wiedziałem, ze Nasza współpraca nie będzie łatwa. Ale nigdy nie myślałem, że posądzisz mnie o coś takiego…
- Michał – zaczęła, ale on nie bardzo chciał jej słuchać. Winiar złapał ją za ramię.
- Nie róbmy tu telenoweli – rzucił i posadził ją na krześle podchodząc do Kubiaka.
- Wiem, że to Ty mnie wkopałeś. Jeszcze się rozliczymy – powiedział Dzik i spojrzał na nią. – Lepiej będzie, jeśli zejdę Ci z drogi. Owocnej współpracy i dynamicznego rozwoju kariery.
- Kubiak – powiedziała wstając, a on uśmiechnął się tylko i wyszedł.
W sali konferencyjnej zapadła dziwna, ciężka, niemal grobowa cisza. Stanęła przy stole.
- Jesteś zadowolona? – spytał Bartman i pokręcił głową, wychodząc z pomieszczenia.
Spojrzała na chłopaków. Nie mieli zbyt tęgich min. W sumie wyglądali na zdezorientowanych. Tylko Winiar się uśmiechał, a gdy przeniosła na niego wzrok, smutno pokiwał głową, bezgłośnie mówiąc: „Tak trzeba…”.

- Nie bądź niepoważny, błagam Cię – powiedział Bartman, stając przy Kubiaku, który właśnie wrzucał swoje rzeczy do torby.
- Stary, ona ma prawo Ci nie ufać, ale zły powinieneś być na kogo innego.
- Winiarski za to beknie. Znajdę tego dziennikarzynę, obiję mu mordę i przywlokę go tu, a wtedy wszystko jej wyśpiewa – powiedział Kubiak i zapiął walizkę. – Ale już tu nie wrócę – zastrzegł i patrząc na kumpli kiwnął głową, wychodząc z pokoju.

- Co Ty o tym wszystkim myślisz? – spytał Ignaczak, stając z kamera przy Łukaszu.
- Nie wiem – powiedział cicho Żygadło. – Z jednej strony to mógł być Kubiak. Ale z drugiej… Bąkiewicz ma rację. Jaki Winiar ma interes, żeby jej bronić?
- Kobieta jako trener to nie jest dobry pomysł – powiedział Łomacz, jedząc batona, a Kosok pokręcił głową.
- Teraz przez nią jest taka atmosfera, że nie mamy najmniejszych szans na wygranie meczu. A niedługo Brazylia. Jeśli to się nie wyjaśni?
- Oj przestań. W sumie już się wyjaśniło – powiedział Igła, wzruszając ramionami.
- Twoim zdaniem to jest wyjaśnione? – spytał Bąkiewicz, podając butelkę pepsi Łomaczowi i usiadł przy laptopie, wchodząc na pierwszy lepszy portal informacyjny. – Dobrze wiesz, jaki teraz będzie szum wokół kadry. A najgorsze jest to, że ona nie jest niczemu winna.
- A Ty coś bardzo jej bronisz… - zauważył Żygadło, siadając przy przyjmującym i uśmiechając się swoimi kozimi ząbkami. 

_________________________________

To tak. Sprawa numer jeden: przyzwyczaiłyście się już zapewne, więc nawet nie przepraszam. To się chyba nie zmieni, nie jestem zbyt płodną autorką badziewia. 

Sprawa numer dwa: cytat "Dlaczego noc jest krótka, a dzień długi jak węgorz" pochodzi z ambitnej pieśni "Tylko hit na lato" zespołu V-Unit. Nie pytajcie skąd znam. Uprzedzam - Grechuta to to nie jest.
Pozdro, Maria xD.

I sprawa numer trzy: zostałam nominowana, po raz pierwszy już jakiś czas temu, do "Liebster Award". Nie ukrywam, że przy pierwszym powiadomieniu o nominacji niemalże się wzruszyłam :)). W każdym razie. Nominowały mnie: Wiktoria i Dominika z Siatkówka to coś co łączy , Madziula a z Bo marzenia się nie spełniają, sny zawsze kończą, wspomnienia wracają, Karolina z bloga Spełnienie marzeń oraz Bełchaters <świetny nick, nie powiem xD> z Maybe volleylove?. Za wszystkie nominacje bardzo dziękuję, to naprawdę przesympatyczne :). Moje odpowiedzi na wszystkie zadane przez was pytania i to, czym dręczyć będę swoje ofiary, znajdziecie w zakładce Liebster Award.

Ostatnia, czyli czwarta sprawa. Może to głupie, ale... Osobo podpisująca się jak M. Czy możesz odezwać się do mnie na gadu? To dla mnie dosyć ważne. Łudzę się, że jesteś kimś z przeszłości. Kimś bardzo istotnym. 3059600. 

Buziak. I do następnego.
Agu.
No i bez zmian zapraszam na fejsa

piątek, 15 marca 2013

13. Dlaczego noc jest krótka, a dzień długi jak węgorz?


- Bartek, błagam Cię, uważaj – powiedziała, kiedy przyjmujący znów zamachnął się kulą o mało nie taranując nią Jarosza.
Podzieleni na dwie drużyny – amerykańską i polską, świetnie się bawili. Poprawiła fioletową sukienkę i sięgnęła po najlżejszą kulę stając na początku długiego toru. Anderson obok przyglądał jej się co chwilę próbując ją rozproszyć jakąś uwagą.
- Nie trafisz i tak, szkoda rączek – powiedział w końcu, a ona rzuciła mocno i trafiła wszystkie na raz, pokazując Amerykaninowi język. Zawiedziony przyjmujący skrzywił się lekko i popatrzył na nią, kręcąc głową.
- Brawo! – krzyknął Kubiak i przybił z nią piątki, łapiąc jej dłonie w swoje.
Popatrzyła na niego z uśmiechem i spojrzała na Wlazłego, który przyglądał im się z boku. Atakujący podszedł do niech i złapał ją z tyłu za biodra mówiąc jej do ucha, ze ma uważać. Kiwnęła głową i uśmiechnęła się ciepło, dziękując tym gestem za opiekę, jaka nad nią roztaczał.
- I wszyscy! Ja! Uwielbiam ją! – wrzeszczał Bartman wywijając przy tym biodrami.
- Ona tu jest! – dołączył się Możdżonek.
Zaśmiała się puszczając dłonie Kubiaka i łapiąc w dłoń szklankę pepsi. Michał spojrzał za nią lekko gryząc wargę i skrzywił się, widząc Andersona, który właśnie do niej podszedł, proponując jej papierosa. Uśmiech pojawił się szybko na twarzy Winiarskiego, który bez przerwy obserwował każdy jej ruch.
- Wreszcie się przekonałeś. To dzięki tej wygranej? – spytał Wlazły, siadając przy nim ze szklanką whisky w dłoni.
- Tak, właśnie przez to – odparł Winiar, uśmiechając się pod nosem i dopił swoje piwo wstając i wędrując w stronę parkietu. – Rozkręcamy te imprezę! – krzyknął wesoło patrząc na kolegów i szalejąc zachęcił do zabawy część amerykańskiej ekipy.
Kompletnie rozluźniony cieszył się już z tego, że wszystko idzie wreszcie po jego myśli nieświadoma niczego Zuza wyszła właśnie z Mattem przed budynek.

- Gratuluję pierwszej wygranej. Nie cieszy mnie fakt, że nad moją drużyną, ale taki cios z tak pięknych rączek jestem w stanie znieść – powiedział przyjmujący, a ona zaśmiała się cicho, kręcąc głową.
- Mój angielski nie jest zbyt dobry, więc nie śmiej się – zastrzegła, celując w niego palcem i pozwoliła odpalić swojego papierosa. – Nie będę Cię przepraszać za to, że wygraliśmy – powiedziała wzruszając ramionami i uśmiechnęła się do niego ciepło, siadając z nim na krawężniku.
Dłuższą chwilę milczeli. Krępowała się rozmawiać z Amerykaninem w jego języku. Pewniejsza we włoskim chciała przerzucić się właśnie na ten. Szybko okazało się jednak, ze to Matt nie jest w nim zbyt biegły. Ciężko było mu ułożyć zdanie, bo przejęty poprawnością dumał długo nad odpowiedzią. Pozostali więc przy angielskim.
- Potrafisz nad nimi zapanować. Podziwiam.
- Udało mi się chyba złapać z nimi wspólny język – powiedziała naiwnie optymistycznie, kompletnie nieświadoma tego, co działo się paręnaście metrów od nich.

W dwóch samochodach po drugiej stronie ulicy mężczyźni z aparatami obmyślali właśnie tytuł dla jutrzejszego artykułu na pierwszą stronę tabloidu, dla którego pracowali.
- Napisze się, że to spisek i że wszystko ustawione, tak jak on mówił. W sumie, to chłop ma łeb – powiedział jeden z nich i uśmiechnął się szeroko.
- Będzie niezła kasa – przyznał drugi. -Taki siatkarzy musi naprawdę dobrze płacić.

- Wracamy? – spytał Matt, bo zaczęło się robić chłodno, a komary cięły coraz bardziej natrętnie.
-Nie. Jeszcze chwilkę. Jest tak przyjemnie – powiedziała, wdychając zachłannie letnie, ciepłe powietrze.
- Ale chłodno – powiedział i, jak w taniej komedii romantycznej, której scenarzysty (tak samo jak autorki tej dennej historii) nie stać na lepszy i bardziej oryginalny pomysł, odstąpił jej słodkim gestem swą dużo za dużą, amerykańską bluzę z Jedynką na plecach.
Popatrzyła na Niego niepewnie i uśmiechnęła się tylko, nic nie mówiąc. Czuła się bardzo dziwnie. Bluza pachniała jego perfumami, a jego oczy pięknie błyszczały wśród nikłych świateł przejeżdżających mało tłumnie samochodów.
- Wracacie? Tańczymy. Kurek wyrywa jakieś laski – zaśmiał się Wlazły, wychodząc do nich, a ona podniosła się z pomocą przyjmującego z krawężnika i pokiwała głową.

Mariusz miał rację. Bartek obracał właśnie na parkiecie kolejną koleżankę, podśpiewując ochoczo polskie disco-polo. Matt zaśmiał się, widząc to, a ona zdjęła jego bluzę, dziękując za to, że tak chętnie zaopiekował się nią i otoczył choć odrobiną ciepła. Podziękowała jednak bezgłośnie. Wszystko wyczytał z jej oczu. Delikatny buziak w policzek, którego jej podarował, był chyba oznaką tego, ze zrozumiał przesłanie kryjące się w jej oczach.
- Zatańczysz? – usłyszała nagle za plecami.
Dobrze znany ton odbił się echem w jej głowie. Dopiero wtedy dotarła do niej ta propozycja. Niewiele myśląc kiwnęła nieznacznie głową i złapała go za dłoń, podążając za nim na parkiet. Kubiak ułożył śmiało swoją dużą dłoń na jej biodrze i nienachlanie, ale stanowczo przysunął ją do siebie, lekko się schylając.
- Wyrywasz Andersona?
- Nikogo nie wyrywam – powiedziała cicho i spojrzała na resztę chłopców, którzy świetnie się bawili.
Żygadło stał właśnie obok dj’a, prosząc o jakąś piosenkę, Kurek nadal wywijał, choć nieco wolniejsza melodia średnio na to pozwalała. Wlazły robił zdjęcia wszystkim rozbawionym znajomym, Winiar popijał piwo razem z Igłą i Gregorem. Śmiechom nie było końca. I tylko oni, jakby wyłączeni ze świata, trochę wolniej poruszali się w rytm piosenki Lady Pank, tak świetnie znanej drużynie Skry.
- To co? Karaoke! – krzyknął Żygadło, któremu udało się dogadać z, jak to nazywał Gregor, „wodzirejem” dzisiejszej zabawy.
- To kto pierwszy?  -spytał po angielsku, tak aby wszyscy zebrani zrozumieli, Bąkiewicz i popatrzył na panią trener
- Ja nie umiem – powiedziała szczerze, a Kurek popatrzył na nią, mocno łapiąc jej dłoń.
- J też nie. Możemy spróbować razem – zaśmiał się, a ona pokręciła lekko głową nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
Bartek naprawdę nic dzisiaj nie pił, a był pełen energii i chęci do zabawy.
- Nie no, dobra. Ja zacznę – powiedział Bartman.
- Ale jest jeden haczyk. Nie wybieramy sami piosenki. Proponuję, żeby pierwszą decyzję podjęła kobieta. Zapraszam – powiedział Żygadło, który całkowicie wygryzł już dj’a i zajmując jego miejsce, przywołał Zuzę do siebie.
- Zibi? – spytała jeszcze, a później z głośnika popłynęły żywo „Cztery osiemnastki”.
Amerykańska ekipa mimo tego, że nie rozumiała o czym śpiewa atakujący, reagowała bardzo żywo, śmiejąc się w głos i klaszcząc.
Piosenek było wiele. Słyszane już tego wieczoru „Zawsze tam gdzie ty” wykonane przez skład Skry, „Tylko hit na lato” w wykonaniu Bartka i Kuby, „What makes you beautiful” odśpiewane chóralnie przez reprezentantów Stanów, „Call me maybe”, którego nie odpuścił sobie Igła w parze z Grześkiem i nieśmiertelne „Zawsze z Tobą chciałbym być” w wykonaniu Kubiaka, Winiara i Mariusza. Siedziała w pierwszym rzędzie i głośno śmiała się z Panów, którzy mimo szczerych chęci nie zawsze wydobywali z siebie czyste dźwięki. Kolejny był Matt. Pięknie odśpiewane „Mandy” Westlife’ów zrobiło na wszystkich ogromne wrażenie. Tym bardziej, że śpiewane było wyraźnie do jednej adresatki, a idealnie wydobyte z tekstu, jej ulubione z resztą przejście „How happy you made me, oh Mandy”, wprawiło ją w osłupienie. Łukasz Żygadło, Marcin Możdżonek i Piotr Nowakowski siarczyście klnący w „Chryzantemach złocistych” nie wywołali już takiego wzruszenia, ale rozbawili zebrane towarzystwo do łez. Gromadowski z Czarnowskim nieco nie nadążali za tekstem, wykonując bezwstydnie „50 ways to say goodbye”, za co zgarnęli jednak największy aplauz. Russel Holmes w „Can’t take my eyes of you” zaaranżowanym przez Muse wypadł nienagannie. Ostatecznie nawet pani trener dała się namówić. Chociaż na początku uważała to za zwiastun porażki, poradziła sobie nieźle, śpiewając „Thank you very much”, a później, na bis (a co!) „Summertime sadness”. Panowie zachwyceni dołożyli jeszcze tradycyjne już „Ona tańczy dla mnie", którego próbowała się nauczyć również drużyna przeciwników.

Po raz kolejny okazało się dziś, że siatkarze, bez względu na pochodzenie, mogą tworzyć jedną, wielką rodzinę. Nie wszyscy oczywiście, ale kadra Polski i USA znalazła wspólny język, nie mając wcale na myśli angielskiego. Wracając do hotelu żartowali jeszcze, że kolejny mecz to Amerykanie muszą wygrać, bo przecież nie może być tak, że świetnie rozumiejące się ekipy walczą na boisku na śmierć i życie. Zaśmiała się, kręcąc głową i zapewniła, ze nie poddadzą się bez walki, ale jeśli zagrają tak dobrze, jak dziś śpiewali, to będzie to najlepsze i najbardziej wyrównane spotkanie w historii światowej siatkówki.

- Czy Ty to widziałeś? – spytała, kiedy jej wczorajszy nastrój prysł.
Bąkiewicz spojrzał na szmatławiec, który wylądował na biurku i podniósł na nią wzrok.
- Czytasz to?  -spytał, nieco zgorszony, a ona uderzyła palcem w stół tak intensywnie, że złamała paznokieć.
- Błagam Cię, nie wkurwiaj mnie, tylko to przeczytaj, błagam! – warknęła nieskładnie i usiadła na biurku przyjmującego, patrząc na Zagumnego.
- Widziałaś już… - powiedział cicho doświadczony rozgrywający i stanął obok niej. – Wiesz Zuza, myślę, że nie powinnaś się tym przejmować. Ludzie nie uwierzą w takie brednie.
- Nawet Przedpełski już do mnie dzwonił – powiedziała, czując, ze zaraz się rozpłacze.
Winiar leżał za to na łóżku i w kompletnym milczeniu tryumfował, widząc smutek na jej bladej twarzy.
- Kto mógł to zrobić…
- Kubiak – powiedziała pewnie, zaciskając mocno zęby i ocierając oczy.

___________________________________

Tak więc proszę. Jest długo, coś się dzieje. No i jest w niedługim odstępie czasowym. Mam nadzieję, ze się cieszycie. Tym bardziej, że mamy koniec trymestru, a ja tu dla Was tworzę :D. 
Piosenki radzę przesłuchać w wolnej chwili, wybrałam jedne z fajniejszych z mojej stałej playlisty (to że słucham niektórych z nich nie świadczy o mnie najlepiej, wiem xD).
Buziaczek! <3
A.

sobota, 9 marca 2013

12. Twoje oczy lubią mnie. I to mnie zgubi.


- Jest naprawdę dobrze, ale nie wypuszczajcie tego z rąk. Kończymy to w tym secie – powiedziała pewnie, wyciągając dłoń.
Ostatni okrzyk i powrót na boisko. Spojrzała na tablicę wyników i poprawiła krótką, czerwono-czarną sukienkę. Wszystko układało się po ich myśli. Poza pierwszym przegranym niestety setem, chłopcy dzielnie gromili rywali. Debiut miał być więc w pełni udany. Popatrzyła przez chwilę na drugą stronę siatki. Matt spojrzał na nią i odwrócił wzrok, uśmiechając się pod nosem. Nie był to pierwszy raz, gdy ich spojrzenia przypadkiem się spotkały. Za każdym razem uciekał zostawiając nutkę niedosytu. Nie miała pojęcia, co w nim jest takiego. Tak elektryzującego, słodkiego. Nieco intrygującego.
- Nie było bloku! – powiedział Anderson do sędziego, a ona podeszła bliżej.
- Przecież prawie wyłamało Ci ręce! – odpowiedziała po angielsku z nieco polskim wciąż akcentem i popatrzyła mu w oczy. Uśmiechnął się zawadiacko i pokręcił głową.
- Nieprawda! – roześmiał się ciepło, a ona pogroziła mu palcem.
- Kłamiesz – powiedziała pewna.
- Dobra, dotknąłem – przyznał szeptem, trapiony jej spojrzeniem i pokręcił głową.
- Proszę wracać na swoje miejsca – powiedział sędzia, rozdzielając ich.
Zaśmiała się i cofnęła się kilka kroków, uśmiechając się do swojej drużyny. Sędzia decyzji nie zmienił. Punkt dla Polski wywołał u Andersona kpiący śmiech, który ukryć miał jego poprzednie kłamstwo.
- Co Ci powiedział? - spytał Ziomek na przerwie technicznej. 16 punktów po stronie Polski było dużą zaliczką w czwartym secie.
- Spytał czy się z nim umówię – zażartowała, a Kubiak popatrzył na nią, unosząc brew z powątpiewaniem. – Słonka, doprowadźcie to już do końca. Niewiele czasu potrzebujemy, żeby rozstrzygnąć to na swoją korzyść. Grajcie środkiem, oni dzisiaj nie mogą tego odczytać. Wracamy – powiedziała pewnie i uśmiechnęła się ciepło.
Potrafiła ich zmobilizować paroma prostymi słowami. Skąd wzięła ten dar przekonywania? Tego nie wiedzieli. Ale działało. I to było w tej chwili najważniejsze. Skuteczność jej metod zaprocentowała na boisku, bo chwilę później cieszyli się już z wygranego meczu. Z dumą klaskała w dłonie dziękując im za całą pracę, którą dziś wykonali.
- Gratuluję Panowie. Świetny mecz. Dzisiaj kręgle, jutro wolne, pojutrze kolejny mecz, więc dzisiaj się odprężamy, a później zbieramy siły – zapowiedziała, stojąc w szatni. Siedzieli nieco zmęczeni na ławkach wokół niej.
- Kręglujemy z Metju? – zapytał Kurek, poruszając brwiami, a Kubiak wstał zamaszyście i wpadł pod prysznic, żeby już tego nie słuchać.
Gorące strużki ukoiły jego zmęczone ciało. Stał długo wśród pary i wody, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo chciałby dotknąć jej bladych warg. Chyba nigdy wcześniej nie czuł takiego strachu, że kto inny mógłby to zrobić. Chciał być tym jedynym. Dopiero teraz zaczęło docierać do niego, jak wiele stracił przez swoją szczeniacką głupotę i jak bardzo żałuje tego, co lata temu odebrało mu ją na zawsze.
- Nie mam pojęcia. Chyba przyjdą – powiedziała, siadając na ławce między Bartmanem a Nowakowskim.
- Ale się w Ciebie wgapiał chwilami – powiedział Zibi, trącając ją w bok.
- Przestań, przecież ja Matta dopiero dzisiaj poznałam! Tworzycie jakieś historie, romanse. To idiotyzm – powiedziała, śmiejąc się.
- Nie Matt, tylko Kubiak – powiedział Ignaczak, kiwając głową z szerokim uśmiechem i przewiesił sobie ręcznik na szyi idąc pod prysznic.
- Widzimy się w autokarze – ucięła krótko, nie mając zamiaru dłużej słuchać tych bredni.

- Jak to było, kiedy byłaś z Michałem? – zapytał Bąkiewicz, siedząc obok niej w autokarze.
Oderwała wzrok od krajobrazu za oknem i popatrzyła na przyjmującego,
- Chwilami idealnie, czasem mniej… Kubiak to bardzo trudny typ. Bardzo wymagający. Nie należy też do zbyt cierpliwych, a do mnie trzeba niestety mieć dużo siły. Wiesz, nie pamiętam już, jak to jest kochać – przyznała cicho i spojrzała na pomalowane na grafitowo paznokcie. – Było wspaniale, chociaż dość… Niestabilnie. Często się kłóciliśmy i bardzo często rozstawaliśmy – powiedziała lekko się uśmiechając.
- Naprawdę?
- Tak. A jak już zaczynaliśmy na siebie krzyczeć, to naprawdę… No rzucaliśmy talerzami, to nie były zwykłe kłótnie. Najbardziej nie lubiłam tych chwil, kiedy wrzeszczeliśmy, on w pewnej chwili zaczynał już żartować i w końcu mówił „no, to się wykrzyczałaś”. Zaczynałam wtedy płakać, bo czułam się tak cholernie bezsilna.
- Rozumiem – powiedział cicho Michał i pogłaskał ją po dłoni. – Nie jest łatwo. Ja z Beatą też czasem mam różne jazdy. Ale ogólnie to… Jest przyjemnie.
- I to się liczy. Żeby było przyjemnie. Beata to Twoja narzeczona?
- Dziewczyna. Nie określałbym tego jeszcze tak wielkimi słowami. Ale kto wie… - powiedział lekko się uśmiechając.
- Mam nadzieję, że będzie tylko dobrze – szepnęła szczerze i popatrzyła na resztę chłopaków.
Kubiak z słuchawkami na uszach wpatrywał się w sufit, Bartman grał na konsoli, Kurek i Jarosz bawili się w kamień, papier i nożyce, a Winiar słał smsy zerkając co jakiś czas na drogę przed nimi.
- Co tam? – spytał Ziomek, uśmiechając się do niej dość słodko, a ona spojrzała na niego podejrzliwie i roześmiała się, widząc niewinną minę, którą właśnie zrobił, aby oczyścić się z jej podejrzeń.
- No nic – odparła z uśmiechem i popatrzyła na śpiącego Ignaczaka.
- Wysiadamy – powiedział głośno Mozdżonek i wstał z miejsca, uderzając głową w sufit.
Siarczyste przekleństw w ustach tak spokojnego człowieka rozbawiło wszystkich. Głośny śmiech obudził libero, który spojrzał nieco zdziwiony na całe towarzystwo.
- Co tu się znowu dzieje – spytał zaspanym głosem i od razu poprawił włosy, patrząc na nią.
- Wysiadamy – zaśmiała się, powtarzając słowa kapitana i wstała, uderzając się głową w niższy sufit nad siedzeniem.

__________________________________

Wiem, że krótko i lipnie, ale dajcie mi się rozkręcić - dawno tego nie robiłam.
Przepraszam Was bardzo.
Do następnego. Oby szybko.
A.

środa, 6 marca 2013

00.

Słonka, naprawdę, już miesiąc czekacie na nowy rozdział. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Postaram się coś sklecić, jeśli dobrze pójdzie, to nawet na jutro!
Przepraszam Was z całego serca, przez tę szaloną szkołę straciłam poczucie czasu. I przestrzeni chyba też.
Buziak.

niedziela, 27 stycznia 2013

11. Jeśli już ktoś dziś puka w jej drzwi, to z całych sił tylko przeciąg. Przeciąg trzaska złudzeniami.


- To po meczu, tak?
- No tak, tylko to musi być niespodzianka – powiedział Mariusz kiwając głową.
Znał ją długo i świetnie pamiętał, że w dziś, w sobotę, są jej kolejne urodziny. Dokładnie dwadzieścia trzy lata temu przyszła na świat. Uśmiechnął się nieznacznie.
- Ale ona lubi takie kulturalne imprezy. Więc jakiś torcik, szampan i to wszystko – zastrzegł, a Ignaczak uniósł brew.
- Zaprosimy Matta – rzucił, śmiejąc się ciepło.

A ona? Siedziała właśnie w fotelu i patrzyła przed siebie. Żadna informacja nigdy jej tak nie rozbiła. W dzień swoich urodzin i debiutu w kadrze usłyszała słowa, których nigdy usłyszeć nie chciała.
- Zuzka, mogę? – spytał ciepło brunet, a ona uniosła oczy pełne łez i szybko odwróciła głowę ocierając je wierzchem dłoni. – Co jest? – spytał zmartwiony i podszedł bliżej, kładąc dłoń na jej plecach.
- Nic – szepnęła i spuściła wzrok.
Niewiele to jednak dało. Słysząc głośny szloch, Michał schował ją w ramionach i delikatnie głaskał jej drobne ciało, chcąc, aby się uspokoiła.
- Masz tremę? Będzie dobrze, Zuza. Zaufaj mi – powiedział Bąkiewicz, a ona pokręciła głową.
Widząc, że na razie niczego się nie dowie, wolał odpuścić. Usiadł wygodnie na łóżku i posadził ją obok siebie, obejmując nadal ramieniem. Oparła głowę na silnym torsie i bezsilnie patrzyła w ścianę, roniąc kolejne łzy na jego koszulkę. Czarne ślady opadające z jej oczu na materiał.
- Można wiedzieć zbyt dużo? – spytała cicho, unosząc głowę.
Przyjmujący delikatnie odgarnął jej włosy za ucho i ułożył drobne stopy na swoim udzie, lekko ja kołysząc.
- Myślę, ze nie. Że zawsze lepiej znać całą prawdę.
- Ale gdybym nie wiedziała chociażby o tym, że Michał mnie zdradził…
- Zdradził?- spytał chłopak zdziwiony i lekko zacisnął dłonie w pięści. – On cię zdradził?! – powtórzył, a ona lekko pokręciła głową.
- To nie jest istotne. Istotne jest to, ze to w mojej rodzinie najwyraźniej genetycznie uwarunkowane, że jesteśmy zdradzane. Nienawidzę was, jesteście bezduszni. Oddajemy wam całe życie, a wy w kółko tylko kłamiecie – mruknęła i ukryła twarz w dłoniach, a on wydobył ją z nich bardzo delikatnie i popatrzył w jej czerwone oczy.
- Co się wydarzyło – zapytał cicho.
- Rodzice się rozwodzą. Tata zdradzał mamę od trzech lat. A wiesz co jest najgorsze? Że ja byłam pewna, że to najszczęśliwsze małżeństwo na świecie. Żyłam złudzeniami– powiedziała cicho i rozpłakała się na dobre.
Westchnął głośno i posadził ją na swoich kolanach, delikatnie kołysząc. Nic nie dawało. Szloch roznosił się po pokoju coraz bardziej i bardziej, narastał i stawał się coraz głośniejszy. Zaczął głaskać długie, ciemne włosy i patrzył na drzwi. Jak można to zrobić takim kobietom, jak ona. Jak Kubiak mógł to zrobić?!
- Lepiej wiedzieć. Życie z kłamcą nie jest niczym dobrym – powiedział jej do ucha i wziął na ręce chodząc spokojnie po pokoju od okna do drzwi, dopóki płacz nie ustał, a ona nie spojrzała na niego dziwnie niewinnym spojrzeniem. Jak mała, zagubiona dziewczynka obserwująca starszego brata, który obronił ją właśnie przed kolegami z klasy.

- Czy aj dżast metju miał już trening? – spytał Krzysiek, chodząc z kamerą między chłopakami.
- Nie. Ale my mamy za kwadrans. A jej nie ma – rzucił Winiar, unosząc brew i zasznurował buty.
- Nowe? – spytał Krzysiek, kierując na nie obiektyw.
- A jak!
- Firmówki?
- A jaak! – rzucił z dumą Michał i wyszczerzył się tryumfalnie, prezentując obuwie.
Na halę wszedł Bąkiewicz. Jego dziwne zachowanie szybko przykuło uwagę kolegów. Siatkarz odłożył na stolik dużą reklamówkę i spojrzał na nich.
- Zuza zaraz będzie. Mamy się rozgrzewać – powiedział spokojnie, nieco zdziwiony drążącymi go spojrzeniami.
- Zuza będzie – powtórzył Ziomek, poruszając brwiami.
- Mamy się rozgrzewać – dodał Kosa, wykonując ten sam gest i wyszczerzyli się porozumiewawczo.
Kubiak lekko zacisnął zęby, wnikliwie obserwując Bąkiewicza. Szybko znalazł się przy nim, dotrzymując mu tempa w biegu. O czym gadali nie wiedział nikt. Rozmowa nie była jednak zbyt spokojną, o czym świadczyły zacięte miny obu panów.
- Skończy się na rękoczynach. A tymczasem, drodzy widzowie, jest i ona! Jasna gwiazda, która rozświetli nam drogę do zwycięstwa w el eśce. Zuzaaaaaaa Witkowskaaaaaaaa! – powiedział i skierował kamerę w jej stronę.
Widząc, jak dyskretnie spuszcza głowę i stara się odwrócić od obiektywu, wyłączył jednak nagrywanie i odłożył urządzenie na stół.
- Rozgrzewaj się – poprosiła spokojnie, a Ignaczak usiadł obok niej.
- Co jest? – spytał, bo jej zaczerwienione oczy nie wskazywały na żadne pozytywne wydarzenia.
- Nic Krzysiek. Rozgrzewaj się, proszę – powtórzyła, a on pokiwał głową i pobiegł na boisko.
Dała im jeszcze kwadrans, a później wstrzymała wszelkie ćwiczenia, zbierając ich wokół siebie.
- Chciałabym dopracować taktykę Chłopcy. Spróbujemy najpierw rozegrać parę akcji pierwszy skład na drugi, a później będę jeszcze zmieniać i testować – zapowiedziała i stanęła przy linii pierwszego z boisk. – W pierwszym składzie chciałabym zobaczyć najpierw Gumę, Igłę, Marcina i Piotrka. Na ataku Zbyszek, a na przyjęcie Kuraś i Winiar. Na drugie zapraszam Ziomka, Pawła, Grześka i Karola, atak Wlazły i Bąku z Kubiakiem. Na razie Na bok Rucy, Łomacz i Jarosz, wchodzicie na zagrywkę, będę mówiła kiedy. Później będziemy zmieniać. Gramy – powiedziała, podając piłkę do Kubiaka i odwróciła się, żeby tylko nie trafić na jego spojrzenie.

Trening nie należał do łatwych. Podejmowanie decyzji tego dnia, gdy czujesz, jak się marszczysz, ciało wiotczeje, cycki zaczynają opadać, a do tego Twoje życie rodzinne właśnie przestało istnieć, jest cholernie trudne. Przyznać trzeba jednak, ze stanęła na wysokości zadania. Gardini bardzo jej pomagał. Wiedziała, ze gdyby nie ten facet, nigdy by tego nie przetrwała. Ich wieczorne rozmowy dużo jej dawały. Napawał ją optymizmem i spokojem.

- Z dzisiejszych obserwacji wynika, że wieczorem w pierwszym składzie zobaczymy Ziomka, Igłę, Możdżona i Piotrka, Mariusza, a na przyjęciu Kurka i Kubiaka. Na rezerwie będą wtedy Guma, Grześ, Zbyszek, Bąku i Winiar. A na trybunach zasiądziecie wy, Chłopcy. Chcę jednak, żebyście wiedzieli, że tutaj nie ma nic na stałe. Nikt nie jest w pierwszy skład wmurowany. Liga Światowa daje nam ten komfort, że obiecuję, że zagracie wszyscy, bez wyjątków. Wiecie już jak grają Amerykanie, wczorajsze wieczorne spotkanie mam nadzieję nieco nam rozjaśniło sytuację. Zobaczymy, na co postawią dziś. Na pewno trzeba się nastawić na przyjęcie i szczelny blok, najlepiej aktywny. Pasywny z nimi nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo mają wtedy czas na ustawienie swojego, a Anderson ostatnio murował w rosyjskiej, Bartek coś o tym wie – powiedziała, uśmiechając się lekko.
- Czyli nadal Metju – roześmiał się Pit, a ona lekko zmrużyła oczy, patrząc na niego złowrogo.
- Proszę się uspokoić – powiedziała i zaczęła się śmiać, słysząc swój oficjalny ton. – A tak poza tym, to dziękuję za cukierki. Od kogokolwiek są.
- Pewnie od Matta – rzucił Kubiak z przekąsem, a Bartman uśmiechnął się lekko.
- Nie, bo karteczka w reklamówce po polsku. Częstujcie się – powiedziała jeszcze i przeszła między nimi z pełnym workiem słodyczy. – Zasłużyliście sobie. Jestem z was bardzo zadowolona. Jesteście świetnie przygotowani, Chłopcy. Musicie tylko robić swoje i pamiętać, że gramy u siebie. A jaka jest nasza publiczność?
- Najlepsza na świecie – powiedział pewnie Winiar, a ona kiwnęła głową, uśmiechając się do Niego lekko.
- A tak na przyszłość. Mieszanka Wedlowska jest pyszna, ale wolę Michałki. Papierki mniej szeleszczą i nie trzeba się dzielić – powiedziała i zaczęła się śmiać, patrząc na swoich chłopców.
Trening pozwolił jej się oderwać. Chociaż na chwilę zapomnieć o życiu, które chwilowo waliło jej się na głowę. A do tego on… Rozmowa podziałała jak terapia. Mogła się wypłakać i wygadać, a on słuchał i co jakiś czas dodawał coś od siebie. Jak dobrze było mieć w swojej ekipie kogoś tak ciepłego i przychylnego, kto podejdzie do Ciebie tak czysto po przyjacielsku, bez żadnych uprzedzeń.

Czysto po przyjacielsku nie oznacza chyba jednak z drugiej strony dziwnego ciepła, gdy trzymasz ją w ramionach. Usiadł na ławce w szatni i popatrzył na Winiara, który dziwnie się uśmiechał, klepiąc właśnie smsa.
- Co się szczerzysz? – spytał, trącając go łokciem.
- Nie Twój interes – rzucił przyjmujący, uśmiechając się szeroko  do kolegi z drużyny i wstał, owijając się ręcznikiem w pasie.
- To co misiu-pysiu? Prysznic? – spytał Kurek, wisząc przez ramię Jarosza.
- A iiidź! – mruknął Kuba i wytarł się zniesmaczony, patrząc na Ziomka.
- Bartuś, zaczekaj! – rzucił rozgrywający, łapiąc kumpla pod rękę i wszedł razem z nim do łazienki.
- Tylko po mydło się nie schylaj! – krzyknął za nim Winiar i wśród śmiechu kolegów wyszedł z szatni na korytarz, odbierając telefon.
- Po meczu. Tak. Myślę, że koło dwudziestej pierwszej. Hotelowa kręgielnia, ale na pewno wystarczy czekać pod budynkiem, pali papierosy więc razem wyjdą. Ale jasne, będzie materiał jak nic! – powiedział pewien i widząc nadchodzącą dziewczynę, szybko odłożył słuchawkę.
- To jakaś taktyka? Masz zamiar rozproszyć rywala golizną? – zaśmiała się Zuza, a on uśmiechnął się do niej.
Jak słodka była, gdy nieświadoma jutrzejszych nagłówków, starała się nawiązać z nim kontakt! Tryumfował, próbując uśpić jej i tak nikłą czujność. Bo przecież jak inteligencja znikoma, to i intuicji brak.
- Mam nadzieję, że Ciebie za bardzo nie rozproszę, bo nam się przydasz – powiedział poruszając brwiami i przepuścił ją w drzwiach do szatni.
- Nie patrzę – rzuciła, zasłaniając oczy dłonią i obserwując ich bacznie między palcami. – Chłopcy, tak jak mówiłam, na szesnastą jesteśmy już na hali, więc piętnasta trzydzieści zbiórka pod autobusem. Wszyscy, obowiązkowo. Oczywiście zwarci i gotowi do meczu, tego chyba nie muszę przypominać – powiedziała, lekko się uśmiechając, a oni grzecznie pokiwali głowami, stając przed nią półnago.
- Kocham tę robotę – rzuciła jeszcze tylko, obserwują męskie, umięśnione ciałka i zaczęła się śmiać, wychodząc szybko z przepełnionego testosteronem pomieszczenia.


_________________________________


Tadaaam! 
Jako świeżo upieczona siedemnastolatka mogę Was obdarować kolejnym rozdziałem. Czytać i mówić, co sądzicie. Konstruktywna krytyka mile widziana, bo weny brak, a może wy mnie jakoś natchniecie.
Jeszcze milej widziane pomysły na ciąg dalszy. 
Kreatywność jest teraz w cenie, Dziewczęta.

Odpowiadając na Wasze komentarze:
1) więcej siatkarzy - oczywiście, zawsze chętnie! Prawdą jest, że skupiłam się na kilku wybranych, ale postaram się to zmienić. 
2) telenoweli chciałam uniknąć, zaczynając to opowiadanie, ale wygląda na to, że inaczej nie umiem - zawsze musi mi wyjść romansidło, zawsze. A chciałabym się tego oduczyć. Jeśli ktoś prowadzi jakieś warsztaty z pisania nieprzesłodzonych, niemiłosnych historii, to ja bardzo chętnie.
3) spowodowanie nienawiści do Winiara nie jest moim celem, chociaż sama średnio za nim przepadam, to nie chcę nikogo nastawiać przeciw niemu, tylko żartowałam :P.
4) przepraszam, że tak Was zaniedbuję, ale wena przychodzi do mnie falami. W tej chwili odpływ. Dlatego liczę na pomysłowe wsparcie ^^.


A tak bardziej poza. Znacie jakieś piosenki o siedemnastolatkach? Będąc szesnastką, miałam swoją ukochaną Muzykę Końca Lata i ich "16 skończy w czerwcu", a teraz...

I jeszcze, a co mi szkodzi, ask autorki - MsPretensja. Serdecznie zapraszam :D.

A.

niedziela, 6 stycznia 2013

10. Ciało i rozum w permanentnej niezgodzie.


Nadal była nieco oszołomiona. Jej zielone oczy dziwnie krążyły po sali pełnej siatkarzy.
- Dzisiaj, moi drodzy, macie wolne. Jutro rano, o dziewiątej mamy siłownię, o dwunastej taktykę, czternasta obiad, a o szesnastej jedziemy na halę. Obejrzymy mecz Kanady z Brazylią i zagramy swój. Liczę na pełne zaangażowanie. Spotkanie ze Stanami może być naprawdę istotne. Z resztą, w Lidze każde spotkanie będzie ważne.
- Nie tak ważne, jak jej spotkania z Andersonem – rzucił Winiarski do Wlazłego, a Mariusz spojrzał na Niego zdziwiony.
- Jeśli szukasz kogokolwiek, kto ma ochotę ją krytykować, to nie tutaj. Przecież wiesz – powiedział atakujący do przyjaciela, a Winiar zacisnął zęby.
Ona, ignorując szmer dochodzący z drugiego rzędu, dokończyła wypowiedź i uśmiechnęła się do chłopaków.
- Pamiętajcie – Naszym celem jest wygranie wszystkich spotkań w grupie, bo Brazylia będzie mocno naciskała – podkreśliła na koniec i otworzyła drzwi. – Do wieczora.
Siatkarze szybko się z nią pożegnali i zniknęli. Jeden z Nich wolał jednak zostać. Propozycja, jaką miał zamiar jej złożyć w zasadzie nie przechodziła mu przez gardło. Zuza spojrzała w górę, szukając w jego oczach jakiejś wskazówki.
- Masz ochotę na spacer? – wydukał wreszcie Kubiak, a ona spojrzała na niego wielkimi oczami.
- Jasne – odparła podświadomie, nie wiedząc właściwie dlaczego się zgadza.
Chłopak niewiele myśląc zaoferował jej swoje ramię. Minęła go jednak, zerkając w stronę schodów.
- Wezmę tylko telefon i okulary, zaraz wrócę – powiedziała niespokojnie i pognała na górę.
- Słuchaj, myślę, że ona się cieszy z takiego obrotu sprawy – stwierdził Zbyszek, który nagle znalazł się przy przyjacielu.
- Ja tam nie wiem.
- Stary. Trzymaj łapy przy sobie i jakoś to będzie. Ja wiem, że w takich chwilach, to rozum nie zawsze zgadza się z ciałem, bo sukienka krótka, ale wytrzymaj. Jak dobrze pójdzie, to nie będziesz długo czekał. 
- Bartman. Spierdalaj, dziękuję bardzo – powiedział zwyczajowo i pokręcił głową, widząc schodzącą po schodach Zuzę.
- Błyskotka – rzucił Zbyszek z szerokim uśmiechem i uszczypnął ją w pośladek, gdy tylko zjawiła się obok.
- Łapska – warknęła mało uprzejmie.
- Nie bądź taka oporna, lecisz na mnie jak wszystkie – stwierdził atakujący i poruszył brwiami, znikając jednak szybko z pola widzenia.

Spacer był dość długi. Chodzili wokół stawu znajdującego się w centrum parku. Rozmowa na początku niezbyt się kleiła. Szybko jednak złapali wspólny język. Przez moment było nawet jak kiedyś.
- Wolałam, jak śpiewałeś o baranku.
- Niee! Nie zmusisz mnie do tego. Nie w miejscu publicznym – zaśmiał się, siadając na schodach, prowadzących do wody.
- Boję się tu z Tobą siedzieć. Miewasz głupie pomysły – powiedziała szczerze, patrząc na niego zza ciemnych okularów.
- Nie wrzucę Cię. Siadaj – powiedział, lekko się uśmiechając i zrobił jej więcej miejsca. – Zmieścisz swoją wielką dupę?
- Zawsze wiedziałam, że masz mnie za grubą.
- Zawsze lubiłem Twoje okazałe pośladki – powiedział poruszając brwiami. – Klepać – dodał szybko, powodując, że jej blada twarz pokryła się rumieńcem.
Zaśmiał się, obserwując ją uważnie.
- No zaśpiewaj – zaczęła naciskać.
- Zuza.
- Proszę – powiedziała tak słodko, ze nie był w stanie jej odmówić.
- Jak dobrze być barankiem – zaczął niepewnie.
Widząc jednak aprobatę dziewczyny i jej uśmiech, kontynuował wiele śmielej. Jak bardzo lubił sprawiać jej przyjemność. Za uśmiech na jej twarzy był w stanie oddać wszystko.
- I wstawać wczesnym rankiem. Wybiegać na polankę i śpiewać sobiee tak! Bee, beee, beeee, kopytka niosą mniee! – wyśpiewał głośno becząc.
Śmiała się głośno, widząc miny przechodniów i słysząc jego głos w ulubionej piosence.
- A może coś jeszcze? – powiedziała, gdy wreszcie się uspokoiła.
- Nie ma mowy. Nie! Nie namówisz mnie – dodawał szybko, widząc jej błagalne spojrzenie.
- No dooobra – powiedziała, bawiąc się brzegiem sukienki jak mała, obrażona dziewczynka.
Nie mógł pozostać obojętny. Nigdy nie pozostawał. Nachylił się nad jej uchem i zaczął cicho nucić.
- Lubiła tańczyć. Pełna radości tak, ciągle goniła wiaatr.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując jak opiera się za nią, obejmując ją nieznacznie ramieniem. Przymknęła powoli oczy.
- Zuziu, wiesz czym jest miłość? – zapytał nagle, a ona otworzyła oczy.
No czym. Czym właściwie ona jest. Tak nieuchwytna i abstrakcyjna, niekonkretna. Inna dla każdego.
- Sama nie wiem, czy wiem. Kiedyś myślałam, że tak, ale teraz… – powiedziała cicho i spojrzała w niebo.
- Aaa – mruknął tylko i spojrzał przed siebie.
- Wydaje mi się, że miłość to pomoc. Bezinteresowne wyciąganie ręki i docenienie tej wyciągniętej. Korzystanie ze wsparcia, które daje nam druga osoba. Wierność, cierpliwość i wzajemna akceptacja. Przyjmowanie drugiej osoby ze wszystkimi zaletami i Adami, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale co ja tam mogę wiedzieć…
- Czyli ja Cię kocham – powiedział nagle Kubiak, po krótkiej chwili milczenia.
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Michał – szepnęła cicho, a chłopak spuścił wzrok.
- Jest późno, zaraz obiad. Musimy chyba wracać – powiedział nerwowo i podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie.
- Chyba tak – przyznała, wstając przy nim i kierując się w milczeniu w stronę ośrodka.

- A gdzie nasz gwiazda? – spytał złośliwie Michał, wchodząc do pokoju Kurka.
- W dupie. Nie bądź złośliwy – rzucił Bąkiewicz, stając w obronie pani trener.
- Kolejny zakochany. Co ona ma takiego, że wszystkich Was owinęła wokół palca? Jesteście tacy naiwni – zaśmiał się teatralnie Winiar, a Bartek wyłączył grę, zerkając na niego.
- Czemu jesteś taki cięty.
- Bo lubię – odpowiedział szybko Winiar i poczochrał włosy Bartka. – Milcz Bambino, kiedy dorośli rozmawiają – dodał, siadając przy nim.
- Partyjka? – spytał Bąku, tasując karty.
- Zawsze – odparł miło Winiarski i klepnął Bartka w ramię. – Żartowałem. Trochę luzu.
- Ja jestem luźny. Bardzo luźny. Jestem taki luźny – chcąc zademonstrować, wstał z łóżka i zaczął biegać po pokoju, wymachując łapami.
Chłopcy zaczęli się śmiać, a Jarosz, na swoje nieszczęście, wchodząc do pokoju i gadając z żoną przez telefon, nie zauważył podrygów przyjaciela. Zmasakrowany długimi, silnymi kończynami upuścił telefon i skrzywił się koszmarnie.
- Nosz kurwa mać, Kurek, do jasnej anieli, czy Ty jesteś chory?! – zapytał wściekły i podniósł komórkę z ziemi.
- Winiar mi zarzuca, że sztywny, Ty że chory. Walcie się wszyscy – powiedział obrażony przyjmujący i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Na korytarzu wpadł na Zuzię, która właśnie wróciła. Uśmiechnięta dziewczyna zrobiła na nim dobre wrażenie. W ogóle, wydawała mu się być całkiem w porządku. Nie rozumiał antypatii kumpla, a tym bardziej ich nie podzielał.
- Mała, idziemy na obiad?
- Tylko zmienię buty, bo mnie obtarły – powiedziała, wchodząc razem z Kurkiem do swojego królestwa.
- Nasza Kruszyna numer dwa, czyli Pani Trener. Uśmiechnij się proszę – powiedział Krzyś, wchodząc z kamerą do pokoju.
Wyszczerzyła się do niego ciepło, zakładając na stopy wygodne baleriny.
- Najczystszy pokój – rzucił Bartek, śmiejąc się.
- A u Bąkiewicza byłeś? – spytała zdziwiona, podważając jego zdanie.
- A Ty często tam bywasz? – zapytał Krzysiek, trącając ją palcem w bok i poruszając brwiami.
- Igła – warknęła tylko, kręcąc lekko głową i w doborowym towarzystwie dotarła do restauracji.

Wspólne posiłki z reprezentacją Polski okazały się być dla niego nie lada wyzwaniem. Długie spojrzenia posyłane w jej kierunku nie umknęły jednak uwadze Russella,  który głośno się roześmiał.
- Stygnie Ci zupa – zauważył, a Matt spojrzał w talerz, przenosząc szybko wzrok na roześmianego Holmesa.
- Zajmij się swoją – odparł nieco urażony i wbił oczy już wyłącznie w łyżkę, starając się nie rozpraszać.

Pogrążona w myślach o Kubiaku i nagłym przypływie szczerości, obserwowała cały czas amerykańskiego przyjmującego. Ideał, który siedział właśnie w drugim kącie sali, całkowicie zaprzątnął jej myśli, szybko wypychając z nich byłego kochanka.
- I co tam Mała? Smakuje? – spytał Krzysiek, który krążył właśnie po stołówce.
Pod wrażeniem słów wypowiedzianych przez libero tuż przy uchu, upuściła łyżkę prosto w barszcz, zachlapując przy tym zarówno swoją sukienkę, jak i białą koszulkę Gardiniego.
- Przepraszam – powiedziała szybko i zaczęła wycierać współpracownika.
Ignaczak, uwieczniając wszystko na taśmie, śmiał się głośno.
- Coo? Aj dżast METJU? – zapytał, akcentując ostatni wyraz.
Siatkarze zaczęli się głośno śmiać. Ona też, nie mogąc się powstrzymać od takiej reakcji, spuściła wzrok i roześmiała się, czując jak rumienią się jej policzki. Kolejny raz dziś.
- Metju Anderson. End dis is krejzii! – dodał jeszcze Igła i poklepał ją po ramieniu, podchodząc do Łomacza.

_____________________________________

Nie będzie marudzenia, że za długo musiałyście czekać? :D
W przypływie weny. Wątpię, żeby to stało się normą.
Buziaczek.
A.

9. Dziś jest tylko jedna taka szansa na sto.


Dni mijały szybko, a godziny treningów przeciekały niczym przez palce. Pierwszy mecz z Amerykanami nie miał należeć do łatwych. Zabawa zaczęła się jednak już w momencie, gdy rywale dotarli do hotelu w Łodzi. Od chwili przekroczenia progu, Matt zaczął się nerwowo rozglądać.
- Może dyskretniej? – spytał po angielsku Holmes i zaczął się śmiać, klepiąc kumpla p plecach.
- Alekno kazał znaleźć żonę, więc szuka – odparł Lotman i poklepał młodszego kolegę po plecach.
- Szukam kumpla. Graliśmy razem, a on jest z Polski i gra w reprezentacji.
- I nawet ze mną w klubie – zauważył Holmes i zaśmiał się, widząc kompletną dezorientację i rozbicie Andresona.
Kubiak wypadł właśnie zza rogu i z radosnym okrzykiem powitał dawnego przyjaciela. Gdy dotarł do Stanów, to właśnie Matt wspierał go najbardziej. Z racji wspólnych lekcji i gry w jednej drużynie bardzo zbliżyli się do siebie. Teraz kontakt nieco się rozluźnił, ze względu na odległość dzielącą ich i kariery, które toczyły się zupełnie odmiennymi drogami. Jeśli jednak mieli okazję, bardzo chętnie spędzali ze sobą mnóstwo czasu, popijając piwo i grając w wyścigi, jak za dawnych lat.
- Stary – zaśmiał się Kubiak, klepiąc Matta po plecach i spojrzał na jego bagaże. – To idziemy na miasto?
- Na razie, to ja idę do łóżka – odparł zmęczony podróżą Amerykanin, uśmiechając się do dawno niewidzianego przyjaciela.
- Sam? – roześmiał się Michał, nie uzyskując jednak odpowiedzi.
Matt patrzył gdzieś daleko przed siebie, wyraźnie zafascynowany obiektem swojego spojrzenia. Przechodziła właśnie korytarzem w zwiewnej sukience, ze słodkim, malinowym uśmiechem na twarzy, a rzucając okiem to tu, to tam, nie zauważyła nawet, że przeciwnicy dotarli wreszcie na miejsce.
- Z nią – stwierdził cicho Amerykanin, obserwując ją bez przerwy, a Kubiak podążył za jego spojrzeniem.
Zaciśnięte szczęki Polaka świadczyły tylko o frustracji, jaką wywołała uwaga przykuta przez dziewczynę. Matt spoglądał na nią dziwnie oczarowany, a Michał czuł narastającą złość. Dlaczego? Przecież wcale jej już nie kochał. Jego obojętność przybrała jednak właśnie bardzo dziwną postać syndromu psa ogrodnika.
- To nasza trenerka – powiedział takim tonem, jakby miało to zniechęcić Amerykanina, swoim nienagannym angielskim.
- Śliczna – odparł Matt, bardziej chyba jednak do siebie.
- To jest Zuza. Moja była dziewczyna.
- Okej. Zostawiam – powiedział Anderson nieco zawiedziony i ostatni raz spojrzał za kobietą, która po raz kolejny przemknęła długim holem, dopadając tym razem ich trenera.

- Dzień dobry. Witamy w Polsce – powiedziała radośnie, całując oba policzki trenera Amerykanów.
Knipe uśmiechnął się ciepło i objął ją ramieniem, przyglądając jej się uważnie.
- Piękna następczyni. Alan Knipe, miło mi.
- Mnie również, Zuzanna Rakowska.
Uroczy uśmiech brunetki zrobił bardzo pozytywne wrażenie na mężczyźnie. Była czarująca, ale czy nadawała się na trenera? Teraz w ogóle się nad tym nie zastanawiał. Dziewczyna poprawiła nerwowo włosy i spojrzała w stronę hotelowej restauracji.
- Obiad jest o trzeciej, więc macie jeszcze dużo czasu, aby odpocząć – powiedziała dość płynnie, chociaż sprawniej posługiwała się chyba rosyjskim.
- Dziękuję – odpowiedział mężczyzna obdarzając ją kolejnym uśmiechem.
- Życzę udanego pobytu.
- Zwycięskiego – poprawił ją Knipe, a ona roześmiała się w głos.
- Nie. Raczej nie – odparła ciepło i zniknęła w hotelowej windzie, uciekając z pola widzenia przystojnego bruneta.

Siedział właśnie na łóżku, gdy weszła do jego pokoju. Uśmiech mimowolnie pojawił się na jego twarzy. Była taka pocieszna, gdy kolejny raz potykała się o próg i klęła siarczyście, zerkając wreszcie w jego czekoladowe oczy.
- Co czytasz? – spytała, siadając na brzegu materaca.
- Gazetę – odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Konkretniej?
- Ciekawą gazetę – zaśmiał się, drocząc się z nią.
- Bąkiewicz – warknęła tylko i usiadła wygodnie obok niego, patrząc w drobne literki.
Przez ostatnie tygodnie spędzili ze sobą dużo czasu. Zdecydowanie się do siebie zbliżyli. Z resztą, jak wszyscy koledzy, poznawał ją coraz lepiej i dostrzegał coraz więcej zalet posiadania szefowej, a nie szefa. Zuza była bardzo elastyczna. Trzymała dyscyplinę, często chodząc jednak na ustępstwa dla dobra swoich kochanych chłopców. Poza tym była bardzo zabawna i dbała o to, żeby wyglądali jak ludzie. Najważniejszym był jednak jej profesjonalizm. Gdy zaczynała pracę, nikt z nich nie spodziewał się, że jest w tym aż tak dobra. A ona każdego dnia udowadniała, że nauki pobierane u Andrei nie poszły na marne. Piątkowy mecz z Amerykanami miał być ostatecznym sprawdzianem, czy nowa gwiazda, bo bez wątpienia nią właśnie była, o czym świadczyło chociażby wielkie zainteresowanie mediów, daje sobie radę na tak odpowiedzialnym stanowisku.
Wracając jednak do szumu, jaki się wokół niej zrobił. Wydaje się, że głównym tematem dotyczącym Zuzy były podejrzenia kolejnych romansów. Ja i chłopaków jedynie to bawiło, prezes Przedpełski, zaniepokojony jednak takimi doniesieniami, szybko skontrolował sytuację w drużynie narodowej. Chłopcy zachwycali się nią w wywiadach i na facebooku, a redaktorki Ciach szczerze nienawidziły, obsmarowując ją i podkreślając brak sympatii przy każdej nadarzającej się okazji.
Pozostańmy przy Bąkiewiczu. Siedząc obok niej, uśmiechał się bez przerwy i złośliwie przywracał strony, gdy tylko zainteresowała się jakimś fragmentem tekstu.
- Michał – mruknęła obrażona i zmarszczyła brwi, wywołując tym śmiech bruneta.
- Będziesz brzydka i pomarszczona, jeśli nie przestaniesz – ostrzegł.
- Tak jak Ty – powiedziała ze współczuciem w głosie, a on spojrzał na nią zdziwiony.
- Ty mała Wredoto! – odparł oburzony.
Radosny śmiech rozniósł się po korytarzu, bo właśnie wyszła z pokoju czekoladowookiego, uciekając przed poduszką lecącą w swoją stronę. Przez nieuwagę wpadła jednak na kogoś, a odbijając się od silnego torsu wylądowała na twardej ścianie. Poczuła jednak mocny uścisk na nadgarstku, który w ostatniej chwili uratował ją przed bolesnym runięciem na ziemię.
- Przepraszam – usłyszała przerażony, amerykański akcent.
Powoli unosząc głowę, odzyskała równowagę i zamilkła, przyglądając się wybawcy. Jeden z cudów świata właśnie stał przed nią, uparcie trzymają dłonie na nadgarstkach. Matt Anderson we własnej osobie uratował właśnie jej niewiele warte, marne życie i uśmiechnął się tak, że znów straciła równowagę. Jego idealnie białe ząbki błysnęły jej po oczach, a spojrzenie wbite w nią wywołało nagłą potrzebę obejrzenia własnych butów.
- To ja przepraszam – powiedziała po polsku.
Chłopak uśmiechnął się tylko, kompletnie nic nie rozumiejąc. Ona za to szybko złapała brak reakcji.
- Przepraszam – powtórzyła po angielsku i delikatnie wysunęła ręce z jego silnych uścisków.
Sytuacja mogłaby w gruncie rzeczy uchodzić nawet za odrobinę romantyczną, gdyby nie fakt, iż cały wypadek obserwowały trzecie baczne, męskie, nieźle teraz zdenerwowane spojrzenia. Pierwsze z nich należało do Michała „Nie zależy mi” Kubiaka, a drugie, do gnijącego na łóżku Michała „To tylko szefowa” Bąkiewicza. Trzecie jednak było chyba najgroźniejsze. Michał „To doskonała sytuacja, żeby Cię udupić” Winiarski, planował właśnie jak obrócić to przeciwko Zuzie. Najlepszym sposobem wydawało się przecież rozkochanie ich w sobie do szaleństwa, przegranie meczu z Amerykanami i udowodnienie całemu światu, ze dziewczyna jest zdrajczynią. Amerykańskim szpiegiem w polskiej ekipie. Przyjmujący zaśmiał się tylko, myśląc o swym szatańskim planie i zniknął niezauważony przez parę, która wciąż stała na korytarzu, milcząc.


______________________________________

Nocą lepiej się tworzy. Mimo narzekań Bartków na stukanie w klawiaturę.
Do następnego. 

A.

niedziela, 23 grudnia 2012

8. Dobrze wie już, że MY się nie dzieli przez trzy. Z włoskimi koleżankami.


- Witam Panów bardzo serdecznie – zaśmiała się ciepło, widząc zmęczone spojrzenia i niezbyt świeże głowy.  – Rozgrzewamy się i taktyka. Zapraszam – powiedziała wskazując na boisko.
Niezbyt chętnie ruszyli na boisko. Po dwóch przebiegniętych kółkach nie wszyscy mieli siłę kontynuować bieg. Bąkiewicz padł na krzesełko i spuścił głową z trudem łapiąc oddech. Usiadła obok i podała mu butelkę wody. Spojrzał na nią nieco zawstydzony zachowaniem, którego nawet w pełni nie pamiętał. Zaśmiała się tylko, czochrając jego miękkie, nieułożone jak zawsze, włosy.
- On w głowy szalonym zawrocie, czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie – szepnęła mu tylko do ucha, a on lekko się uśmiechnął.
Przypomniał sobie właśnie wczorajszą recytację, załamując się jednocześnie. Jej delikatna dłoń w jego włosach nieco ukoiła narastający ból głowy. W ogóle, jej obecność działała dziwnie kojąco. Nie tylko na niego zresztą. Na krzesełkach po drugiej stronie siedział Kubiak.
Bądź co bądź, to mój zawodnik – pomyślała tylko. Długo zastanawiała się nad tym, jaka powinna być. Doszła wreszcie do wniosku, że dużo bardziej profesjonalnym zachowaniem byłoby traktowanie go na równi z resztą, odsunięcie życia prywatnego na inny tor.
- Woda – rzuciła niepewnie, wyciągając dłoń do przyjmującego.
Michał uniósł głową, widząc delikatną, bladą jak zawsze dłoń przed swoją twarzą. Ujął powoli butelkę, robiąc jej miejsce obok siebie.
- Trochę wczoraj przegięliśmy – zaczął, a ona kiwnęła głową, nerwowo machając nogami.
- Odrobinę – powiedziała ledwie słyszalnie.
- Chciałem. Chciałem Cie przeprosić, Zuziu.
Nie lubiła, kiedy tak się do niej mówiło. A on świetnie o tym wiedział. Nic się nie zmienił. Nawet przepraszając, musiał się z nią droczyć.
- Zuza, sory no – mruknął, drapiąc się po głowie.
Zaśmiała się pod nosem i kiwnęła głową.
- Spoko Dziku – rzuciła i klepnęła go w udo.
Jej lekko przymrużone oczy mówiły wszystko. Nie gniewała się. Może jeszcze odrobinę. Ale ten uśmiech. Półgębkiem. Flirciarski. Codzienny.
- Czyżby pokój w krainie Dzików?
- Jak widać – roześmiał się Wlazły, widząc rozmowę byłych kochanków.
- Dzika kraina! – krzyknął Krzysiek i zaczął się śmiać.
Możdżon pokręcił tylko głową i spojrzał w kamerę Ignaczaka, którą opiekował się teraz Łysy. Szybko została ona skierowana w stronę Pani Trener.
- Siema – rzuciła z uśmiechem i podeszła do chłopaków, tłumacząc im cele dzisiejszego treningu. – Poza tym, co miałam okazję oglądać jeszcze jako kibic, nie miałam okazji obserwować was w akcji. Więc zapraszam na boisko. Zagracie dzisiaj wszyscy, będę robiła zmiany, bo muszę Was zobaczyć w różnych konfiguracjach. Dlatego nie przywiązujemy się do zespołów – poprosiła, stając przy linii bocznej.
- A Ty, Trenereczko, będziesz się tak gapić bez słowa? – spytał Kubiak, szukając zaczepki.
- Wypieprzaj pod siatkę i mnie nie wkurwiaj – mruknęła tylko bardzo stanowczo, na co przyjmujący poruszył brwiami.
- Ostra jak wszędzie – odparł bardzo zawadiacko, mając na myśli konkretne wspomnienia z ich wspólnego życia.
- Kubiak. Umówmy się, że to całkiem nowa karta. Nic nie było. Nowy początek. I nie wypominaj mi naszego seksu.
- Nie lubisz tego wspominać? Ja tam lubię do tego wracać. Twoje krzyki i moje obolałe plecy.
- Idź! – wrzasnęła zdenerwowana.
Uśmiechnął się tylko jeszcze raz, a ona przewróciła oczami. Było co wspominać. Ale lepiej było nie wracać. Bezpieczniej. Przy tych wspomnieniach zawsze wracała jedna sytuacja.

‘Z uśmiechem weszła do domu, rzucając przy wejściu torby z zakupami. Zwiewna, czarna sukienka, kupiona specjalnie na wesele kuzyna Michała.
- Jestem Skarbie! – krzyknęła, zdejmując z nóg wysokie szpilki.
Z sypialni dotarł do jej uszu dziwny hałas. Nic sobie z tego nie robiąc, przeszła najpierw do salonu, odsłaniając zaciągnięte rolety. Następnie swe kroki skierowała w stronę ich zacisza. Z uśmiechem przekroczyła próg. Widok, który zastała, szybko starł go jednak z jej twarzy.
- Kochanie – powiedział zapinając koszulę. – Kochanie, to naprawdę nie tak! – zaczął tłumaczyć.
Czuła, że nie jest w stanie zamknąć ust. Stała w progu, przyglądając się Włoszce, naciągającej właśnie sukienkę na swe zgrabne, opalone ciało. Uniosła tylko brwi, szeroko otwierając oczy. Dziewczyna właśnie ubierała taką samą sukienkę, jak ta, którą przed chwilą kupiła! Chyba to oburzyło ja najbardziej.
- Kupiłam makaron, więc możesz ugotować swojej przyjaciółce obiad – powiedziała bardzo spokojnie, czując, że zaraz umrze.
Z rozpaczy? Ze złości! Jak ta zołza mogła mieć taką sukienkę, jak ona!
- Zuza, to naprawdę nie tak jak myślisz! – tłumaczył, łapiąc dłonie swojej dziewczyny.
- Potknąłeś się i przewróciłeś panią na łóżko, przypadkiem zdzierając jej sukienkę? – powiedziała z dziwną nadzieją w głosie.
Miał dziwne wrażenie, że nawet gdyby to potwierdził, byłaby w stanie w to uwierzyć.
- Sam nie wiem dlaczego to zrobiłem. Zuzia, kocham Cię.
- Daj spokój – warknęła oburzona.
Jej sukienka!
- Ja pójdę – powiedziała po włosku piękność, a ona uśmiechnęła się gorzko.
- Nie zostaniesz na obiedzie? – spytała uprzejmie. – Sukienkę mi zabrałaś, chłopaka też, więc czemu obiadem się nie poczęstujesz? – uniosła ramiona i odwróciła się na pięcie.
Drobne stopy szybko znalazły się w czarnych szpilkach.
- Zuza.
- Bardzo chętnie Wam coś ugotuję – powiedziała i weszła do kuchni.
Wiedział, że jest furiatką. Nie wiedział za to, czego się spodziewać. A ona? Jak gdyby nigdy nic zaczęła rzucać talerzami.
- Za wszystkie lata, które z Tobą spędziłam, pieprzony kłamco! – krzyknęła, tłukąc kolejną część zastawy.
- Twoja siostra jest wariatką! – krzyknęła Włoszka.
- Siostra?! – krzyknęła, nie wierząc własnym uszom i rzuciła talerzem w chłopaka.
Zdążył się schylić, a biała porcelana rozbiła się w drobny mak.
- Zuza! – wrzasnął, podchodząc do niej.
Wyrwała dłonie z jego uścisku i spojrzała mu przez łzy w oczy.
- Jesteś nikim. Nikim, rozumiesz?! – krzyknęła zrozpaczona jak nigdy wcześniej i, łapiąc torebkę, wybiegła z domu. 
Gdzie poniosły ją nogi? Wielki, biały dom, otoczony wspaniałym ogrodem. Andrea był jedynym, który był zawsze.’

Zamrugała nerwowo oczami.
- Zuza – powtórzył Bąkiewicz, łapiąc ją za ramię. – Wszystko gra? – zapytał, a ona kiwnęła z uśmiechem głową.
- I buczy – mruknęła, rozglądając się. – Jedziemy Panowie – krzyknęła, widząc zastój na boisku.
Zmiany szły płynnie. W ciągu dwóch godzin zdążyła zrobić przegląd całej kadry. Dobrze ich znała, statystyki miała niemal wyryte w pamięci. Teraz jednak zobaczyła ich w akcji jako kto inny. Jako nowa Zuza. W swoim nowym życiu. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Nowy początek.
- Śpiąca królewna – rzucił Ignaczak, szczerząc się.
- Spierdalaj. Dziękuję bardzo – odparła, śmiejąc się i stanęła przy ławce, zbierając ich wokół siebie.
Winiarski zerkał na nią, jakby niepewnie.
- Jakieś pytania? – spytała, uśmiechając się delikatnie.
- Ja mam – powiedział Michał, wprawiając wszystkich w niemałe zdziwienie. – Dużo kursów masz za sobą?
- Kilka. Dwa we Włoszech i cztery w Rosji. Nie liczę jakiś mniejszych szkoleń – wyjaśniła, patrząc na chłopaka.
Winiar kiwnął głową i zmarszczył czoło.
- Myślisz? – spytała nieco złośliwie.
- Niekiedy mi się zdarza – przyznał i niechętnie uniósł kąciki ust, nie mogąc dłużej ze sobą walczyć.
- Dobrze, że chociaż niekiedy. Życzę miłego popołudnia. Widzimy się na siłowni – powiedziała na pożegnanie i spojrzała w stronę Bąkiewicza.
Ten szybko znalazł się przy niej i towarzyszył jej w drodze aż do pokoju.
- Czegoś chcesz? – spytała przez śmiech, bo brunet cały czas milczał.
- Nie. Tak tylko… Przepraszam za wczoraj – rzucił, drapiąc się po karku i lekko się krzywiąc.
Zaśmiała się, widząc słodki wyraz jego twarzy. Delikatnie pogłaskała szorstki policzek chłopaka i puściła mu oczko, nic nie odpowiadając. Z jej oczu i zaciśniętych warg można było wyczytać wszystko. 

___________________________________________

Spóźniona dedykacja dla Aromy. Wiem, że ten Ci się nie spodoba, bo znowu tkliwie. 
A z okazji choinki w salonie, śniegu za oknem i zapachu barszczu, zdrowych, wesołych i rodzinnych świąt, moje Drogie Czytelniczki.
Gorące buziaczki.
A.

niedziela, 9 grudnia 2012

7. I już się modlę do spadających gwiazd. Bo mi brakuje ciepła twych rozchylonych warg.


- Oficjalną część uważam za zakończoną. Życzę miłej zabawy! – powiedział Kurzajewski i uśmiechnął się jak zwykle bardzo czarująco, schodząc ze sceny.
Wszyscy przeszli powoli do drugiej sali, nieco chyba nawet większej. Uśmiechnęła się tylko, widząc piękny wystrój. Nieco elegancki, jednak luźniejszy, niż w poprzednim pomieszczeniu. Poczuła czyjąś dłoń na swojej. Szybko odwróciła się w stronę nieznajomej w jej mniemaniu osoby.
- Należy mi się pierwszy taniec – powiedział Andrea z uśmiechem i objął ją w pasie.
Zaśmiała się tylko ciepło. Poczuła, że to będzie dobra noc. Że wreszcie odpocznie. Że będą się świetnie bawić. Razem. Pierwszą piosenką jaką usłyszeli zgromadzeni było „Something stupid”. Parkiet zapełnił się parami, delikatnie przechodzącymi z nogi na nogę. Andrea delikatnie ją prowadził, uśmiechając się jednocześnie. Jego żona tańczyła tuż obok, z Gardinim, a Zuza, trzymając dłoń na ramieniu poprzednika i mentora, rozglądała się dyskretnie po sali.

- Jak się bawicie? – zapytał Kurek, podchodząc ze swoją dziewczyną do Winiarskich.
Michał zacisnął tylko lekko zęby.
- A dobrze. Ta Zuza wydaje się taka ciepła i miła. Jak Wam się z nią pracuje? – spytała Dagmara, patrząc na przyjmujących.
- Źle – uciął jej mąż i poszedł po drinka.
Kuraś tylko przewrócił oczami i uśmiechnął się do Winiarskiej.
- Spoko. Wiesz, trzy dni to niewiele, ale widać, że jest solidna, pracowita i kompetentna.
- I ładna – burknęła Agata, a Bartek zaczął się śmiać.
- Piękna. Naprawdę. A najładniej wygląda jak wychodzi wieczorem z pokoju, w samej koszulce.
- Kurek – warknęła jego partnerka.
- Takiej krótkiej, koronkowej.
- Zaraz Cię pobiję – zagroziła dziewczyna, a przyjmujący zaczął się śmiać, wpijając czule w jej usta.
- Głupia jesteś – mruknął, patrząc jej w oczy.
- Milusio – rzuciła Zuza, podchodząc do nich właśnie.
- O. Miło, że przyszłaś. To jest Dagmara, Winiara, a to Aga, moja.
- Dagmara Winiara? – zaśmiała się, słysząc rymy Kurasia i podała dłoń kobietom. – Zuza. Bardzo miło mi Was poznać – uśmiechnęła się ciepło.
- Mała, tańczysz?
- Jaasne. Tańczę, haftuję, krawaty wiążę i usuwam ciąże – rzuciła, śmiejąc się i wzięła od Możdżonka szklankę, którą jej podał.
- To Hania. Hania, to Zuza.
- Cześć – powiedziała ciepło towarzyszka Marcina i uścisnęła delikatnie dłoń brunetki.
- Po każ cycki. Pokaż cycki, poo każ cycki, pokaż cycki – Bąkiewicz właśnie stanął za nią, nucąc pod nosem.
- Ale że tu? Tak przy wszystkich? – spytała, odwracając się do niego.
- A co, wstydzisz się?
- No pewnie.
- A nie powinnaś – powiedział ktoś siedzący przy barze obok nich.
Spojrzała w prawo i zmarszczyła brwi. Szczęsny. Wojciech Szczęsny. Naprawdę? Już chciała krzyknąć „Och, miałam Cię tego lata!”. Na puszce oczywiście.
- Ej, to moja Pani Trener. Znajdź sobie swoją – mruknął Bąkiewicz i objął ją ramieniem w pasie, odwracając się tyłem do bramkarza.
Ogarnął ją niepohamowany śmiech. Spojrzała na przyjmującego rozbawiona całą sytuacją i pokręciła głową.
- Ty coś piłeś.
- A skąd.
- Naprawdę.
- No nie, Zuza – zaśmiał się Michał i chuchnął jej w twarz. – Mięta – wyszczerzył się, a ona oparła się o bar, śmiejąc się jeszcze głośniej.
- Zatańczysz? – spytał piłkarz, nadal nie ustępując.
- Powiedziałem coś na temat tej Pani – zauważył przyjmujący i uniósł nerwowo brew.
- Stary, wyluzuj. Pani jest dorosła, potrafi mówić i może dopuścisz ją do głosu.
- Ale może ona nie chce z Tobą rozmawiać?
- A może chce?
- A może nie? – spytała Zuzia, odwracając głowę w stronę Wojtka.
Mężczyzna zamilkł, a ona uśmiechnęła się słodko i wróciła do rozmowy z Pauliną, która właśnie zeszła z parkietu wraz z Mariuszem.

- Ju dont noooo oooł. Ju dont noł ju biudyfol! – wykrzyczał jej nad uchem Kuraś, który z Jaroszem bardzo hucznie świętował zdobycie tytułu drużyny roku.
Zaśmiała się patrząc na nich i usiadła wygodnie na krześle, patrząc na Michała.
- Ładnie się śmiejesz – rzucił czekoladowooki i poruszył brwiami.
- To podryw?
- Nie. Prawda – wyszczerzył się, znów wywołując jej śmiech.
- Słodziutki jesteś – przyznała, patrząc na krawat siatkarza, który nieco się przesunął.
Poprawiła go troskliwie i popatrzyła w oczy przyjmującego. Uśmiechnięte, błyszczące, ciepłe oczęta wyraźnie świdrowały ją spojrzeniem od dłuższej chwili. Szybko uciekła wzrokiem, zerkając na Jarosza siadającego przy niej.
- Cześć Zuziu – powiedział płomiennowłosy, obejmując ją ramieniem.
- Cześć Kubusiu – odpowiedziała z uśmiechem, czując że z drugiej strony, między nią a Michała wpycha się z krzesłem Bartek.
Ich partnerki poszły akurat do łazienki, mieli więc moment, żeby zainteresować się panią trener.
- Jak się bawicie? – spytał znów Bartek, poruszając brwiami.
Bąku tylko lekko się uśmiechnął, popijając wino. Ona za to obserwowała Kubiaka i jego Kasię, którzy podążali w stronę ich stołu.
- Cześć – rzucił Michał, siadając obok niej.
Może to był dobry moment na zażegnanie konfliktu? Może właśnie teraz powinni się pogodzić? Przez głowę przemykało jej właśnie tysiące myśli, a przyjmujący popatrzył na nią tak grzecznie, ulegle, niemalże przepraszająco.
- Hej – odparła cicho i uniosła wzrok na jego oczy.
Dawno nie przyglądała im się tak wnikliwie. On zaś widząc jej spojrzenie, uśmiechnął się i wskazał jej swoją towarzyszkę.
- To jest Kasia, moja nowa, najpiękniejsza na świecie, dobra przyjaciółka – powiedział, psując tymi słowami wszystko.
Co chciał osiągnąć? Na pewno chciał wzbudzić zazdrość. I doskonale mu to wyszło.
- Dobra przyjaciółka.
- Moja dziewczyna.
- Będę Cię kochał do końca świata – mruknęła, patrząc na chłopaka.
- To Ty nie chciałaś dłużej ze mną być.
- To Ty uciekłeś.
- Daj już spokój.
- Bo co?! – spytała wściekła.
Siedzący przy stole bacznie obserwowali parę byłych kochanków, przysłuchując się mało spokojnej wymianie zdań. Nie mając zamiaru dłużej znosić jego podłej obecności, zerwała się od stołu i wyszła przed hotel, w którym odbywało się przyjęcie. Do wszystkich właśnie dotarło. Zuza i Michał. Oni. Kiedyś. Razem.

- Daliście pokaz, nie ma co – zaczął Bartman, który siedział obok Bąkiewicza.
- Spierdalaj. Dziękuję bardzo – powiedział Kubiak i oparł głowę na dłoni.
Po całej awanturze Kasia się rozpłynęła, a Zuza jak zniknęła, tak nie wróciła. Gdzie była? Odpowiedź była łatwiejsza, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Siedziała właśnie na murku przed hotelem, wypalając kolejnego długiego, babskiego papierosa. Znalazł ją Łomacz. Dawno niewidziany w kadrze rozgrywający przysiadł obok i uśmiechnął się ciepło.
- Cześć – zaczął.
- Ty też to widziałeś- stwierdziła cicho, wypuszczając chmurę dymu z płuc.
- Widziałem. I nawet mam pewne swoje zdanie na ten temat.
- Jakie? – spytała.
Skoro już zaczął, to niech dokończy – pomyślała przez moment. Po chwili jednak bardzo tego żałowała.
- Kochacie się jeszcze.
- Błagam – mruknęła, wywracając oczami.
- Jemu musi strasznie zależeć.
- Co to za brednie?! – krzyknęła, rzucając zapalniczką o bruk.
Popatrzył na nią, wstając z miejsca.
- Przemyśl to lepiej. Może Wam się coś uda – powiedział, podając jej dłoń. – A teraz chodź. Zatańczymy.
- Zguba się znalazła – zakomunikował sms’em Wlazłemu i wkroczył z nią na parkiet.
Mariusz nieco spokojniej dopił swojego drinka. Siedział właśnie z Winiarskimi w żoną przy stoliku na uboczu i obserwował tłum bawiących się ludzi.
- Może porozmawiaj z Kubiakiem – podpowiedziała Paulina, delikatnie głaszcząc ramię męża drobną dłonią.
- Są dorośli. Poza tym, po tym co jej zrobił nie zasługuje na żadną pomoc – uśmiechnął się gorzko Szampon i dopił trunek, biorąc żonę w ramiona. – Idziemy podbić parkiet.
- Suń Maseraku! – rzucił Winiar przez śmiech, wskazując przyjacielowi drogę dłonią i pokręcił głową, widząc chodzące już biodra Mariusza.

Zabawa trwała do białego rana. Nieliczni zwinęli się szybciej, nie mając już nastroju na dalsze tańce. Ona jednak została, obtańcowywana przez kolejnych swoich zawodników. Nie tańczyła w sumie tylko z jednym. Zajadły spór z Winiarskim nie pozwolił mu złapać jej za dłoń i poprowadzić w rytm skocznej melodii. Kolejny dzień nie zapowiadał się różowo. Szczególnie dla tych, którzy więcej wypili. A ona sama? Niemal trzeźwa odprowadzała właśnie Bąkiewicza do hotelu.
- Zuzanko, moja Zuzanko – powiedział wcięty przyjmujący, gdy siedział jeszcze przy stole.
- Słucham? – spytała, uśmiechając się ciepło.
- Milczysz, Niewiasto piękna jak poranna jutrzenka.
Michał zaczął mickiewiczować, wywołując u niej niemały śmiech.
- Miś, wszystko dobrze? – spytała szczerze rozbawiona.
- Jak najbardziej – odparł, poruszając brwiami.
- Zbieramy się – zdecydowała nagle wstając od stołu.
Było już późno, a lepiej było wrócić, zanim alkohol wejdzie Michałowi w nogi. Wtedy już na pewno go nie odholuje.
- Zuzanko, ale dlaczego już? – spytał zdziwiony przyjmujący.
Stanęła za nim z płaszczem i pomogła mu Go na siebie włożyć. Stanął przed nią i delikatnie nachylił się nad jej ciałem, uśmiechając się bez przerwy. Rozbawiony jej powagą, zajrzał głęboko w jej zielone oczy.
- Daj buzi – zaproponował, poruszając brwiami.
- Jesteś pijany – zaśmiała się głaszcząc jego policzek.
- O nie, moja Panno! – powiedział, unosząc dłoń w teatralnym geście.
I zaczął mickiewiczować już w pełni. Konkretnie – Panem Tadeuszem.
- Na obelgę śmiertelną dla uszu szlachcica, której żaden nigdy nie słyszał Soplica, zadrżał Tadeusz, twarz mu pobladła jak trupia, usta przyciąwszy, nogą tupnąwszy, rzekł: GŁUPIA! – powiedział pewnie i zadarł wysoko głowę, powodując u niej niepohamowany śmiech.
- Chodź – poprosiła, nie mając już siły.
Popatrzył w jej maślane oczy. Śmiały się, a wraz z nimi jej usta, policzki, cała twarz i cały świat.
- A buzi dasz? – zapytał znów.
- Michał!
- Bo inaczej będę musiał Cię. Ekhem. Spałować – powiedział, poruszając brwiami.
Zaczęła się znów śmiać, łapiąc w lot aluzję Chłopaka.
- Ja Ci dam spałować – powiedziała, nie mogąc się już uspokoić.
Michał złapał ją za to w pasie i popatrzył głęboko w oczy.
- Zuziu, piękna. Tutaj – powiedział, wskazując palcem swoje wargi.
Pogłaskała je tylko opuszkiem palców, kręcąc głową i wreszcie upchnęła siatkarza do taksówki, wracając do hotelu. Tam nie musiała się z nim użerać aż tak długo. Gdy tylko weszli do jego pokoju, zasnął jak dziecko, a ona wróciła do siebie z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie widziała nikogo równie słodkiego.

______________________

Patrzę na to ile dziś ode mnie dostajecie i... Hm. To na Mikołajki :D Nie dziękujcie. 
Kolejny może niedługo, bo skończyłam wreszcie pracę językową na konkurs i mogę poszaleć.
Buziak.
A.

Zapraszam na fejsa, kto jeszcze nie zaglądał.

sobota, 1 grudnia 2012

6. Chore serce otwieram. Bez znieczulenia.


- Powinieneś z nią pogadać.
- Już to zrobiłem – odpowiedział, grając na konsoli.
- Kubiak, odłóż to pudło i porozmawiaj ze mną.
- Przecież rozmawiam.
Zbyszek podszedł do przyjaciela i siłą zabrał mu grę.
- Dzięki, kurwa, właśnie biłem rekord – warknął przez zęby.
- Pobijesz rekord głupoty, jeśli nic z tym nie zrobisz.
- Nie wiem, jesteś jakiś niedorobiony? Ona mnie nie chce! Ja z resztą nie mam zamiaru nic z tym robić.
- Tyle zauważyłem. Jesteś palantem i tyle – rzucił Bartman i wyszedł z pokoju, odkładając konsolę na stół.
Wstał i głośno zatrzasnął za nim drzwi. Nienawidził, kiedy ktoś ingerował w nieswoje sprawy. Złapał znów konsolę i wyłączył ją, siadając na ziemi. Głowa schowana w dłoniach zawsze mówiła jej, że coś się dzieje, coś jest nie tak. Tak samo byłoby teraz. Gdyby tylko tu była… Gdyby jej delikatne, czułe dłonie dotknęły jego karku, skroni. Ona mogłaby to wszystko odmienić. Mogłaby przywrócić jego życie na właściwe tory. I gdyby wiedziała, w jakim jest stanie, może by to zrobiła.

Dwa dni treningów. Nic się nie zmieniało. Podejście chłopaków nadal pozostawiało wiele do życzenia. Dystans, jaki wytworzyli, doskwierał im samym, a co dopiero jej. Usiadła wygodnie przed lustrem z kosmetyczką. Dłuższą chwilę zastanawiała się, co z makijażem. To nie było wcale takie proste. Pierwszy bal sportowca w jej życiu był wielkim wydarzeniem.

- Z kim idziesz? – zapytał Bartman, wchodząc do pokoju.
- Nie Twój interes – rzucił Kubiak, mierzą przyjaciela wzrokiem.
Odkąd poznał nowego trenera kadry, zrobił się nie do zniesienia. Nigdy nie był tak chamskim i wrednym idiotą jak teraz.
- Czyli kogoś zaprosiłeś?
-Tak. Kaśka ze mną idzie. Masz coś przeciwko?
- Jesteś debilem roku. Jak tak dalej pójdzie to zaczną przyznawać statuetkę „Kubiak Roku”. Dla największych głąbów świata. Gratuluję!
- O co Ci znowu chodzi?! – zapytał wściekły i zerwał się z fotela, sięgając po koszule.
- Mam Ci tłumaczyć, jak na nią patrzysz? To co teraz robisz, to najgorsza z opcji. Zobaczy, że z kimś przyszedłeś i całkiem Cię skreśli.
- I tak już ją straciłem – powiedział dziwnie rozgoryczony.
Smutek i żal w jego głosie zabolał nawet samego Zibiego, który nie słynął nigdy ze zbyt miękkiego serca. Może dlatego właśnie jego zainteresowanie ich związkiem było wręcz dziwne. Bartman jednak miał bardzo głęboko ukryty zmysł romantyczny. Lubił, gdy ludzie pasujący do siebie schodzili się, a gdy jeszcze mógł do tego przyłożyć rękę, czuł się naprawdę spełniony. Dojrzał. Zdecydowanie dojrzał, odkąd zaczął spotykać się z obecną narzeczoną. Owszem, narzeczoną! Zbyszek zdążył się już swojej Asi oświadczyć.

Stała przed lustrem w niedługiej, czarnej, koronkowej sukience. Uśmiechnęła się lekko do swojego odbicia, aby dodać sobie otuchy. I co? I nic! Nie działało. Kompletnie nic nie było w stanie jej ośmielić. Stanęła na palcach, lekko przechylając głowę w lewo. Później w prawo… Czegoś brakuje? Nie. Wszystko jest dobrze. Wsunęła na stopy wysokie, czarne szpilki i zarzuciła na ramiona skórzaną, obcisłą kurtkę. Długie oglądanie w lustrze i ćwiczenie uśmiechu przerwało nagłe pukanie do drzwi. Nauczyła się już, że jeśli ktoś puka, to na pewno jest Michałem Bąkiewiczem – jednym z niewielu szanujących prywatność w tej ekipie.
- Słuchaj, Zuza. Czy Ty mi pomożesz? – spytał, a zaraz za nim zjawił się Ignaczak z kamerą.
- Jak widać, przygotowania do Balu trwają, mogę zdradzić, że ruszyły pełną parą już parę godzin temu.
Michał nieco się schylił, a ona długo patrzyła na jego koszulę i kompletnie niedopasowany dodatek.
- Okropny krawat – powiedziała delikatnie i bardzo uroczo, z wielką lekkością, niemal zalotnie patrząc w oczy swojego zawodnika i lekko się uśmiechając.
Michał zamilkł. Patrzył na nią tylko uważnie, głośno przełykając ślinę.
- Gorąco się zrobiło – zauważył Igła, śmiejąc się i nagrywając wszystko bez wyjątku.
- Taśmy prawdy? – zapytał Pit, który miał dokładnie ten sam problem.
- Czy Wy naprawdę nie chodziliście na zajęcia praktyczno-techniczne? – spytał zdziwiony libero i wyszedł, kręcąc głową.
- No Twój już lepszy – roześmiała się ciepło, oddając Bąkiewiczowi jego zwis męski prosty i przyciągając Piotrka do siebie. – Schyl się trochę, bo nie zawiążę – mruknęła podenerwowana przewagą wzrostu.
Michał uśmiechnął się tylko i wrócił na moment do pokoju. Gdy przyszedł z wąskim, czarnym krawatem, powitała go uśmiechem.
- Tak lepiej – zauważyła stając na łóżku i szybko zaplotła odpowiedni węzełek, schodząc z gracją z wysokiego materaca.

- Cześć Kasiu – powiedział z uśmiechem, całując dłoń pięknej brunetki.
Sporo niższa, jednak zdecydowanie jak na swoją płeć wysoka, zgrabna dwudziestoparolatka ujęła pewnie dłoń przyjmującego.
- Miło cię widzieć – powiedziała cicho, całując delikatnie idealnie gładki policzek mężczyzny.
Zbyszek pokręcił tylko głową. Jako człowiek kulturalny przedstawił się jednak partnerce przyjaciela i nawet słodko się uśmiechnął, zabijając go jednocześnie wzrokiem. Jego Asia również szybko dotarła do hotelu, w którym aktualnie pozostawali siatkarze z trudem odnajdując narzeczonego w tłumie wysokich mężczyzn kręcących się po pokojach. Stroili się jak baby. Gorzej nawet od samej Pani Trener, która spokojnie siedziała w swoim pokoju, gotowa do wyjścia.
- Chodź Paulina, zobaczysz ją – powiedział Wlazły, ciągnąc żonę w stronę jedynego pachnącego damskimi, słodkimi perfumami, pokoju.

Uniosła się z fotela, widząc, że wchodzi nie sam, a z towarzyszką życia. Uśmiechnęła się lekko, patrząc na ślicznie wyglądającą, brunetkę.
- Chciałem Ci przedstawić, Zuza. To moja Żona, Paulina. A to Zuzia.
- Ta Zuzia – zauważyła Paula i podała jej dłoń, ciepło się uśmiechając. – Nawet nie wiesz, jak miło mi Cię poznać – powiedziała Pani Wlazły i szybko ją przytuliła.
Zuza poczuła nagły przypływ ciepła. Tak jakby ktoś roztapiał taflę lodu, a woda pozostała po niej właśnie wstąpiła w jej oczy. Mocno zacisnęła delikatnie pociągnięte jasnym cieniem powieki i oparła brodę o ramię kobiety. Widziały się pierwszy raz w życiu, a ona okazała jej tyle ciepła, tak wielkie wsparcie.
- Nie martw się Mała. Oni tacy są. Ale pokochają Cię, na pewno. Mariusz dużo o Tobie mówił – szeptała szybko partnerka atakującego, jakby chcąc jej przekazać wszystko na raz.
Spojrzała jej w oczy. Na język cisnęło jej się pytanie, kim ona do cholery jest. Chyba dobrą wróżką, naprawdę.
- Dziękuję – szepnęła tylko, uśmiechając się delikatnie.
Pierwszy raz poczuła, że ktoś jednak za nią stoi. I to murem.
- Tak dobrze? – spytał Kurek, wchodząc do pokoju.
Spojrzała na przyjmującego i roześmiała się ciepło, poprawiając mu krawat.
- Idealnie – powiedziała cicho, wiedząc, że to jedna z niewielu wspierających ją osób.
Tylko nieliczni wyłamali się spod osądu Winiara i dali jej szansę. Ale to dla nich warto było walczyć i próbować. Bo wreszcie mogła spełniać marzenia. Swoje, ich i milionów kibiców w tym kraju.

- Drodzy Państwo, kolejna kategoria wieczoru. Najlepsza drużyna. Nominowani do tej nagrody to: Vive Targi Kielce, Legia Warszawa, Reprezentacja Siatkarzy, Skra Bełchatów i Asseco Prokom Gdynia. Werdykt odczyta komentator Polsatu Sport, Grzegorz Swędrowski.
Andrea siedzący przy Niej delikatnie uścisnął jej dłoń. Uśmiechnęła się niepewnie, a on schylił się w jej stronę.
-Gdyby wygrali. Pójdę z Wami, ale to Ty musisz mówić – powiedział cicho.
Widać było, że leki wiele mu dawały. Wszyscy jednak wiedzieli, jak długą drogę do przejścia ma ten siwy, kochany Włoch, aby wrócić do zdrowia. Spojrzała na Niego nieco przerażona. Nie mogła stwierdzić, że woli, aby przegrali, bo nie było to prawdą. Ale poczuła dziwny ucisk w żołądku.
- Nie bez powodu to ja wręczam tę nagrodę. Dziś zgarnęła ją drużyna, która zasługuje na największe uznanie. Myślę, że wszyscy nominowani zasłużyli na wielkie brawa, jednak przyznaję, to za nich trzymałem kciuki. Tym bardziej, że wielka rewolucja, jaka ich ostatnio dotknęła, ma przynieść podobno jeszcze większe owoce. Oby tak było. Proszę Państwa, mam przyjemność ogłosić, że Drużyną Roku zostaje Reprezentacja Siatkarzy!
Głośne brawa rozległy się na sali. Chyba nikt nie miał wątpliwości co do wyniku. Wcześniej nagrodzeni zostali już Bartosz Kurek, trener Anastasi, za którego wówczas wypowiadał się Gardini, oraz duet Fijałek/Prudel. Siatkówka tryumfowała dziś więc po raz kolejny, ustępując miejsca na scenie tylko raz, Agnieszce Radwańskiej.
Wstała z krzesła i powoli weszła na scenę.
- Widzę, że teraz wypowie się nasza Debiutantka. Powitajmy ją gorącymi brawami! – zaapelował Maciej Kurzajewski, a ona tylko lekko się uśmiechnęła, podchodząc do mikrofonu.
Stanęła przy nim nieśmiało unosząc wzrok na zgromadzonych. Tłum ludzi właśnie patrzył na nią, a ona czuła, że coraz bardziej trzęsą jej się dłonie. Zaczęła drżącym głosem.
- Bardzo miło stanąć w takim miejscu. Cieszę się, że to właśnie Panowie dostali nagrodę. Za wszystkie dokonania mijającego roku zdecydowanie im się to należało. Na osiągnięcie tych sukcesów pracowali bardzo ciężko i bardzo długo, wraz z trenerem Anastasim. Mam świadomość, jak wszyscy, że to właśnie jego statuetka – zatrzymała się na moment. Po takim wstępie nieco się rozluźniła. – Właściwie sama nie wiem co tu robię – roześmiała się wraz z publicznością. – Skoro jednak dostałam już szansę podziękowania w imieniu Andrei, chciałabym zacząć od PZPSu. Robią naprawdę wielką robotę, żeby zarówno Panowie, jak i Panie mogli startować, trenować i godnie reprezentować Nasz kraj. Zaraz po nich chciałabym podziękować również rodzinom Zawodników. Gdyby nie Wasza cierpliwość i wsparcie, Panowie nie byliby tu gdzie są. Bo nie zawsze trening czy trener są najważniejsi. Niekiedy to właśnie te plecy czynią sportowca wielkim. A poza tym w imieniu Andrei dziękuję całej drużynie, bo rozmawiając ostatnio, nie mógł przestać Was chwalić. W ogóle, gdy przygotowywałam się do objęcia tego stanowiska, ciągle mówił o Was w samych superlatywach. Dziękuję więc, że jesteście tak sumienni i pracowici, bo gdyby nie Wasze zaangażowanie, nie byłoby żadnej drużyny. Ale przede wszystkim Trener chciał podziękować Kibicom. To dla Was grali, dla Was zwyciężali, i dla Was nadal będą ciężko pracować. A ja razem z nimi. Dziękujemy – zakończyła ciepło się uśmiechając i popatrzyła na Możdżonka dzierżącego w dłoni statuetkę.
- Ja tak jeszcze krótko – powiedział Marcin, podchodząc do mikrofonu i bardzo się schylając.
Na sali rozległ się donośny śmiech, a Magneto uśmiechnął się tylko uroczo, nadal zgięty wpół.
- Chciałbym podziękować, tak jak Zuza mówiła, wszystkim którzy stali za tym sukcesem. Nie będę ich wymieniał po raz kolejny, bo ona podziękowała w pięknych słowach. Dodam tylko, ze w imieniu zawodników, przekazuję tę statuetkę Andrei, bo to jemu najbardziej się należy. Dziękuję za cały trud, który włożyłeś w budowanie tego zespołu, a dodatkowo za to, że wybrałeś sobie świetną następczynie. Przez trzy dni treningów dała Nam niezły wycisk, ale współpraca z nią będzie na pewno bardzo owocna. Dziękujemy – zakończył Marcin, patrząc w jej oczy i ucałował lekko jej policzek.
Popatrzyła na Niego zdziwiona. Cichy, spokojny Możdżonek faktycznie nie rzucał się ze swoimi poglądami w oczy. Wydawało się, ze jest raczej neutralny, ani na tak, ani na nie. A dziś… Okazał jej tyle wsparcia! Zeszli ze sceny zgraną grupa i wrócili do długiego, wspólnego stołu.
- Dziękuję – szepnęła tylko, patrząc na środkowego.
- Będzie dobrze, Mała Księżniczko – powiedział ciepło, puszczając jej oczko i usiadł obok swojej Hani, całując ją bardzo czule.


____________________________

Musicie mi wybaczyć. Naprawdę, musicie.
Koniec trymestru w mojej szkole to jakaś totalna jatka, jazda bez trzymanki, jak Boga kocham.
Ale wróciłam i jest dłuuugi, na przeprosiny.
Buziak dla cierpliwych.
A.

PS. Zaległości na waszych blogach też niedługo nadrobię.